[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Uważam to, droga Matko, za prawdziwą łaskę, że przyzwyczajałaś mnie do przezwyciężanialęku; czasami posyłałaś mnie wieczorem samą, bym poszukała czegoś w odległym pokoju;gdybym nie była tak dobrze prowadzona, stałabym się bardzo lękliwa, obecnie natomiasttrudno mnie przestraszyć.Zadaję sobie czasem pytanie, jak potrafiłaś wychować mnie ztaką miłością i delikatnością nie rozpieszczając mnie równocześnie, bo przecież nieprzepuściłaś mi żadnej niedoskonałości; nie czyniłaś mi nigdy niesłusznych wymówek, aleteż nigdy nie cofnęłaś raz wypowiedzianego słowa; dobrze o.tym wiedziałam, że nie mogęzrobić ani kroku, jeżeli mi tego zabroniłaś.Nawet Tatuś obowiązany był stosować się doTwojej woli.Bez pozwolenia Pauliny nie szłam na przechadzkę i gdy Tatuś mówił: chodź!odpowiadałam: " Paulina nie chce”; szedł wtedy prosić o łaskę dla mnie; czasem Paulinazgadzała się, by mu zrobić przyjemność, ale Terenia poznając po jej minie, że nie byłazadowolona, zaczynała płakać i nie dawała się pocieszyć, aż Paulina powiedziała tak iuściskała ją z całego serca.Kiedy Terenia była chora, a zdarzało się to każdej zimy, trudno wypowiedzieć, z jakąmacierzyńską troskliwością była pielęgnowana.Paulina kładła ją do swego łóżka (łaskaniezrównana) i dawała jej wszystko, na co ta miała ochotę.Któregoś dnia Paulina wyciągnęłaspod poduszki swój śliczny scyzoryczek i dając go swej córeczce, wprawiła ją w nieopisanyzachwyt.— ,,Ach! Paulino — zawołałam — musisz mnie bardzo kochać, skoro pozbawiaszsię dla mnie swego ślicznego scyzoryka z gwiazdką z perłowej masy.Ale jeśli mnie takkochasz, czy zrobiłabyś ofiarę ze swego zegarka, by nie dopuścić do mojej śmierci?” “Nietylko, by nie dopuścić do twojej śmierci, oddałabym zegarek, ale jestem gotowa nawet nakażdą ofiarę, byłeś szybko wyzdrowiała”.Słuchałam tych słów Pauliny z niewypowiedzianymzdumieniem i wdzięcznością.W lecie byłam kilka razy chora na serce.I znów Paulinapielęgnowała mnie troskliwie; by mnie zabawić — co było najlepszym lekarstwem — woziłamnie na taczkach dokoła ogrodu, a potem zsadziwszy mnie, wkładała na moje miejscepiękne sadzonki stokrotek i bardzo ostrożnie zawoziła do mego ogródka, gdzie z wielkąpompą zajmowały swoje miejsce.Paulina przyjmowała wszystkie moje poufne zwierzenia, rozświetlała moje wątpliwości.Razu pewnego dziwiłam się, że Pan Bóg nie udziela równej chwały w Niebie wszystkimwybranym i obawiałam się, że nie wszyscy będą szczęśliwi; wtedy Paulina poleciła mi pójśćposzukać dużej ,,szklanki Tatusia” i postawić ją obok mego maleńkiego naparstka, następnienapełnić oba naczynia wodą, a w końcu zapytała mnie, które z nich jest pełniejsze.Odpowiedziałam, że oba są tak pełne, iż niemożliwością jest nalać w nie więcej wody,ponieważ nie zdołałyby jej w sobie pomieścić.Dzięki mojej drogiej Matce zrozumiałam, żeDobry Bóg daje w Niebie swoim wybranym tyle chwały, ile oni są w stanie znieść, i tak otoostatni nie będzie miał czego zazdrościć pierwszemu.Uprzystępniając mi w podobny sposóbnajbardziej wzniosłe tajemnice, umiałaś, moja Matko, podać mojej duszy pokarm, jakiegokoniecznie potrzebowała.Jakąż radością napełniało mnie co roku zbliżające się rozdawanie nagród!.I tutaj, jakwszędzie, zachowywana była sprawiedliwość i otrzymywałam tylko zasłużone nagrody;stojąc zupełnie sama pośród dostojnego zgromadzenia, słuchałam wyroku czytanego przez“Króla Francji i Nawarry”; serce biło mi bardzo mocno, kiedy odbierałam nagrody i wieniec.19był to dla mnie obraz sądu!.Natychmiast po rozdaniu nagród zdejmowała Królewna swojąbiałą sukienkę i szybko ją przebierano do wzięcia udziału w wielkim przedstawieniu!.Ach! jakże radosne były te rodzinne święta.Patrząc na mego drogiego Króla, takpromiennego, zupełnie nie przeczuwałam doświadczeń, jakie go czekały!.Aż tu pewnegodnia Dobry Bóg ukazał mi w prawdziwie nadzwyczajnym widzeniu wizję owegodoświadczenia, przez które chciał nas przygotować (14).Tatuś był od kilku dni w podróży i miał powrócić dopiero za dwa czy trzy dni.Była godzinadruga albo trzecia po południu, słońce świeciło jasnym blaskiem i cała natura miała wyglądjakby odświętny.Byłam sama w oknie mansardy wychodzącym na ogród; patrzyłam przedsiebie zajęta radosnymi myślami, gdy nagle przed pralnią, znajdującą się akuratnienaprzeciw, dostrzegłam człowieka ubranego zupełnie jak Tatuś, identycznej co on postaci i otym samym sposobie chodzenia, był tylko o wiele bardziej pochylony.Głowę miał okrytączymś w rodzaju fartucha w niewyraźnym kolorze i to w taki sposób, że nie widziałam jegotwarzy.Miał kapelusz podobny jak Tatuś.Widziałam, jak posuwał się miarowym krokiemwzdłuż mego ogródka.Duszę moją opanowało natychmiast uczucie nadnaturalnego lęku,ale z miejsca zreflektowałam się, że to na pewno jest Tatuś, który wrócił i ukrywa się, by mizrobić niespodziankę; krzyknęłam więc głosem drżącym z przejęcia: — “Tatusiu, Tatusiu!.”Ale tajemnicza postać zdawała się mnie nie słyszeć, posuwała się dalej swym miarowymkrokiem, nie odwracając się nawet; śledząc ją wzrokiem spostrzegłam, jak skierowała się wstronę zarośli, które wielka aleja dzieliła na dwie części; spodziewałam się, że zobaczę ją podrugiej stronie wielkich drzew, ale prorocze widzenie znikło.Trwało to wszystko zaledwiechwilę, ale tak głęboko wyryło się w moim sercu, ze dziś, po piętnastu latach, wspomnieniejest tak żywe, jak gdyby widzenie trwało jeszcze przed moimi oczyma [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl