[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Uznałam więc, że spróbuję mu pomócza pośrednictwem tego, co potrafię najlepiej.A gdy się nie udało, rzuciłam pisanie.I skupiłam sięna tym, jak być lepszą matką. Potrząsa głową, po czym klepie mnie po ramieniu. Chodz,pokażę ci pokój.Pokój gościnny pomalowano na kolor zachodu słońca.Stoi tam małe, drewniane biurkoi podwójne łóżko.Jessamyn zostawia mi stosik czystych ręczników i obiecuje, że zajrzy, gdytrochę odpocznę.Dziwnie podróżować tak bez bagażu.Przysiadam na łóżku i rozglądam się po pokoju.Na ścianach wiszą zdjęcia dziecka w różnym wieku.Wiem, że to Edgar, lecz coś mnie do nichciągnie i dotykam ramek, zastanawiając się, czy Oliver wyglądałby tak samo w wieku dwóchi czterech lat, gdy po raz pierwszy jezdził konno i uczył się pływać w oceanie.Nagle strasznie mi go brakuje.Rozpinam plecak i wyciągam książkę.Otwiera sięna czterdziestej trzeciej stronie. To ona, naprawdę ona! Jesteś niesamowita, Delilah! Udało ci się! Jest tak szczęśliwy,że aż serce pęka od tego widoku. Oliverze mówię szeptem. Ona nie chce zmienić zakończenia.Mina mu rzednie. Może spróbuję ją przekonać. Nie zrobi tego, nawet gdyby cię usłyszała.Napisała tę książkę dla syna.Nie wprowadziżadnych zmian.To dla niej zbyt osobista sprawa. Ma syna? dziwi się Oliver. Poznałaś go? Może on ją przekona. Tak, poznałam. I co, jaki jest? Mógłby być twoim blizniakiem.Oliver na chwilę traci mowę. Przebywasz pod jednym dachem z chłopakiem, który wygląda jak ja, tylko jestprawdziwy? Myślę o tym, co Jessamyn powiedziała o Edgarze. Nie jest tobą ucinam.Odpowiedz Olivera ginie w zgiełku dochodzącym z sąsiedniego pokoju.Słyszęprzerazliwe wrzaski, gwizdy i wycie syren. No? ponagla Oliver. I co myślisz? Nie słyszałam, co powiedziałeś& Przez zgiełk przebija czyjś głos: Dopadnę cię, tykrwiożerczy zasrańcu! Co jest& ? Ostrożnie odkładam książkę, żeby jej nie zatrzasnąć. Czekaj chwilę przykazuję Oliverowi.Wstaję, wychodzę na korytarz i pukam do drzwi sąsiedniego pokoju.Nikt nie odpowiada.Nie dziwię się, w takim łomocie nic nie słychać.Naciskam klamkęi zaglądam do środka.Edgar siedzi na dziwnym fotelu tuż nad podłogą z konsolą w rękach.Na monitorzekomputera wybucha asteroida. A masz, Zorg! wrzeszczy Edgar, wymachując pięścią.Na ekranie pojawia siępodsumowanie:STATYSTYKIEDGAR & & & & & 349,880EDGAR& & & & & 310,900EDGAR& & & & & 298,700EDGAR& & & & & 233,100Ciekawa jestem, czy Edgar kiedykolwiek grał z drugą osobą.Jessamyn wspomniała, że jest samotnikiem. Cześć mówię. Mogę z tobą posiedzieć?Obraca się w fotelu. Kto ci powiedział, że tutaj jestem? Wszystko słychać przez ścianę& Mruży oczy. A grałaś kiedyś w Battle Zorg 2000? Nie bardzo.Szuka na biurku drugiej konsoli. Więc muszę cię nauczyć.Wrzuca menu, aby zmienić ustawienia na dwóch graczy zamiast jednego. Zwykle gram sam rzuca lekko. Zaznaczam, że jestem mistrzem.Słucham opowieści o Galaktoidach z planety Zugon, które chcą przejąć Ziemię. Naszym zadaniem tłumaczy Edgar jest je zabić, nim podłożą bombę ozonową w SanAndreas Fault albo stworzą pole siłowe, które spali wszystkich na popiół, kiedy znajdą się w jegozasięgu.Bezwiednie myślę o pandemonium. Jeśli uda ci się minąć szeregowe Galaktoidy ciągnie Edgar przejdzieszdo Astrokomory, gdzie musisz wypełnić czternaście zadań, aby stanąć przed Zorgiem. Kim jest Zorg?Edgar prycha. Tylko największym, najstraszniejszym roboto-androidem w galaktyce Afelionu!Z wahaniem biorę konsolę i naciskam guzik. Jeszcze nie! krzyczy Edgar. Musimy ci wybrać awatar!Parę kliknięć i staję się Aurorą Axis, geofizykiem z Waszyngtonu.Podążam za awataremEdgara przez kolejne poziomy gry i prawie natychmiast padam ofiarą nisko latającej asteroidy. Cholibka! wrzeszczę, wściekła na siebie. Zlepa jestem, czy co?Edgar uśmiecha się z wyższością. Praktyka czyni mistrza.Przez trzy kwadranse walczymy z kosmitami orężem najróżniejszego rodzaju.Ginęniewyobrażalnie dużo razy.Wreszcie, kiedy już tracę nadzieję, wspólnymi siłami pokonujemyAmazonkę strzelającą promieniowaniem elektromagnetycznym i topimy jąw mikrometeorytowym stawie.I dostajemy się do Astrokomory. Tak! krzyczymy i nagle otwierają się drzwi do pokoju Edgara. Edgarze! woła Jessamyn. Nie widziałeś przypadkiem& Ach! Patrzy na mnie,potem na Edgara, a potem znów na mnie. Tutaj jesteś.Edgar obraca się razem z fotelem. Chciała nauczyć się grać.Uśmiecham się z satysfakcją. Jak się okazuje, mam wrodzoną smykałkę do wiązek neutrinowych.Jessamyn sprawia wrażenie zdziwionej moim komentarzem, a może tym, że jej syn makoleżankę. Super! mówi. Potrzeba wam czegoś? Mleko? Herbatniki? Zwięty spokój? podsuwa Edgar.Jessamyn wycofuje się z pokoju, a on ponownie ujmuje konsolę. Ale zonk mówi. Czekaj, właśnie mieliśmy& Dokopać Zorgowi? uzupełniam.Edgar celuje konsolą w monitor, który nagle robi się jaskrawozielony. Kurka wodna mamrocze Edgar. Tylko nie to. Co się stało? Głupi rupieć.Bez przerwy się zawiesza.Oby gra się zachowała& Naciska guziki, poczym resetuje komputer. Mama nie pozwala mi ładować gier na nowym komputerze, bozajmują za dużo pamięci, więc muszę grać na tej prehistorii. Nie wygląda na taki stary& Ponieważ był cudem techniki, gdy pisała na nim książki.Ale wierz mi, musiałem gonaszpikować kartami graficznymi i głośnikami, żeby współgrał z Zorgiem 2000.Siadam, jakby mnie kto ukłuł. To był komputer twojej mamy? No.A co? Nie wiesz może, czy są na nim jej stare foldery? Jasne, że są.Nie pozwala mi ich wykasować.Ilekroć zaczynam grać, widzę tę głupiąbajkę, na samym końcu spisu.Nachylam się w jego stronę. Nie lubisz tej historii? Nie znoszę. Jak byś się czuła, gdyby twoja matka ogłosiła całemu światu, że ma cięza frajera? Ależ ona& Stworzyła tego durnego księcia w nadziei, że stanę się do niego podobny.Ale ja niebędę polował na smoki i przekonywał je do dbania o zęby.Bajki to nie moja specjalność. Przyjechałam tutaj właśnie z powodu tej książki przyznaję.Biorę głęboki wdechi wyrzucam z siebie: Czy mogę ci zadać dziwne pytanie? Wal śmiało. Czy grając w Battle Zorg 2000, czujesz, jakbyś tam był?Edgar kiwa głową. No jasne.W przeciwnym razie nie zdobywałbym tylu punktów. Nie, nie& Pytam o to, czy kiedykolwiek chciałeś znalezć się w środku gry
[ Pobierz całość w formacie PDF ]