[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niepodobna, by widząc drżenie jej ust, nie poczuł dla niej litości. Myślę, że to już trwa od dwóch, trzech miesięcy.  Czy to moje?Głos jego drgał z lekka.Na Kitty, przyzwyczajonej do jego zwykłego opanowania, tenlekki ślad wzruszenia uczynił wstrząsające wrażenie.Przypomniała sobie nagle, niewiedząc sama czemu, przyrząd, który jej kiedyś pokazywano w Tching-Yenie.Była tammała drgająca igiełka; wytłumaczono jej wtedy, że to lekkie drgnięcie oznacza jakieśdalekie trzęsienie ziemi, w którym zginęły pewnie setki ludzi.Westchnęła ciężko, patrzącna Waltera.Był śmiertelnie blady, patrzył w ziemię. A więc?Zacisnęła ręce.Wiedziała, że jeśli powie  tak , uwierzy jej, musi uwierzyć, bo pragnie,by to było prawdą.A wtedy przebaczy jej niechybnie.Znała jego głęboką tkliwość, którejpomimo wrodzonej nieśmiałości tak chętnie dawał upust.Wiedziała, że nie jest mściwy.Jeśli mu tylko da pretekst trafiający do jego serca, przebaczy natychmiast i raz na zawsze.Była pewna, że nigdy nie będzie jej wymawiał minionych przewinień.Był może surowy,okrutny, ale nie małostkowy.Wszystko by się odmieniło, gdyby to  tak wypowiedziała.A czuła taką potrzebę współczucia.Ta niespodziana wiadomość napełniła ją dziwnąnadzieją, obudziła w niej nieznane dotychczas pragnienia.Czuła się słaba, przerażona i takoddalona od wszystkich przyjaciół.Dziś rano, chociaż nie darzyła matki wielkimprzywiązaniem, zatęskniła za nią.Czuła potrzebę pomocy i pociechy.Nie kochała Waltera,wiedziała, że nigdy go nie pokocha, ale w tej chwili z całego serca pragnęła znalezć się wjego objęciach, móc położyć głowę na jego piersi, móc wypłakać się w jego ramionach.Jakżeby chciała, żeby ją utulił i pocałował.Rozpłakała się.Nakłamała się już tyle w życiu i przychodziło jej to zawsze łatwo.Cóżmogło szkodzić jeszcze jedno kłamstwo, i to takie, które im obojgu wyjdzie na dobre?Kłamstwo, czyż to było właściwie kłamstwo? Tak łatwo było odpowiedzieć twierdząco najego pytanie.Oczy Waltera złagodnieją i ręce wyciągną się ku niej.A jednak nie mogławypowiedzieć tego wyrazu.Nie wiedziała dlaczego, ale nie mogła.Wszystko, co przeżyław ciągu tych ciężkich dni: Charlie i jego nikczemność, epidemia i ci umierający dokołaniej ludzie, zakonnice i nawet ten śmieszny, wiecznie podchmielony Waddington wszystko to razem zmieniło ją widocznie do gruntu; pomimo silnego wzruszenia miaławrażenie, że w głębi jej duszy jakiś surowy widz przygląda się jej czynom ze zdziwieniemi lękiem.Musiała powiedzieć prawdę.Nie było co kłamać.Myśli jej rozpraszały siędziwnie.Przez chwilę widziała przed sobą trupa żebraka pod murem.Dlaczego myślała onim? Bez łkania łzy spływały cicho po jej policzkach.W końcu zdobyła się na odpowiedz.Pytał, czy jest ojcem dziecka? Nie wiem  odpowiedziała.Zachichotał z cicha.Kitty się wzdrygnęła. To nieprzyjemne, czyż nie?Jakże charakterystyczna była jego odpowiedz! Choć Kitty przyzwyczajona już była dotego ironicznego tonu, serce w niej zamarło.Czy też on rozumie, jak trudno jej byłowypowiedzieć tę prawdę? Jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że nie było w tym żadnego wysiłku z jej strony, że było to po prostu nieuniknione.Czy oceniał to chociaż jaknależy? Własne słowa:  Nie wiem, nie wiem , kołatały się w jej głowie.Nie można ichjuż było cofnąć.Wyjęła chustkę z torebki i wytarła oczy.Milczeli oboje.Na stoliku koło jejłóżka stał syfon, nalał szklankę wody, podał ją Kitty i trzymał szklankę, dopóki piła.Zauważyła, że ręka jego strasznie wychudła; miał taką piękną wąską rękę, o długichwysmukłych palcach, dziś pozostała z niej tylko skóra i kości.Ręka ta drżała z lekka.Zdołał opanować twarz, ale ręka go zdradziła. Nie zwracaj uwagi na mój płacz  rzekła. Nic mi nie jest, po prostu nie mogępowstrzymać tej wody spływającej z oczu.Wypiła wodę.Walter postawił szklankę na stoliku i zapaliwszy cygaro, siadł na krześle.Westchnął z cicha.Słyszała go już dawniej dwa czy trzy razy tak wzdychającego i zakażdym razem doznawała wstrząsu.Patrzył teraz zamyślony w okno, a Kitty, przyglądającmu się z boku, po raz pierwszy spostrzegła, jak strasznie wychudł w ostatnich czasach.Skronie mu zapadły, kości policzkowe widać było przez skórę.Ubranie wisiało na nim, jakgdyby było skrojone na znacznie tęższego człowieka.Poprzez opaleniznę przeglądałazielonawa bladość.Znać było na nim straszne wyczerpanie.Pracował ciężko, sypiał mało,a nie jadł prawie nic.Pomimo własnego zmartwienia i ciężkich trosk Kitty poczuła litośćdla Waltera.Strach było pomyśleć, że nic nie może dlań uczynić.Przycisnął rękę do czoła, jak gdyby bolała go głowa; czuła, że i w jego mózgu tłuką sięte same wyrazy: nie wiem, nie wiem.Jakie to dziwne, że ten markotny, zimny i nieśmiałyczłowiek ma tyle serdecznej tkliwości dla maleńkich dzieci; na ogół mężczyzni mało sięinteresują niemowlętami, nawet własnymi.Zakonnice nieraz ze wzruszeniem opowiadałyjej o tym.Jeżeli tyle czułości budzą w nim te obce chińskie niemowlęta, cóż by to dopierobyło, gdyby miał własne? Kitty zagryzła wargi, by nie rozpłakać się ponownie.Spojrzał na zegarek. Będę musiał wrócić do miasta.Mam jeszcze dzisiaj dużo roboty.Czy jest ci jużzupełnie dobrze? O, tak.Nie kłopocz się o mnie, proszę. Myślę, że nie powinnaś dziś czekać na mnie.Przyjdę pewnie bardzo pózno.Zjem coś upułkownika Yu. Dobrze.Wstał z krzesła. Radziłbym ci nie brać się dziś do żadnej roboty.Powinnaś odpocząć.Może mogę cijeszcze czymś usłużyć, zanim odejdę? Dziękuję.Nic mi już nie trzeba.Zawahał się przez chwilę, po czym nagle, nie spojrzawszy nawet na nią, wziął kapelusz iwyszedł z pokoju.Kitty słyszała jego oddalające się kroki w podwórzu.Poczuła sięstrasznie samotna.Nie było już konieczności panowania nad sobą; wtuliła głowę wpoduszkę i wybuchła niepowstrzymanym łkaniem. LVIINoc była parna i Kitty siedziała przy otwartym oknie, patrząc na dachy chińskiej świątyni,zarysowujące się czarno na gwiazdzistym niebie, gdy Walter wreszcie przyszedł.Oczy jejopuchły od płaczu, ale powróciła już do równowagi.Pomimo tylu powodów do strapieniaczuła się, może dlatego tylko, że była wyczerpana, zupełnie spokojna [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl