[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale myślałam, że cię to nie interesuje.Massimo kiwnął na kelnera, który w połowie drogi zmienił kie-runek i podszedł do nich. Trochę mnie to interesuje  powiedział.ROZDZIAA 15Lucy siedziała pod wesołym parasolem, nie zwracając uwagi nastojącą przed nią filiżankę kawy.Patrzyła na Piazza del Popolo.Mieszały się na nim bezustannie współzawodniczące grupy turystów imiejscowych, okrążających starożytny obelisk, strzeżony przez wielkie lwy, z których pysków tryskały cztery identyczne strumienieperlistej wody, spływającej do basenu pod ich łapami.Za nimi ma-jaczyła fasada kościoła Santa Maria del Popolo, gdzie nie zobaczyłaobrazów Caravaggia ani posągów Berniniego, zdobiących kaplicęzaprojektowaną przez Rafaela dla wielkiego renesansowego bankiera,Agostino Chigiego.Zamiast tego zobaczyła ślub  a raczej jegopoczątki, co stanowiło widowisko samo w sobie.Dotarła do kościoła w chwili, kiedy z czarnej limuzyny wynurzyłasię panna młoda w towarzystwie nie rozchichotanych druhen wpastelowych sukienkach, lecz kilku przystojnych mężczyzn, nieska-zitelnie ubranych, starannie uczesanych, opalonych, w chłopięcejradości błyskających ciemnymi oczami i białymi zębami.Zajęli sięprzyjacielskim spychaniem siebie nawzajem z drogi panny młodej.Przed nimi wyrosła sama panna młoda, jedną ręką trzymająca welon,który przypominał mały stateczek z tiulu i koronki, umieszczony nawzburzonym czarnym morzu upiętych i polakierowanych włosów.Zawahała się, spoglądając z niepokojem za siebie, na tren, który wpołowie jeszcze wciąż znajdował się w samochodzie.Dwóch rycerzyrzuciło się do niej, by starannie układać ciężkie satynowe fałdy wokółjej kostek.Lucy zastanowiła się, dlaczego  skoro koszt materiałunajwyrazniej się nie liczył  nie poświęcono go więcej na górę sukni.Usztywniony drutami i obszyty perełkami gorset był tak wydekolto-wany i tak mocno zasznurowany, że imponujący biust dziewczynyzostał wypchnięty w górę i do przodu, przybierając kształt dwóchzłocistych piłek przyklejonych do mostka.Zganiła młodych męż-czyzn, a ci w odpowiedzi zaczęli jeszcze bardziej błaznować.Przywejściu do kościoła zebrał się tłumek gości.Rozmawiali, śmiali się ico jakiś czas ktoś z nich odwracał się z uśmiechem do panny młodej.Lucy patrzyła z boku, z podnóża schodów, nie zauważona przezuszczęśliwioną gromadkę  niewidoczna do tego stopnia, że wpadłana pomysł wślizgnięcia się do kościoła, by przed rozpoczęciemceremonii rzucić okiem na obrazy.Jednak na niezrozumiały dla niejznak goście zaczęli wchodzić do wewnątrz, samochód odjechał, a panna młoda zaczęła się wspinać po stromych stopniach.Jej spojrze-nie na krótką chwilę spoczęło na Lucy i przesunęło się po niej bezzainteresowania.Wciąż zajmowało ją zachowanie równowagi imanewrowanie suknią.Jeden z mężczyzn, który wybiegł naprzód,zawołał coś, co ją rozbawiło.Roześmiała się i sztywno podniosłaramię, jakby chciała go odpędzić.Lucy stała na tyle blisko, by dojrzećszczeliny  pęknięcia grubej warstwy szminki na ustach.Panna młodabyła wyjątkowo mocno umalowana  karminowa szminka, super-matowy podkład, czarne kreski na powiekach, gruba warstwa tuszu narzęsach  wszystko nałożone hojnie, lecz nieudolnie.Widok tejciężkiej twarzy uśmiechającej się nad absurdalnej wielkości dekoltemkłócił się jaskrawo z wszelkim wyobrażeniem dziewczęcej niewin-ności, mógł wręcz niepokoić  jednak bez wątpienia jej mama nawidok przystrojonej wreszcie do ołtarza córki wykrzyknęła:  Sei unangelo bellissimo!Lucy wróciła na plac, śmiejąc się sama do siebie.Spojrzała w góręi nad fałszywym wodospadem zobaczyła turystów spoglądających wdół z Pincio.Normalnie spróbowałaby do nich dołączyć, gdyż lubiłaładne widoki, a ten był bardzo znany.Jednak wysiłek całego dniazmęczył ją.Po drzemce musiała owinąć kostkę nieeleganckim ban-dażem i zlekceważyć niechęć Massima do laski.Oparła się na niej zwdzięcznością, zastanawiając się, jak spędzi pół godziny, któredzieliło ją od zapowiedzianego przybycia jej towarzysza.W końcuzdecydowała się zapłacić niewątpliwie oszałamiającą cenę za przy-wilej siedzenia przy cappuccino w jednej z kafejek na skraju placu.Zobaczyła go na długo przedtem, zanim on ją dostrzegł, i skorzy-stała z okazji, by na chłodno, dokładnie mu się przyjrzeć.Czekałchwilę, potem poszedł spiesznie ku bezpiecznemu chodnikowi.Niewyglądał przy tym na śpieszącego się niezgrabę.Jak zwykle ubranybył w ciemną marynarkę, swobodną, lecz elegancką  miał ich chybacałą szafę  jeszcze ciemniejszą koszulę i czarne dżinsy.Miał teżokulary przeciwsłoneczne, więc Lucy nie miała pewności, czy jązauważył, kiedy podnosił do ust papierosa i opuszczał go, z wdzię- kiem przemykając w jej kierunku wśród tłumu.Przełknęła gorzkąpigułkę żalu  nieuniknione rozstanie będzie dla niej bolesne. Czynaprawdę chciałabyś takiego mężczyznę?  zapytał sceptyczny głoswewnętrzny, lecz go zignorowała.Pytanie było czysto akademickie.Itak nie ona dokona wyboru.Teraz już nie wątpiła, że ją zauważył,gdyż skręcił ostro w jej stronę.Podniosła dłoń na powitanie, a kiedypodszedł, pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek.Standardowygest powitania  przez czas swojej krótkiej obserwacji otoczeniawidziała go ze dwadzieścia razy  lecz i tak przyprawił ją o dreszcz. Jak ci się podobał Caravaggio?  zapytał. Nie widziałam go, w kościele odbywał się ślub.Otworzył dłoń i lekko podniósł podbródek, by podkreślić gest. Nie masz szczęścia. Nie szkodzi  odparła. Szczerze mówiąc, do Caravaggia ży-wię mieszane uczucia. Jako że rachunek już zapłaciła, a Massimonie zdradzał ochoty, by usiąść, wstała i wzięła laskę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl