[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jak to możliwe?Aurora popatrzyła na nią. Przepraszam, że tak się gapię  usprawiedliwiła się Sarah  alemasz tu coś na policzku  dodała.Aurora otarła twarz rękawem.Smuga zniknęła.Strona 151 z 422LRT 2012-08-30 19:36:33 Dziś rysowaliśmy węglem  wyjaśniła. Plastyka to mój ulubionyprzedmiot. Ja też go najbardziej lubiłam. Tak myślałam. Znów się zarumieniła.Niedaleko nich zatrzymałosię volvo.Jasnowłosa kobieta machnęła na grupkę roześmianych dziew-czynek.Wsiadły do samochodu. Moja mama pracuje w Las Vegas  powiedziała Aurora, choć Saraho nic nie pytała. Tak? Tam mieszkacie? Hm.nie.Jestem tutaj z rodziną.Dopóki mama się nie urządzi. Na pewno bardzo za nią tęsknisz  rzekła Sarah. To dobrze, żemasz tu rodzinę.Masz szczęście. Uhm.Sarah przyglądała się, jak młode matki zabierają dzieci z huśtawek i zpiaskownicy.Zaniknęła blok. My już pewnie niedługo przeniesiemy się do Las Vegas  rzekłaAurora. My? To znaczy, że masz braci i siostry? Nie.Jestem tylko z tatą.On okropnie tęskni za mamą. Bawiła siękolczykiem.Sarah nie przepadała za Las Vegas, lecz rozumiała, że dla dziecka tomiasto neonów może być olbrzymią atrakcją.Na dzwięk jej słów poczułalekkie ukłucie zazdrości.Okropnie tęskni za mamą.Dziecko ma poczuciebezpieczeństwa, gdy rodzice tak bardzo się kochają. To ja już pójdę. Aurora znienacka zamknęła zeszyt i wsunęła go doplecaka. Dziękuję za wywiad.Strona 152 z 422LRT 2012-08-30 19:36:33 Do zobaczenia!  zawołała za nią Sarah.Strona 153 z 422LRT 2012-08-30 19:36:34ROZDZIAA SZESNASTYPodeszła do wejścia Fairfax Grange Hall, budynku, w którym odbywałysię lokalne imprezy, i zawahała się.Nie mogę tego zrobić, pomyślała.To niedla mnie. Przepraszam. Minęła ją niewysoka energiczna kobieta, pozosta-wiając za sobą smugę zapachu szamponu.Sarah popatrzyła na salę.W jednym końcu scena, w drugim grupka osób,głównie kobiet, na ustawionych w półkole składanych krzesłach.Kilka osóbzgromadziło się przy stoliku z termosem z kawą.Ludzie bardzo różni, nietylko ze względu na wiek.Jednak ona nie ma z nimi nic wspólnego. Mogę przejść?  zapytał ktoś za nią.Odsunęła się, przepuszczając mężczyznę poruszającego się o kulach, zjedną nogą w ortopedycznym stabilizatorze. Przytrzymam drzwi  zaofiarowała się Sarah. Dzięki. Mężczyzna, kuśtykając, wszedł do środka.Miał połu-dniowoamerykańskie rysy i twarz ogorzałą od słońca.Odwrócił się do Sa-rah. Nie wchodzisz?Wpadła w panikę.Została zauważona.I co teraz? Poczuła suchość wustach. A muszę?  wypaliła. Nie. Nieznajomy podszedł do krzeseł, odwrócił się. Zawszemożesz wrócić do domu i wpatrywać się w cztery ściany, ale po co?W jego oczach błysnął uśmiech.Strona 154 z 422LRT 2012-08-30 19:36:34 Prawdę mówiąc, takie miałam plany na dzisiaj. Usiadła na krześlenajbliżej drzwi. W razie gdybym chciała szybko się stąd zmyć  rzekłatonem wyjaśnienia, podsuwając mu krzesło, by mógł położyć na nim nogę. Dziś tylko się poprzyglądam.Trzymanie się za ręce i wspólne modłyjakoś słabo do mnie przemawiają. To nie to spotkanie  odparł. Nie robimy tu takich rzeczy.Sarah rozluzniła się nieco. Zamiast tego praktykujemy zbiorowe uściski.Pobladła.Mężczyzna roześmiał się pogodnie, zwracając na nich uwagę obecnych. %7łartowałem.Grupa liczyła ze dwanaście osób.Ku przerażeniu Sarah, jedna z kobietpowiedziała: Do naszego grona dziś dołączyła nowa osoba.Poczuła na sobie wzrok zebranych.To jeszcze bardziej ją stremowało.Niepewnie uniosła rękę na przywitanie. Poznajmy się.Jestem Imogene.Rok po rozwodzie.Nie była w stanie zapamiętać wszystkich imion, lecz jedno stało się dlaniej oczywiste: każda z tych osób była albo po, albo w trakcie rozwodu.Wspierali się wzajemnie w tych trudnych chwilach.Zmusiła się, by tuprzyjść, jeszcze nie oswoiła się ze swoją sytuacją.Kiedy nadeszła jej kolej,była jak kłębek nerwów.Chciała powiedzieć, że jeszcze nie jest rozwódką,że to nie miejsce dla niej. Jestem Sarah  usłyszała swój głos. Ja.przyjechałam z Chicago.Odetchnęła z ulgą, widząc, że nikt nie oczekuje od niej niczego więcej.Ze-brani uśmiechali się miło.Po chwili odezwała się kobieta, która mijała Sarahprzy wejściu.Strona 155 z 422LRT 2012-08-30 19:36:35 Nazywam się Gloria i chcę podnieść istotny temat.Dzisiaj mój kolegaz pracy poruszył sprawę, o której sporo myślałam.Bycie dobrym człowie-kiem nie daje nam automatycznie prawa do udanego życia.Chciałam byćdobrą żoną, bardzo się starałam.Gdy o tym sobie przypomnę, ogarnia mniewściekłość.Z zewnątrz wszystko wyglądało wspaniale, ale w środku byłomi zle.I tak było przez cały czas, aż wreszcie zdałam sobie sprawę, że samasiebie tłamszę, wyrzekam się samej siebie. Uśmiechnęła się, oczy jejzłagodniały. Już niedługo będziemy świętować z Ruby naszą szóstąmiesięcznicę.Chciałabym powiedzieć, że teraz już wszystko będzie dobrze,lecz to byłoby naciąganie prawdy.Ruby ma trzynastoletnią córkę, która niemoże się pogodzić z naszym związkiem.Czyli to szczęście z ogranicze-niami.No nie, to z całą pewnością grupa nie dla mnie, uznała Sarah.Cóż możeją łączyć z Glorią? Z zewnątrz wszystko wyglądało wspaniale, ale w środku było mi zle".Aha.Brzmi znajomo.Już z mniejszymi oporami przysłuchiwała się rozmowie.Ku jej zasko-czeniu i konsternacji wiele z tego, co usłyszała, trafiało do niej.Tyle mał-żeństw się nie udało, bo któraś ze stron udawała.Ciekawe czemu? Dlaczegoludzie udają? Dlaczego ona udawała?Przychodząc tu, była przeświadczona, że nigdy nie zbliży się z tymiludzmi, że nic jej z nimi nie łączy.Teraz okazuje się, że wszyscy przecho-dzili przez to samo, przeżywali te same emocje: szok, frustrację, poczucieosamotnienia, pustki i wstydu, ogromne rozczarowanie i gniew.Ona teżwiedziała, że coś się sypie, lecz odpychała od siebie tę wiedzę, udawała, żewszystko jest w porządku  przynajmniej do czasu. Ktoś jeszcze?  zapytała jedna z pań, rozglądając się po zebranych.Serce Sarah zabiło szybciej.To obcy ludzie.Nie ma powodu, by dzieliłasię z nimi swymi prywatnymi sprawami.Strona 156 z 422LRT 2012-08-30 19:36:35Uczestnicy spotkania zaczęli spoglądać na zegarki i odsuwać krzesła.Na moje szczęście [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl