[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale tymusisz wrócić do domu.Nie powiedziaÅ‚ ani sÅ‚owa, a kiedy kochaliÅ›my siÄ™, przyÅ‚ożyÅ‚mi rÄ™ce do gardÅ‚a i wolno wysunÄ…Å‚ z ust jÄ™zyk, podobny doróżowego robaka.- Jestem twoim mężem - powiedziaÅ‚.- PrzestaÅ„, Henri.- Jestem twoim mężem - i zaczÄ…Å‚ siÄ™ do mnie przyciskać.Oczy miaÅ‚ szklane i okrÄ…gÅ‚e, a jÄ™zyk niesamowicie różowy.Odepchnęłam go - potoczyÅ‚ siÄ™ w róg pokoju i zaczÄ…Å‚ pÅ‚a-kać.W żaden sposób nie pozwoliÅ‚ siÄ™ pocieszyć i już nigdywiÄ™cej siÄ™ nie kochaliÅ›my.Nie moja wina.NadszedÅ‚ dzieÅ„ jego ucieczki.PobiegÅ‚am po niego, prze-skakujÄ…c po dwa stopnie naraz, i otworzyÅ‚am drzwi wÅ‚asnymkluczem, tak jak zawsze.- Henri, jesteÅ› wolnym czÅ‚owiekiem, chodz.WpatrywaÅ‚ siÄ™ we mnie.- Patryk byÅ‚ tu przed chwilÄ….MinęłaÅ› siÄ™ z nim.- Henri, chodz już.- PociÄ…gnęłam go, żeby stanÄ…Å‚ na nogii potrzÄ…snęłam za ramiona.- Opuszczamy to miejsce, wyjrzyjprzez okno, tam stoi nasza łódka.To koÅ›cielna gondola, znówwróciÅ‚am do Å‚ask tego biskupa.- To tak wysoko - powiedziaÅ‚.- Nie musisz skakać.- Nie muszÄ™? - MiaÅ‚ zatroskane oczy.- Czy zdoÅ‚amy zejść177po schodach wystarczajÄ…co szybko? A może on nas zÅ‚apie?- Nikt nas nie zÅ‚apie.PrzekupiÅ‚am ich, uciekamy i nigdyjuż nie ujrzysz tego miejsca.- Ale tu jest mój dom, nie mogÄ™ nigdzie jechać.Co na topowie matka?Zdjęłam rÄ™ce z jego ramion i poÅ‚ożyÅ‚am mu dÅ‚oÅ„ na po-liczku.- Henri, uciekamy.Chodz ze mnÄ….Nie poszedÅ‚.Ani wtedy, ani godzinÄ™ pózniej, ani nastÄ™pnego dnia, ikiedy łódka odpÅ‚ywaÅ‚a, siedziaÅ‚am w niej tylko ja.On niepodszedÅ‚ nawet do okna.- Idz tam jeszcze raz - poradziÅ‚a matka.- NastÄ™pnym ra-zem bÄ™dzie inny.WróciÅ‚am do niego, a raczej wróciÅ‚am na San Servelo.Uprzejmy strażnik z części dla bogatszych pensjonariuszywypiÅ‚ ze mnÄ… herbatÄ™ i jak najdelikatniej poinformowaÅ‚ mnie,że Henri nie chce mnie już wiÄ™cej widzieć.OdmówiÅ‚ katego-rycznie wszelkich kontaktów.- Co mu siÄ™ staÅ‚o?Strażnik wzruszyÅ‚ ramionami, co na sposób wenecki mo-gÅ‚o wyrażać wszystko i nic.WracaÅ‚am tam kilkanaÅ›cie razy tylko po to, żeby przeko-nać siÄ™ że Henri nadal nie chce mnie oglÄ…dać i żeby wypićherbatÄ™ z uprzejmym strażnikiem, który chciaÅ‚ zostać moimkochankiem i nigdy mu siÄ™ to nie udaÅ‚o.Dużo pózniej, kiedy wypÅ‚ywaÅ‚am na LagunÄ™ i dryfowaÅ‚amw pobliżu jego samotni, widziaÅ‚am, jak wyglÄ…da przez okno.PomachaÅ‚am mu, a on machaÅ‚ rÄ™kÄ… w moim kierunku i po-myÅ›laÅ‚am, że może mnie widzi.Ale nie widziaÅ‚.Ani mnie,178ani dziecka, które jest dziewczynkÄ… z burzÄ… wÅ‚osów jasnychjak poranne sÅ‚oÅ„ce i stopami przypominajÄ…cymi jego stopy.WypÅ‚ywam tak każdego dnia i on macha rÄ™kÄ…, ale po mo-ich listach, które wracajÄ… do mnie nieprzeczytane, wiem, żego utraciÅ‚am.Możliwe, że on utraciÅ‚ samego siebie.JeÅ›li o mnie chodzi, to ciÄ…gle wygrzewam siÄ™ w koÅ›cioÅ‚achzimÄ… i przy rozgrzanych murach latem.Moja córka jest bystrai już uwielbia patrzeć, jak kostki do gry toczÄ… siÄ™ po stole, lubiteż rozkÅ‚adać karty.Nie jestem w stanie jej ochronić przedkrólowÄ… pik ani przed żadnÄ… innÄ… kartÄ….Kiedy przyjdzie czas,wyciÄ…gnie swój los i zagra o swoje serce.Jakżeby mogÅ‚o byćinaczej, kiedy siÄ™ ma tak niesamowite wÅ‚osy? Mieszkam sa-ma.To mi odpowiada, chociaż nie każdÄ… noc spÄ™dzam w sa-motnoÅ›ci i coraz częściej chodzÄ™ do kasyna, żeby spotkać sta-rych przyjaciół i popatrzeć na szklanÄ… szkatuÅ‚Ä™, zawierajÄ…cÄ…dwie biaÅ‚e dÅ‚onie.Drogocenna, wspaniaÅ‚a rzecz.Nie przebieram siÄ™ już.Nie pożyczam mundurów.Jedynieod czasu do czasu czujÄ™ dotyk tego drugiego życia, smugi cie-nia, w której z wyboru nie chcÄ™ pozostawać.To miasto mistyfikacji.To, czym jesteÅ› jednego dnia, nieogranicza ciÄ™ w dniu kolejnym.Tu można zgÅ‚Ä™biać swÄ… naturÄ™do woli, a jeÅ›li przy tym macie spryt i pieniÄ…dze, nikt nie sta-nie wam na drodze.To miasto zostaÅ‚o wzniesione na sprycie ibogactwie i zachowaliÅ›my upodobanie dla obu tych rzeczy,choć nie zawsze muszÄ… one iść w parze.Zabieram mojÄ… łódkÄ™ na LagunÄ™, wsÅ‚uchujÄ™ siÄ™ w krzyki mewi zastanawiam siÄ™, gdzie rzuci mnie los, powiedzmy za osiem lat.W obliczu miÄ™kkiej ciemnoÅ›ci, która ukrywa przyszÅ‚ość przed179oczyma zbyt ciekawskich, zadowalam siÄ™ myÅ›lÄ…, że znajdÄ™ siÄ™przynajmniej w innym miejscu niż to.WewnÄ™trzne miasta nie majÄ… kresu i nie leżą na żadnej zmap.A drogocenna, wspaniaÅ‚a rzecz? Co zrobiÄ™ teraz, kiedy jÄ…odzyskaÅ‚am? Teraz, gdy otrzymaÅ‚am zawieszenie wyroku,jakie zdarza siÄ™ jedynie w baÅ›niach? Czy zagram o niÄ… jeszczeraz? Tak.Après moi le deluge.Nie caÅ‚kiem.Tylko kilku topielców, lecz paru zatonęło jużwczeÅ›niej.PrzeceniaÅ‚ siÄ™.Dziwne, że czÅ‚owiek zaczyna wierzyć w mit,który sam stworzyÅ‚.Tu, na tej skale wydarzenia we Francji nie miaÅ‚y na mnieprawie żadnego wpÅ‚ywu.Co mnie to mogÅ‚o obchodzić, jeÅ›libyÅ‚em w domu, bezpieczny, z matkÄ… i przyjaciółmi.UcieszyÅ‚em siÄ™, kiedy wysÅ‚ali go na ElbÄ™.NagÅ‚a Å›mierćmogÅ‚aby od razu uczynić z niego bohatera.SzczÄ…tkowe do-niesienia o jego tyciu i coraz gorszym nastroju byÅ‚y czymÅ›znacznie lepszym.Sprytnie pomyÅ›leli ci Rosjanie i Anglicy,nie zadali sobie trudu robieniem mu krzywdy - po prostupomniejszyli go.Teraz, gdy już nie żyje, na nowo staje siÄ™ bohaterem i ni-komu to nie przeszkadza, bo nie bÄ™dzie już mógÅ‚ tego wyko-rzystać.MÄ™czy mnie ciÄ…gÅ‚e wysÅ‚uchiwanie historii jego życia.Wchodzi tu bez uprzedzenia i zajmuje caÅ‚y mój pokój.CieszÄ™siÄ™, gdy go widzÄ™ jedynie wtedy, kiedy jest tu kucharz.Ku-charz boi siÄ™ go i natychmiast ucieka.Obaj pozostawiajÄ… swoje zapachy.Bonapartego czuć kur-czÄ™tami.180CiÄ…gle dostajÄ™ listy od Villanelle.OdsyÅ‚am je zapieczÄ™-towane i nigdy nie odpisujÄ™.Nie dlatego, iż nie myÅ›lÄ™ o niej inie dlatego, iż nie szukam wzrokiem jej postaci w łódce każ-dego dnia.MuszÄ™ trzymać jÄ… z daleka od siebie, ponieważ zabardzo mnie rani
[ Pobierz całość w formacie PDF ]