[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Dziękuję.- Mallory uściskała dziewczynkę.- Jesteś kochana.Czujesz się już chyba dużo lepiej niż wczoraj?Apolonia kiwnęła głową.- Chciałabym porozmawiać z tobą przedśniadaniem.Czy mogę?- Oczywiście.Wejdz do pokoju.Miałam się właśnie ubrać.Poczekaj chwilkę.- Włożyła prędko dżinsy i bluzeczkę z krótkimrękawem.- No, już.Jestem gotowa.Chodzmy na balkon.Przez parę minut patrzyły na unoszące się znad oceanu mgły.Mallory czuła, że dziewczynce marzy się kąpiel.- Wiesz co - zaproponowała - a może byśmy tak zeszły na plażę?Wyciągniemy się na leżakach jak te panie, które przyjeżdżają do was nawczasy.Czuję się dziś, jakbym była królową, jakbym zawsze mieszkaław pałacu i nie miała nic do roboty, jak tylko wylegiwać się i marzyć.Chwilę pózniej były już na dole.ponaousladansc - Czy marzyłaś, kiedy byłaś w moim wieku? - spytała Apolonia.- O, tak.Ciągle.- A najbardziej o czym?Mallory uśmiechnęła się.Znała i lubiła dzieci przyjaciół matki, ależadne z nich nie było tak zajmujące i inteligentne, jak córeczka Rafaela.Opowiedziała jej swoją ukochaną bajkę o Amazonkach z Rajskiej Wyspy,przyznając, że chciała być takie jak one.- Są piękne?- Bardzo piękne.Wyślę ci z Kalifornii tę książeczkę.Znaszangielski tak dobrze, że chyba zrozumiesz wszystko bez pomocy taty.Hej, kochanie, słuchasz mnie? - spytała, gdyż Apolonia nie odezwała się,a tylko patrzyła na nią badawczo.- Coś nie tak?Dziewczynka przygryzła wargę.- Fajnie by było mieć tę książkę,ale.Słuchaj, nie wyjeżdżaj.Maria umrze.Nie mogłabyś zostać mojąopiekunką?Mallory była tak zszokowana, że aż poderwała się z leżaka.Przedewszystkim, nie miała pojęcia, że Apolonii powiedziano już o krytycznymstanie Marii.- Ciocię Lianor - ciągnęła dziewczynka - spotkało w pałacunieszczęście.Złamała sobie serce, tak mi powiedział tatuś.Dlategoprzeniosła się do Lizbony.Teraz chce, żeby zajęła się mną jejprzyjaciółka Joana, ale Joana wcale mnie tak nie lubi, jak myśli ciocia.Atato powiedział, że w ogóle nie godzi się na jej opiekę, bo niedawno sięrozwiodła i ma swoje problemy.Wczoraj wieczorem tato i ciociaokropnie się pokłócili.Ciocia tak się zdenerwowała, że powiedziała mu,żeby znalazł sobie żonę.Ale ja się tego boję, bo mógłby wybrać osobę,ponaousladansc która by mnie nie lubiła.No więc.- Apolonii zadrżał głos - pomyślałam,że mogłabyś zostać tutaj i pracować przez telefon i korzystając zkomputera, tak jak to robi tato.Mamy tyle pokojów! Nieprzeszkadzałabym ci w pracy, a w wolnym czasie mogłybyśmy razempływać, jezdzić samochodem i zwiedzać Portugalię.Teraz są wakacje, alejak pójdę do szkoły, miałabyś na pracę całe dnie.Przychodziłabym dodomu i odrabiałabym lekcje.Gdybyś musiała wyjechać w podróżsłużbową w tym samym czasie co tato, opiekowałaby się mną Ines.Z każdym słowem Apolonii Mallory mocniej ściskało się serce.Comiała powiedzieć tej wrażliwej dziewczynce, osamotnionej i zagubionejbez Marii? W życiu Lianor musiało zdarzyć się coś niezwykle bolesnego,skoro teraz nie chciała wziąć na swoje barki domowych obowiązków.Wyraznie odcinała się od rodziny i nie tylko Rafael, jak dotąd mogłasądzić, był za to odpowiedzialny.To zmieniało sytuację, w jakiej znalazłasię Apolonia.Bez pomocy siostry Rafael miał prawo czuć się załamany iosaczony, zwłaszcza że nie myślał o powtórnym ożenku.Nikt nie żeni siętylko po to, by zapewnić dziecku opiekę.Mallory nie wyobrażała sobiegorszego scenariusza.- Tatuś już się na ciebie nie gniewa - zapewniła Apolonia- A czy wie - zapytała roztrzęsiona - o co miałaś zamiar mniepoprosić?- Nie.Powiedziałam mu, że chciałabym, żebyś została izaopiekowała się mną, ale stwierdził, że to niemożliwe, bo jesteśpoślubiona pracy i pewnego dnia będziesz właścicielką własnegokoncertu.- Koncernu?ponaousladansc - Tak.Powiedział też, że nie jesteś typem kobiety, dla której ważnejest macierzyństwo i nic tego nie zmieni.Czy to prawda? Nie chciałabyśkiedyś mieć dziecka?- Przepraszam - przerwała im pokojówka, która pojawiła się naplaży.- Apolonia! Wszyscy cię szukają.Tatuś się niepokoi.Mallory przestraszyła się na dobre.- Już, już - zawołała.- Idziemy na śniadanie.Proszę powiedziećpanu d'Afonso, żeby się nie niepokoił.- Pokażę ci drogę do jadalni - powiedziała Apolonia, kierując się dogłównych schodów.Na ich szczycie spojrzała na Mallory smutnym,spłoszonym wzrokiem.- Tato będzie zły, jeśli się dowie, o co cię prosiłam.Przewidział, żenie zechcesz zająć się mną.Proszę, nie mów mu o niczym.- Apolonia, poczekaj.- zawołała za nią, ale zawstydzonadziewczynka pobiegła jak strzała.Poruszona do głębi tym, że przysporzyła jej cierpienia, Mallory niebyła w stanie myśleć ani o jedzeniu, ani w ogóle o niczym innym pozaApolonią.Dziewczynka pragnęła jej bliskości i opieki.D'Afonsoprzekreślił z góry te marzenia.Uznał Mallory za osobę pozbawioną uczućmacierzyńskich, oschłą karierowiczkę.Wcześniej takie opinie budziły wniej tylko śmiech i politowanie, ale teraz wcale jej to nie bawiło.Co mógło niej wiedzieć jakiś tam Jack Hendley czy Rafael d'Afonso?Kochała rodzinę, a instynkt macierzyński wcale nie był jej obcy.Toprawda, należała do kobiet, które lubiły brać sprawy we własne ręce, alewiedziała dobrze, że są sprawy o wiele ważniejsze od kariery zawodowej.Po prostu nie spotkała nikogo, z kim chciałaby spędzić resztę życia.ponaousladansc Dlaczego Rafael pozwalał sobie na wygłaszanie tak kategorycznychopinii na jej temat, zwłaszcza przy Apolonii?! Polubiła jego córeczkę odpierwszego wejrzenia.Błagała Boga, by zachował ją przy życiu.Modliłasię o nią jak o rodzone dziecko.Pełna goryczy, weszła do foyer i zastygła bez ruchu.Rafael wyłoniłsię właśnie zza frontowych drzwi.W pośpiechu prawie zderzył się zApolonią.Objął ją i przez chwilę coś jej tłumaczył.Wybuchnęła płaczemi przywarła do niego [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl