[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Państwo imunicypia nadużywały skazywania na przymusową pracę, chcąc mieć taniego robotnika;zakazałem tych praktyk tak wobec niewolników, jak i wobec ludzi wolnych; ale trzebapilnować, żeby ten wstrętny system nie wrócił pod zmienioną nazwą.Ofiary z dzieci zdarzająsię jeszcze w niektórych miejscach terytoriów dawnej Kartaginy: trzeba umieć zakazaćkapłanom Baala radości podsycania swoich ofiarnych stosów.W Azji Mniejszej prawaspadkobierców Seleucydów zostały haniebnie naruszone przez nasze trybunały cywilne,zawsze nieprzychylne dla dawnych władców; naprawiłem tę długotrwałą niesprawiedliwość.W Grecji proces Herodesa Attykusa jeszcze trwa.Flegonowa skrzynka na depesze, jegoskrobaczki z pumeksu i pałeczki z czerwonego wosku będą ze mną aż do końca.Jak w czasach mego szczęścia, uważają mnie za boga; dalej mi dają ten tytuł w chwili,w której ofiarowują niebu ofiarę na intencję poprawy Dostojnego Zdrowia.Już cipowiedziałem, dlaczego ta tak dobroczynna wiara nie wydaje mi się niedorzeczna.Zlepastaruszka przybyła piechotą z Pannonii; wyruszyła w tę męczącą podróż, żeby mnie prosić,bym dotknął palcem jej zgasłych zrenic; odzyskała wzrok pod dotknięciem mojej ręki, jak siętego spodziewała w swojej gorącej ufności; jej wiara w cesarza-boga tłumaczy ten cud.Zdarzały się i inne cudy; chorzy mówią, że widują mnie w snach, jak pielgrzymi do Epidauros widują w snach Eskulapa; twierdzą, że się budzą uleczeni, a przynajmniej zdrowsi.Nie śmieszy mnie kontrast między moją mocą uzdrawiania i moją chorobą; z powagąprzyjmuję te nowe przywileje.Zlepa staruszka, wędrująca do cesarza z dalekiej,barbarzyńskiej prowincji, stała się dla mnie tym, czym niegdyś był niewolnik z Tarragony:symbolem ludności cesarstwa, któremu panowałem i służyłem.Jej ogromne zaufanie jest mizapłatą za dwadzieścia lat pracy, która mi nie była przykra.Flegon przeczytał mi niedawnodzieło %7łyda z Aleksandrii, który też mi przypisuje moc więcej niż ludzką; przyjąłem bezsarkazmu ten opis siwowłosego władcy, który chodzi po wszystkich drogach ziemi, zstępujemiędzy skarby kopalni budząc twórcze siły gleby, zaprowadzając wszędzie dobrobyt i pokój,wtajemniczonego, który dodał blasku miejscom świętym wszystkich plemion, znawcy magii,jasnowidza, który umieścił młodego boga w niebie.Chyba lepiej mnie zrozumiał ten %7łydentuzjasta niż niejeden senator i prokonsul; ten skaptowany przeciwnik uzupełnił Arriana;zachwyca mnie, że się w końcu stałem dla niektórych oczu tym, czym być pragnąłem, i że dotego szczęśliwego wyniku tak niewiele było potrzeba.Starość i śmierć, takie bliskie, jużdodają swego majestatu temu omamieniu: ludzie rozstępują się pobożnie, kiedy przechodzę;już mnie nie przyrównują, jak dawniej, do Zeusa promieniejącego i spokojnego, ale do MarsaGravidusa, boga długich wojen i surowej dyscypliny, do poważnego Numy, natchnionegoprzez bogów; ostatnimi czasy ta twarz blada i wychudła, te nieruchome oczy, to wielkie ciałousztywnione wysiłkiem woli przypomina im Plutona, boga mroków.Zaledwie kilku bliskichmi, kilku przyjaciół wypróbowanych i drogich, nie poddało się tej straszliwej zarazieszacunku.Młody adwokat Fronton, prawnik z przyszłością, który na pewno dobrze sięprzysłuży twojemu panowaniu, przyszedł, by omówić ze mną pismo do Senatu; głos mudrżał; wyczytałem z jego oczu ten sam szacunek pomieszany z lękiem.Już nie ma dla mniespokojnych radości ludzkiej przyjazni; adorują mnie; za bardzo mnie czczą, by mnie kochać.Zostało mi dane szczęście podobne jak niektórym ogrodnikom: wszystko, compróbował zaszczepić w ludzkiej wyobrazni, przyjęło się.Kult Antinousa wyglądał nanajbardziej szalone z moich przedsięwzięć, na wylew bólu, który dotyczył tylko mniejednego.Ale nasza epoka jest złakniona bogów; szuka najogni-stszych, najsmutniejszych,tych, którzy do wina życia dodają kroplę gorzkiego zagrobowego miodu.W Delfach chłopiecstał się Hermesem, strażnikiem progu, panem ciemnych dróg wiodących w krainę cieni.Eleuzis, gdzie jego wiek i fakt, że był cudzoziemcem, nie pozwoliły mu niegdyś zostać razemze mną wtajemniczonym, zrobiło zeń młodego Bachusa misteriów, władcę rejonówpogranicznych między zmysłami i duszą.Arkadia, ziemia jego przodków, sprzymierzyła go zPanem i Dianą, bóstwami lasów.Wieśniacy z Tiburu utożsamiali go ze słodkim Aristajosem, królem pszczół.W Azji wierni odnajdują w nim swoich kruchych bogów, niszczonych przezjesień i zżeranych przez lato.Na skraju krain barbarzyńskich towarzysz moich polowań ipodróży przybrał postać Trackiego Jezdzca, tajemniczej zjawy, która galopuje przez gąszczeprzy pełni księżyca, zabierając dusze w połę swego płaszcza.Wszystko to mogłobywprawdzie być tylko przerostem oficjalnego kultu, pochlebstwem ludu, kłamstwem łasych nakorzyści kapłanów [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl