[ Pobierz całość w formacie PDF ]
..prochowni  dokończył. Biedne sukinkoty. Tacy ludzie jak oni zabijają, gwałcą, kradną i sprzedają do niewoli.Nie zasługują nanaszą litość  odparł Gavin, zwalniając.Mówił do Liv i Kipa, którzy siedzieli z oczamiokrągłymi jak filiżanki. Ale %7łelazna Pięść ma rację.Wymierzanie sprawiedliwości to nie takałatwa rzecz. Upuścił rurę do wody. Przez resztę drogi będziemy wiosłować.A tak nawiasemmówiąc, niezły strzał, Kip. Trafiłem go? Odstrzeliłeś kapitana od steru. Ster jest na.ehm, końcu statku, tak?Muszkieter stał z przodu.  Na rufie?  podsunęła mu Liv.Niepewne spojrzenie. Nie celowałeś w kapitana, co?  spytał Gavin. Celowałem?  odparł Kip, szczerząc zęby. Orholam niech ma nas w opiece, niedaleko spada jabłko od jabłoni  rzucił %7łelaznaPięść. Jednak to szczęście. Szczęściarz to ten, kto nie upuści jedynych w swoim rodzaju, bezcennych pistoletów ojcado morza  wszedł mu w słowo Gavin. Upuściłem twoje pistolety?  spytał Kip i oklapł. A prawdziwym mistrzem jest ten, który złapie je w ostatniej chwili  powiedział Gavin,wyciągając broń zza pleców.Wyszczerzył zęby. Och, Orholamowi niech będą dzięki. Kip westchnął. Ale i tak omal ich nie zgubiłeś.I za to siadasz do wioseł.Liv, ty też. Co?! Jesteś jego nauczycielką.Ponosisz za niego odpowiedzialność.Wszystkie jego wpadkiidą na twoje konto. Och, cudownie  mruknęła. ROZDZIAA 57 Wygląda na takie.brudne  powiedział Kip.Po tym, jak zobaczył bogactwo Wielkiego Jaspisu i magiczne gmachy Chromerii,Garriston nie robił wielkiego wrażenia. Brud to jego najmniejszy problem  odpowiedział Gavin.Kip nie był pewien, co to miało znaczyć, ale żałował, że był nieprzytomny, kiedy pierwszyraz przepływał z Gavinem przez miasto.Gdyby wtedy zobaczył tyrejską stolicę, bez wątpieniazrobiłaby na nim wrażenie.Byłoby to przynajmniej największe zbiorowisko ludzi, jakie zobaczyłw swoim życiu, nawet jeśli nie najczystsze.Alkadesa Rektonu nigdy nie pozwoliłaby na takiestosy śmieci, jakie Kip widział upchnięte w zaułkach za portem, i to często piętrzące się tuż obokskrzyń z jedzeniem.Obrzydliwość.W porcie stało ze czterdzieści statków, po części osłanianych przez wał nadmorski zogromnymi przerwami.Liv zauważyła, że Kip przygląda się tym wyrwom, zastanawiając się, czypełnią jakąś funkcję. Okupanci nigdy nie chcieli się przepracowywać, pomagając nam, zaściankowymTyrejczykom  powiedziała. Cumowiska naprzeciwko dziur w wale daje się miejscowym.Musiałbyś zobaczyć, jak kapitanowie czmychają, kiedy nadchodzi zimowy sztorm, kołnierzezbierają się na wieżach i obstawiają, który statek się rozpadnie.Aódka napędzana przez Liv i dyszącego Kipa mijała galery, galeasy, korwety i kutryrybackie pełne miejscowych naprawiających sieci.Ludzie przerywali pracę na widok łodziwiosłowej, już nie wspominając o jej egzotycznej załodze.Kipowi zrobiło się milej już na samwidok tyrejskich twarzy.Poczuł się jak w domu.Dopiero po chwili dostrzegł wrogość na tychtwarzach.Ach, nie przepadają za cudzoziemskimi krzesicielami.Mają powody. Dokąd teraz?  spytał Kip.Dowódca %7łelazna Pięść wskazał na najwspanialszy, najwyższy budynek w mieście.Złódki Kip widział tylko wieżę o idealnie jajowatym kształcie ze szpicem mierzącym w niebo.Szeroki pas wokół najszerszej części wieży wyłożono maleńkimi lusterkami, a żadne nie byłowiększe od kciuka Kipa.W popołudniowym słońcu wieża wyglądała, jakby płonęła.Powyżej iponiżej tego lustrzanego pasa ułożono podobne wstęgi ze szkła w innych kolorach. Tyle się domyśliłem  odpowiedział Kip. Pytałem, gdzie zacumujemy łódz. Tutaj  powiedział Gavin, wskazując na pustą ścianę przy najbliższej bramie.Nie było to miejsce do cumowania, a poziom ulicy wypadał dobre cztery kroki powyżejpowierzchni wody.Mimo to Kip i Liv skręcili  Liv steruje łodzią całkiem sprawnie, pomyślał Kip  wkierunku ściany.Dziób łodzi zanurzył się głębiej w wodzie, kiedy niebieski luksyn rozkwitł iwystrzelił.Stwardniał, gdy tylko dotknął muru i zamienił się w stopnie, mocując łódz na miejscui oferując im łatwe zejście na ląd. Nie przywykłem do tej całej magii  powiedział Kip. Ja mam trzydzieści osiem lat  przyznał dowódca %7łelazna Pięść  i nadal do niej nieprzywykłem.Po prostu trochę szybciej reaguję.Aapcie się za plecaki.Wzięli plecaki i wyszli po schodach na poziom ulicy, z której miejscowi przyglądali im sięzaciekawieni.Kiedy stanęli na lądzie, Gavin dotknął brzegu schodów.Cały luksyn łodzi straciłspójność i się rozpuścił, wpadł w wodę w postaci pyłu, żwiru i mazi, zależnie od koloru.%7łółty rozbłysnął nawet odrobinę, gdy większość jego masy zamieniła się z powrotem w światło, wodapodskoczyła lekko, nagle pozbawiona ciężaru łodzi.Gavin oczywiście nawet nie zwrócił na touwagi.Dla niego to było normalne.Do jakiego świata ja wszedłem? Gdyby Gavin jadł kolację izapodział gdzieś nóż, prędzej wykrzesałby nowy niż wstał i poszukał.Gdyby kubek był brudny,wykrzesałby nowy, zamiast umyć stary.To podsunęło Kipowi myśl. Gavin.ehm, lordzie Pryzmacie, dlaczego krzesiciele nie ubierają się w luksyn?  spytał.Gavin wyszczerzył zęby w uśmiechu. Czasem noszą.Oczywiście żółte napierśniki i tego typu rzeczy są wysoce cenione wwalce, ale domyślam się, że pytasz o ubrania. Ty używasz magii do wszystkiego  zauważył Kip. Ja to ja.Zwykły krzesiciel nie skróciłby sobie życia, bo nie chce mu się zacumować łodzipięćdziesiąt kroków dalej.No dobrze, niektórzy by tak zrobili.Prawdę mówiąc, gdy byłemchłopcem, noszenie luksynu było w modzie.Jeśli włoży się w to wystarczająco dużo woli, nawetzapieczętowany luksyn w niektórych kolorach może stać się względnie elastyczny.Wkrótcepojawili się krzesiciele-krawcy, którzy specjalizowali się w ubraniach.Jednak większości ludzinie było stać na ich usługi, ale tworząc ubranie samemu, można było popełnić wiele błędów.Niektóre były stosunkowo niegrozne.Na przykład, za sztywne nogawki spodni.Jeśli jednakpopełniło się błąd przy krzesaniu, twoja koszula mogła się rozpaść w pył w połowie dnia.Albo Gavin odchrząknął  pewni psotni chłopcy mogli nauczyć się, jak odpieczętować luksyn utkanyprzez krawców-krzesicieli.Tacy chłopcy mogli spowodować chaos na pamiętnym przyjęciu, naktórym nieszczędzące pieniędzy damy nawet bieliznę miały z luksynu, przez co znalazły się wwyjątkowo niezręcznej sytuacji. Zacisnął usta, powstrzymując uśmiech na to wspomnienie.Niestety, wkrótce potem moda na luksyn przeminęła. To był pan? Słyszałam o tym przyjęciu  powiedziała Liv. Jestem pewien, że cokolwiek słyszałaś, było to mocno przesadzone  odpowiedziałGavin. Nie  wtrącił się dowódca. Nie było.Gavin wzruszył ramionami. Byłem niegrzecznym dzieckiem.Na szczęście, przebyłem od tamtego czasu długą drogę.Teraz jestem niegrzecznym mężczyzną. Uśmiechnął się, ale oczy miał poważne. O, proszę powiedział, kiedy podeszło do nich trzech Ruthgarczyków [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl