[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jego skołatana głowa nie mogła rozpoznać zródłaMlub zródeł.Brzmiało to jakby ktoś nabierał coś lepkiego z dużego naczynia,rzucał gdzieś, potem kładł coś ciężkiego i operacja powtarzała się od nowa.Usiłowałpodnieść głowę, ale nagłe zawroty i torsje sprawiły, że leżał dalej w tej samej pozycji. Ty patrz  rozległ się czyjś głos. %7łyje jeszcze. Eeeee. odpowiedział mu ktoś z większej odległości. Nawet jeśli.Nie pociągniedługo. No co ty?  seria dzwięków urwała się nagle. Słyszałem, że niektórzy siedzieli tusto albo i więcej lat. Do roboty!  dalszy głos przybrał na sile. Sto lat.Może dwieście?Seria dzwięków rozległa się ponowne, powtarzając się nawet w trochę szybszym tempie. Sam słyszałem, jak odkuli jedną celę.A tam staruch zasuszony, z brodą po kolana. %7ływy? Eeee.już nie.Ale robił kreski na ścianie.Jak policzyli  wyszło, że sto lat siedział. Pewnie mu się poobrotało.Toż tu dnia od nocy nie odróżni. Ja ci mówię. Meredith z trudem otworzył oczy.Pulsujący ból pod czaszką sprawiał,że znowu zebrało mu się na mdłości.Przed sobą widział tylko mur z niezbyt starannieociosanych kamieni.Leżał na boku odwrócony tyłem do głosów ludzi.Gdyby zdołał sięodwrócić.gdyby mógł tylko.Przesunął rękę, czując szarpiący ból w łokciu.Jeszczetrochę.Przesunął dłoń, oparł ją na chropowatej powierzchni kamienia i pchnął taki mocno,jak tylko zdołał.Bezwładne ciało drgnęło, a potem przewróciło się na plecy.GłowaMereditha uderzyła o jakiś kamień, ale mógł teraz patrzyć.Bogowie! Zamurowują go.Widział wyraznie mały otwór, w który zakonny ciura usiłowałwłożyć szuflę z zaprawą.Zamurowują go żywcem. Szufla nagle zatańczyła w powietrzu, zrzucając większość swej zawartości do wnętrzaceli. On patrzy!  rozległ się krzyk. On na mnie patrzy! Daj amulet! Akurat. Patrzy na mnie! On już nic nie może  druga głowa pojawiła się na moment w otworze, ale zarazznikła. Muruj szybciej, to i patrzeć nie będzie miał jak. On.On. No szybciej, mówię.Zaprawa wreszcie trafiła na swoje miejsce.Potem pojawił się kamień.Jeszcze razzaprawa, jeszcze jeden kamień i.Meredith pogrążył się w całkowitej ciemności.Nie mógłwstać, nie mógł się poruszyć, był tak słaby, że myśli mieszały mu się w głowie.Słyszałjednak, że prace za ścianą nie ustały z chwilą skończenia muru.Stawiali drugi mur? Możeściana miała być gruba? Na dwie.trzy warstwy kamieni? Bez znaczenia.Nie był w staniesforsować nawet jednej.A kiedy zaprawa zwiąże.Nie wiedział, ile czasu upłynęło.Niby jakmierzyć czas w kompletnych ciemnościach? Odgłosy za murem cichły stopniowo.Potemwydawało mu się, że słyszy jakiś rumor, jakby ktoś zasypał, czy zawalił prowadzący do niegokorytarz, a potem nastała kompletna cisza.Meredith znowu zemdlał.A może zasnął? Nie bardzo wiedział, co się z nim dzieje.Kiedyocknął się, ponownie otaczała go tylko cisza i ciemność.Był zupełnie obojętny.Umrze tu? Na pewno.To tylko kwestia.ilu? Trzech dni? Pięciu?A ile już minęło? Spróbował się podnieść.Ból w mięśniach zelżał nieco, ale powrócił zaraz,kiedy tylko usiłował się poruszyć.Spróbował usiąść.Miał zawroty głowy, ale udało mu sięprzy drugim podejściu.Przesunął się na rękach i oparł o ścianę.Odpoczywał dłuższy czas, apotem podniósł dłonie do ust.Nie był w stanie użyć głosu.Wyszeptał słowo i tylko znajwiększym trudem utrzymał je w palcach  wibrujące słabo  aż wykonał znak.Leciutkieświatełko oderwało się od jego rąk i poszybowało w górę.Było bardzo słabe, ale i tak musiałzmrużyć oczy.Dopiero po dłuższej chwili mógł się rozejrzeć po celi.Była wysoka mniejwięcej na wysokość stojącego człowieka, szeroka i długa mniej więcej tak samo.W pierwszejchwili wydawało mu się, że żadna ze ścian, jak i podłoga i powała nie mają żadnychotworów, ale po chwili dostrzegł, że się myli.Tuż obok niego w posadzce widniał niewielkiotwór, z którego unosiła się lekka woń wapna.Trochę dalej, na wyciągnięcie ręki po ścianiespływała strużka wody i obok czegoś jeszcze.Zagryzając wargi, przesunął się trochę wtamtym kierunku.Wyciągnął rękę, czuł strużkę wody pomiędzy palcami, ale nie mógłzacisnąć dłoni.Nachylił się więc, usiłując nie stracić równowagi i pił łapczywie, a właściwiezlizywał wodę wprost ze ściany.Uspokoił się dopiero po dłuższej chwili.Rozejrzał się wokół tak, jakby mogło się cośzmienić [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl