[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Z pięćdziesięcioprocentowym błędem. A radar pogodowy? Trudno cokolwiek uchwycić.Na razie jest stosunkowo spokojnie.Fletcher włożył hełm.Colby pomógł mu wejść do kabiny i zapiąć pasy.Potem bez słowazatrzasnął i zabezpieczył osłonę kabiny. Tu McGraw z wieży usłyszał w słuchawkach. Zaczynasz procedurę startową? Jetfox do wieży Fletcher w ostatniej chwili przypomniał sobie oznaczenie kodowe.Włączam silnik.Przejrzał pobieżnie pokładowe instrumenty i uruchomił rozrusznik.Kiedy temperaturaoleju wzrosła do wymaganego poziomu, zrobił próbę ciągu.Rozejrzał się po pustym lotnisku.Smagane deszczem baraki w oddali prawie nikły za gęstniejącą ciągle wodną kurtyną.Zaciągnięte chmurami niebo nie zapowiadało łatwego lotu. Jetfox do wieży.Proszę o pozwolenie na start. Jest pozwolenie na start głos w słuchawkach odezwał się natychmiast. Powodzenia.Fletcher położył lewą dłoń na dzwigni regulacji ciągu.Prawą ściągnął lekko drążeksterowy na siebie.Mimo hełmu i słuchawek usłyszał potworny huk wypełniający kabinę.Maszyna zaczęła drżeć, ale po chwili niespodziewanie lekko oderwała się od ziemi.Przytrzymał ją na ostrym wznoszeniu, potem delikatnie regulując ciąg, przeszedł do lotupoziomego.Kiedy stery stwardniały, znowu ściągnął drążek na siebie. Jestem poza obszarem bazy.Wysokość dwieście dziesięć.Ciągłe wznoszenie. Zrozumiałem, Jetfox.Uważaj na radiowysokościomierz, szczególnie w zakresie zero-tysiąc dwieście.Maszyna z ostro zadartym nosem wznosiła się bardzo szybko.Dopiero w chmurachgwałtowne prądy powietrzne zaczęły nią szarpać i rzucać tak, że Fletcher musiał znowuzwiększyć ciąg i zmniejszyć stromiznę toru. Tu wieża, jakie masz warunki? Straciliśmy cię z radaru. Już? wyrwało się Fletcherowi. Tu Jetfox poprawił się. Silne zawirowania. Mamy coraz większe zakłócenia głos w słuchawkach rzeczywiście przerywały całeserie trzasków.Samolot nagle wyskoczył nad chmury.Ostre światło słońca zalało całą kabinę. Tu Jetfox.Jestem nad chmurami.Przechodzę do lotu poziomego.Szybkość dziewięćset.Oślepiająco biała powierzchnia w dole kłębiła się i wrzała, strzelając w górę wirującymikominami.Szybkie wiatry strumieniowe sprawiały, że coraz trudniej było utrzymać samolot nakursie.Jakieś światełko zaczęło migać na tablicy przyrządów.Dłuższą chwilę Fletcherprzyglądał się sunącym leniwie literom. Jetfox do wieży.Czy włączyliście latarnię?Na ziemi musiał trwać jakiś spór, bo McGraw odezwał się dopiero po dobrej minucie. Tu wieża.Nie mamy w ogóle żadnej radiolatarni.W tej chwili nie pracuje też żadennamiernik.Co się u ciebie dzieje? Mam odczyt na osiemnastce.Fletcher ponownie spojrzał na nieruchome już litery.HKM? Zerknął na pelengator.Kursna południowy wschód? Ale tam jest morze. Jetfox do wieży.Jetfox do wieży&Odpowiedziała mu cisza.Przeszedł na awaryjną częstotliwość, ale tutaj całe serietrzasków powodowały tylko ból w uszach.Poczuł pot gromadzący się na skroniach. Jetfox do wieży, pięć minut do celu, rozpoczynam schodzenie przycisnął klawiszMeroda.Krótki pisk potwierdził, że wiadomość została wysłana.Delikatnie pchnął dzwignię ciągu, potem przycisnął ją do siebie.Zerknął na wariometr izmniejszył trochę prędkość opadania. Jetfox, Jetfox, tu wieża usłyszał w słuchawkach prawie wyraznie.Błyskawicznie zwiększył głośność, tak że wzmocnione przez słuchawki trzaski niemalrozdzierały mu bębenki. & radar dalekiego zasięgu& zakłócenia& poprzedni namiar& jakaś okresowazmienność sprawiła, że niektóre z urywanych słów grzmiały mu pod czaszką, a niektórych niesłyszał wcale. Tu Jetfox! Proszę o powtórzenie! uderzeniem pięści prawie rozbił obudowę Meroda. & pułap dziewięć tysięcy metrów, kurs zmienny& zbliżają się do ciebie& Kto się zbliża?! & prędkość pięć tysięcy pięćset, powtarzam, prędkość& O Boże Fletcher odruchowo szarpnął manetkę przyspieszenia.Wskazówkaprędkościomierza drgnęła, zatrzymując się przy liczbie tysiąc pięćdziesiąt. & pięć obiektów, zbliżają się do ciebie& głos w słuchawce wyraznie zanikał kurs&prędkość spada&Fletcher przeszedł na procedurę bojową.Specjalny automat odbezpieczył działka.Namałym ekranie ukazał się wykres otrzymany z pokładowej stacji radiolokacyjnej.%7łałowałteraz, że nie zabrał rakiet.Z pewnym wahaniem włączył układ śledzenia celów.Jego monitorbył pusty.Zasięg stacji nie przekraczał stu pięćdziesięciu kilometrów.Przy szybkości obcych sześciu tysięcy kilometrów na godzinę miał półtorej minuty na próbę ucieczki.Podniósłciemną zasłonę kasku i przetarł oczy.Maska tlenowa uwierała go w policzki.Ostry sygnałsprawił, że znowu podniósł wzrok.Na ekranie radiolokatora błyszczało pięć punktów.Skaczącecyferki wskazywały, że ich prędkość gwałtownie malała.Poczuł, że coś dławi go w gardle. Jetfox do wieży! Atakują mnie!Spokojnie, pomyślał, patrząc na zapalające się kolejno czerwone światełka alarmu.Wparłstopy w pedały, zwalniając jednocześnie podczepione zbiorniki paliwa.Ostry wywrót i poszedłw dół prawie pionowo
[ Pobierz całość w formacie PDF ]