[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Oderwałem od nich wzrok i rozejrzałem się wokoło.Moją uwagę przykuły kolejne obrazy.Na stole stałalampa wycelowana w pusty kąt piwnicy.W jej jaskrawym świetle zobaczyłem przywiązany do metalowegopierścienia sznur, którego drugi koniec leżał na podłodze.Na stole walały się też różne narzędzia i imadła, wtej scenerii odrażające i makabryczne.Zaraz potem zobaczyłem coś, co nie pasowało tu jeszcze bardziej, cośjeszcze bardziej ohydnego i plugawego.Na krześle wisiała ozdobna suknia ślubna z koronkowym przodem.Była przesiąknięta krwią.Widok ten wstrząsnął mną, ale i mnie otrzezwił.- Jenny! - krzyknąłem.W mrocznym kącie piwnicy coś się poruszyło.Wychynęła stamtąd jakaś postać i gdy weszła w krągświatła, rozpoznałem w niej wnuka George'a Masona.Miał łagodną minę, taką samą jak zawsze.Ale poza tym teraz nie było w nim nic łagodnego.Zdałem sobiesprawę, że jest rosły i atletycznie zbudowany, wyższy i szerszy w barach ode mnie.Jego dżinsy i wojskowakurtka były poplamione krwią.Nie patrzył prosto na mnie, nieustannie zerkając to na moją pierś, to na ramiona.Miał puste ręce, ale spodpoplamionej kurtki wystawała mu pochwa noża.Zacisnąłem palce na uchwycie klucza.- Gdzie ona jest? - wychrypiałem.- Nie powinien pan tu przychodzić, panie doktorze - odparł przepraszająco, sięgając do pochwy.Byłrównie zaskoczony jak ja, gdy stwierdził, że jest pusta.Zrobiłem krok w jego stronę.- Co jej zrobiłeś?Patrzył na podłogę, jakby szukał tam zgubionego noża.- Komu?Przekręciłem lampę, tak że teraz świeciła prosto na niego.Zasłonił ręką oczy.Gdy światło rozproszyłomrok w kącie piwnicy, dostrzegłem tam sylwetkę nagiej kobiety, na wpół ukrytej za ceglaną ścianą.Odebrało mi oddech.- Nic - powiedział Mason, mrużąc oczy.Wtedy zaatakowałem.Podniosłem klucz, chcąc wyrżnąć go ze wszystkich sił w tę potulną gębę, leczzawadziłem o zwisające z sufitu truchła i momentalnie pochłonęła mnie cuchnąca lawina sierści i pierza.Dławiąc się i krztusząc, odepchnąłem na bok rozkołysane ptaki i zwierzęta - zdążyłem w samą porę, gdyż wtej samej chwili Mason się na mnie rzucił.Chciałem zrobić unik, lecz nie zdołałem i chwycił za klucz.Wdrugiej ręce miałem latarkę.Wziąłem zamach i grzmotnąłem go w głowę.Przerazliwie krzyknął,odpowiedział ciosem na cios i zatoczyłem się do tyłu, upuszczając latarkę.Siłą rozpędu wpadłem na stół,trafiłem na kant imadła i plecy zalała mi fala palącego bólu.W tym samym momencie przyłożył mi łokciem w brzuch i odebrało mi oddech.Poczułem, że mnie pcha,że odchyla mnie do tyłu, że kant imadła jeszcze bardziej wbija mi się w kręgosłup.Wcisnął mi łokieć podszyję i pchnął jeszcze silniej, a wtedy spojrzałem mu w twarz: oczy miał wciąż spokojne i łagodne.Zdołałemwyszarpnąć rękę i spróbowałem go odepchnąć, oderwać od szyi jego przedramię.Ale on tylko przestąpił znogi na nogę, jeszcze bardziej wzmógł nacisk i sięgnął po coś na stole.Metal potarł z chrobotem o drewno:Mason chciał wyjąć dłuto z drewnianego stojaka.Chwyciłem go za ramię, lecz tym samym odsłoniłemszyję.Spojrzał na mnie i nie zabierając ręki ze stołu, przydusił mnie jeszcze mocniej.W oczach pokazały misię gwiazdy.Mason zerknął na stół i wtedy dostrzegłem za nim jakiś ruch.Jenny.Z rozdzierającą powolnością pełzła w stronę czegoś, co wyglądało na kupkę puchu na podłodze.Chciała coś spod niej wyjąć i gdy włożyła tam rękę, z trudem przeniosłem wzrok z powrotem na twarzMasona, woląc tego nie widzieć.Próbowałem wbić mu kolano w krocze, ale staliśmy zbyt blisko siebie,zdołałem za to kopnąć go w piszczel.Stęknął i lekko zwolnił ucisk, jednak w tym samym momencieusłyszałem głuchy stukot i stojak z narzędziami upadł na stół.Niczym tłuste pająki, palce wolnej rękiMasona momentalnie powędrowały w tamtą stronę i chociaż wciąż ciągnąłem go za ramię, chwycił dłuto icentymetr po centymetrze zaczął wyjmować je ze stojaka.Kątem oka ponownie zauważyłem jakiś ruch.Jenny próbowała wstać.Klęczała i opierając się o ścianę,ściskała coś w ręku.I wtedy Mason wyszarpnął dłuto.Zamiast przytrzymywać jego rękę, musiałem ją teraz nieustannieodpychać i z narastającą paniką zdałem sobie sprawę, jak bardzo jest silny.Z wysiłku drżało mi całe ramię,tymczasem dłuto było coraz bliżej i bliżej.Prosto na moją twarz, z czoła skapywał mu pot, jednak poza tymnie widać było po nim żadnego wysiłku.Był łagodny i skupiony tak jak wtedy, gdy doglądał swoich roślin.Bez ostrzeżenia szarpnął się w drugą stronę, uwolnił rękę i wziął zamach.Chwyciłem go za nadgarstek,wiedząc, że nie dam rady go powstrzymać.Nagle wrzasnął i gwałtownie wygiął się do tyłu.Ręka, którąmiażdżył mi szyję, zniknęła.Podniosłem wzrok i tuż za nim zobaczyłem nagą, zakrwawioną Jenny.Trzymała długi nóż, lecz upuściła go w chwili, gdy na nią spojrzałem.Gdy zabrzęczał na betonie, Masonryknął jak zwierzę i uderzył ją na odlew w twarz.Osunęła się na podłogę tak miękko, jakby nie miała kości.Rzuciłem się na niego.Wylądowaliśmy jeden na drugim, ja na górze, i znowu przerazliwie krzyknął.Zepchnął mnie, próbował odpełznąć na bok i wtedy zobaczyłem szybko powiększającą się plamę krwi najego plecach.Czołgał się w stronę noża.Na czworakach popełzłem za nim, lecz nagle zahaczyłem o cośnogą.Spojrzałem w dół, zobaczyłem mój klucz i w chwili, gdy Mason chwycił nóż, zdzieliłem go wzakrwawione plecy.Zawył jak dzika bestia, odwrócił się, a wtedy grzmotnąłem go kluczem w głowę.Uderzyłem tak mocno, że zabolała mnie ręka.Nie wydał żadnego dzwięku.Po prostu padł i znieruchomiał.Wziąłem zamach, żeby przyłożyć mu jeszcze raz, ale nie było takiej potrzeby.Ciężko dysząc, odczekałemchwilę, żeby sprawdzić, czy na pewno się nie poruszy, a potem podszedłem do Jenny.Leżała tam, gdzieupadła.Ostrożnie przewróciłem ją na plecy i zamarło mi serce, gdy zobaczyłem, jak bardzo jestzakrwawiona.Miała rany na całym ciele
[ Pobierz całość w formacie PDF ]