[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Kat zerwał z niej brutalnie suknię i koszulę.Stojąc nagaprzed mężczyznami, którzy pożerali ją wzrokiem, poczuła, że się czerwieni, izaczęła zasłaniać się rękami.Ale oprawcy chwycili jej dłonie, aby jezwiązać.Zatrzymał ich rozkaz, a raczej krzyk.To był Arnold:- Kto wam rozkazał rozebrać tę kobietę?- Ależ, mój panie.taki jest zwyczaj - zaprotestował kat.- Kpię sobie z tego zwyczaju i nie jestem twoim panem.Załóż jejchociaż koszulę.Gdyby Katarzyna nie czuła strachu, dostrzegłaby, że Arnold zbladł, anozdrza zaczęły mu drgać.Z trudem powstrzymała okrzyk przerażenia,kiedy prowadzono ją w stronę łoża tortur.Kat narzucił na nią strzępy koszuli.Położono ją na drewnianym łożu.Jej ręce zostały brutalnie podniesioneponad głowę i przywiązane do kołowrotka, pomocnik kata uczynił to samo zjej nogami.Aawnik Lhuillier pochylił się nad nią:- Kobieto, zanim poczujesz ból, możesz nam powiedzieć z własnejwoli, po co przybyłaś do tego miasta.W ten sposób zaoszczędzisz sobie inam dalszego ciągu.Po co tutaj przybyłaś?Oczy Katarzyny na próżno szukały Arnolda.Nie znajdował się w jejpolu widzenia.Nie wiedziała nawet, czy nadal jest tutaj.Popatrzyła naLhuilliera.- Aby odnalezć mężczyznę, którego kocham - szepnęła.- Ale nie mogęSRwyjawić jego nazwiska.- Dlaczego?- Bo i tak mi nie uwierzycie!Z jej ust wyrwał się okrzyk bólu.Na dyskretny znak ławnika katuruchomił kołowrotek.Ciało Katarzyny zalała fala cierpienia.Miaławrażenie, że nogi i ręce zostały wyrwane z jej ciała.- Zachowuj się godnie - powiedział łagodnie Lhuillier.- Jeśli chcesz,abyśmy mieli do ciebie zaufanie, musisz przynajmniej wyjawić nazwiskotego mężczyzny.Kto to jest? Jakiś Burgundczyk.który się tutaj ukrywa? No,no, okaż, pani, rozsądek, a przestaniesz cierpieć.Po twarzy Katarzyny spłynęły duże, gorące łzy.Czuła taki ból, że ztrudem mogła mówić.- Zapytajcie.pana de Montsalvy'ego.On.będzie.mógł wam topowiedzieć!Aawnik zawahał się.Ale właśnie w tej chwili dwóch rycerzy weszło dosali i zbliżyło się żwawo do łoża tortur.Pomimo łez, które wypełniały jejoczy, Katarzyna rozpoznała Xaintrailles'a, ale nigdy wcześniej nie widziaładrugiego mężczyzny.Był to Jan de Dunois, bastard Orleanu, pan oblężonegomiasta.Wszyscy darzyli go wielkim szacunkiem, bo ze szlachetnościąurodzenia* łączył wielką waleczność, niezłomną lojalność i nieskończonąuprzejmość.Rzucił na Katarzynę szybkie spojrzenie i uczynił ruch ręką.* Urodził się w roku 1402 ze związku księcia Ludwika Orleańskiego zMariettą d'Enghien.- Kacie, uwolnij tę kobietę.- Panie - zaczął Lhuillier - czy nie sądzisz.Bastard uciszył go ruchemspokojnym, lecz stanowczym.SR- Nie, mój przyjacielu! Mamy tutaj coś innego do roboty niżtorturowanie kobiety, być może niewinnej.Przynoszę wspaniałe wieści.Zza filara wypadł blady ze złości Arnold.- To ja, Wasza Wysokość, kazałem zatrzymać tę kobietę.To japowiedziałem, że jest niebezpieczna, i to mnie obrażasz, potępiając mojeczyny.Tym razem bastard uśmiechnął się z odcieniem czułości i Katarzyna,której kat pomagał usiąść, dostrzegła niezwykły czar tego uśmiechu.Jan zOrleanu położył ręce na ramionach kapitana.- Nie potępiam twoich czynów, Arnoldzie! Jakże mógłbym to zrobić!Jesteś moim towarzyszem broni i kocham cię jak brata.Jeśli uważasz tękobietę za niebezpieczną, dobrze zrobiłeś, chcąc się upewnić, ale nie trzebaczynić jej krzywdy.Niedługo wysłanniczka Boga przybędzie tutaj.OpuszczaPoitiers, gdzie uczeni uznali ją za czystą i świętą, gdzie damy uznały ją zadziewicę, a król dał jej zbroję, aby mogła prowadzić oddziały do ataku.Dziewica pomaszeruje na Tours.Wkrótce dołączy do armii w Blois iprzybędzie tutaj.To ona zadecyduje o losie uwięzionej, kiedy Orlean będziewolny.Do tej chwili ta kobieta pozostanie w więzieniu.Straże, odprowadzićwięzniarkę!Pokonany Arnold spuścił głowę.Podczas gdy kat pomagał Katarzyniewłożyć suknię i wstać, ta, pomimo bólu, jaki czuła w całym ciele, pomyślała,że uparty kapitan musi bardzo kochać bastarda, bo łatwo podporządkował sięjego woli.Młoda kobieta była zbyt słaba, aby iść o własnych siłach.Podpełnym dezaprobaty wzrokiem ławników dwaj żołnierze zanieśli ją do celi.* * *W następnych dniach nikt nie zajmował się Katarzyną, tak że nawetSRzaczęła podejrzewać, iż o niej zapomniano.Nikt już jej nie przesłuchiwał,nikt do niej nie przyszedł.Zadowolono się pozostawieniem jej w więzieniu iwkrótce zaczęła uważać za błogosławieństwo, że to właśnie Pitoul jestdozorcą więziennym.Nie był on złym człowiekiem, wprost przeciwnie,wykonywał zawód tak sprzeczny z jego charakterem jedynie dlatego, żeprzejął go po zmarłym teściu.W życiu Pitoul miał trzy namiętności: żonęAlison o bujnych kształtach i strasznie gadatliwą, która biła go przynajmniejtrzy razy w tygodniu, aby utrzymać się w formie, dobre jedzenie, aszczególnie flaczki, którymi wsławił się pan Godin, właściciel karczmy PodZłotym Flakiem" znajdującej się w samym środku ulicy Karczmarzy, a wkońcu wszystkiego rodzaju plotki.Ponieważ oblężenie położyło kreskulinarnym wyczynom pana Godina, Pitoulowi pozostała jedynie jegoAlison i plotki.I jeśli na początku spoglądał na nową pensjonariuszkę zpewną nieufnością, spowodowaną jej podejrzanymi związkami zBurgundczykami, fakt, że Jego Wysokość bastard interesował się Katarzynąosobiście, przyniósł Pitoulowi ulgę.Nie widział już przeszkód, abyprzychodzić do niej od czasu do czasu na pogawędki.W dodatku była jedynąwięzniarką, którą miał do pilnowania.Od Pitoula Katarzyna uzyskiwała najnowsze wiadomości z zewnątrz.Nadzieja wstąpiła do miasta, gdzie jedzono już koty i psy, gdzie najmniejszączarkę mąki sprzedawano za cenę złota.Czasem zdarzało się, że pod osłonąnocy jakiś wysłannik przywoził trochę żywności, ale była to kropla w morzupotrzeb i zawsze korzystali z niej najbogatsi.Mieszkańcy Orleanu mielitylko jeden cel: przetrwać, utrzymać się wbrew wszystkim przeciwnościom idoczekać się cudownego przyjazdu Dziewicy.Dzień po dniu z ratuszamiejskiego przemawiał do nich bastard, aby wzmocnić ich odwagę icierpliwość, a każdy śledził z trwogą przemarsz Joanny.Wiedziano, żeopuściła Poitiers, udając się do Chinon, a następnie do Tours, gdzie królSRurządził dla niej koszary i kazał wykonać sztandar.- Dostała giermka, dwóch paziów, dwóch heroldów i kapelana -opowiadał zachwycony Pitoul - tak jak każdy znany dowódca.Teraz ZwiętaDziewica maszeruje na Blois, niech Bóg ma ją w swej opiece, na Blois, gdziedołączą do niej pozostali dowódcy!Powoli w umyśle Katarzyny tworzył się dziwny obraz tej niezwykłejwieśniaczki, która stała się dowódcą wojennym.Zaczęła jej nienawidzić,chociaż nigdy jej nie widziała
[ Pobierz całość w formacie PDF ]