[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. I dziś rano na nic się tam nie natknęłaś?Minęła chwila, zanim Maggie zdobyła się na otwarcie powiek.Czerwone plamy wciąż tańczyły jej przed oczami, w ramionachczuła obezwładniający ból.Wprawdzie już nie narastał, alepamięć o nim wypełniała jej system nerwowy.Gdy w końcuprzemówiła, jej chrapliwy głos był ledwie słyszalny. Wiesz, że nie.Przeszukaliście mnie.Miller pochylił się nad stołem Nie tylko ciebie.Po twoim wyjściu moi ludzie przeszukalidokładnie cały tunel.Z reflektorami.I nic nie znalezli.A toznaczy, że. %7łe stary nie powiedział prawdy.Powiedział, że to tam jest,a tam tego nie ma. Albo że Uri cię zwiódł.Wysłał cię do tych piwnic naszukanie wiatru w polu, a sam w tym czasie zgarnął łup. Może. Mimo bólu i furii zamulającej jej umysł, myśl tadotarła do jej świadomości.Jak się okazuje, możliwa jest każdazdrada.Uri mógł zaaranżować strzelaninę na drodze, żeby się jejpozbyć, a sam podjąć dalsze poszukiwania tabliczki.Możewcześniej od niej uzmysłowił sobie jej znaczenie.Był kiedyś wizraelskim wywiadzie i widziała, jak łatwo mu przyszło ukraśćuniform hotelowy, potem samochód.Może wszystko to zrobił wramach przebiegłego planu, który miał na celu odciągnięcie jej odmiasta.Może od początku ją rozgryzł i wiedział, że jest tylkoprzynętą, której należy unikać.Może ze wszystkich wokół tylkoona jedna o tym nie wiedziała.Miller przez chwilę wpatrywał się w nią badawczo, potemwykrzywił usta w grymasie udawanego smutku. Myślę, że na wszelki wypadek powiem jednak chłopakom,by pomogli ci pogrzebać w pamięci.Aby się upewnić, że napewno o niczym nie zapomniałaś.Znów ledwie dostrzegalnie skinął głową i obaj mężczyzniszarpnęli ją z krzesła tym razem po to, by rzucić na podłogę.Mężczyzna po prawej natychmiast przyklęknął na jedno kolano iobjął ją ramieniem za szyję.Już miał zacząć ją dusić, ale zdążyłajeszcze wycharczeć parę słów, które jej właśnie przyszły dogłowy. Może nie ma czego szukać. Z trudem dosłyszała swójgłos. Słucham?Spróbowała powtórzyć, ale zabrakło jej tchu.Ucisk na tcha-wicę był zbyt wielki.Za chwilę ją uduszą.Miller dał znak i ucisk zelżał, ale ramię oprawcy pozostało najej szyi. Powtórz. Powiedziałam, że może nie ma czego szukać. Co to ma znaczyć? Może nie udało nam się znalezć tabliczki, bo Guttmanjeszcze jej nie schował. Mów jaśniej.Maggie spróbowała się unieść, ale zabrakło jej sił.Pozostałarozciągnięta na podłodze i z trudem wykrztusiła: Wszystkie wiadomości od Guttmana.nagranie DVD,wskazówka w Second Life.pochodziły z soboty.Także telefondo Kiszona wydyszała. A może nie zdążył zrobić tego, cozamierzał? Może dopiero planował schowanie tabliczki w tunelui zrobiłby to, gdyby go wcześniej nie zabili.Może chciał tozrobić po wiecu, tylko tego nie dożył.Miller słuchał jej uważnie. To gdzie jest ta tabliczka? W tym rzecz.Nie wiem.A skoro nie wiem ja, mimo żewidziałam jego nagranie, odczytałam wskazówkę i wysłuchałamwspomnień z dzieciństwa jego syna, to nikt inny też tego nie wie.Inikt się już nigdy nie dowie. I tabliczka przepadnie? Tak.Miller z namysłem pokiwał głową wyraznie bardziej do siebie niż doniej.Wstał z krzesła i zaczął krążyć wokół rozciągniętej na podłodzeMaggie, jakby rozważał w myślach wszystkie za" i przeciw".Wkońcu zatrzymał się i ogłosił wyrok.Rozdział 59Jerozolima, piątek, godz.10.14Kierowca odwiózł ją do hotelu, ale nie weszła od razu dośrodka.W ciągu ostatnich kilkunastu godzin widziała tak małodziennego światła, że chciała się nim trochę nacieszyć.Za-trzymała się obok wejścia i rozejrzała się.W głównym wejściu trwał bezustanny ruch.Taksówki stały wkolejce z pracującymi silnikami, hotelowi goście podjeżdżali iwchodzili do środka, inni zaś wychodzili obładowani bagażami.Tych drugich było wyraznie więcej i Maggie pomyślała, że powydarzeniach ostatnich dni pewnie wolą uciec z Jerozolimy.Gdyby tak znali całą prawdę.Za plecami usłyszała dzwięk megafonu.Odwróciła głowę izobaczyła jadące ulicą King David białe kombi całe oklejonepomarańczowymi naklejkami.W środku siedział ktoś wykrzy-kujący do mikrofonu hasła zapewne potępiające Jariwa zazamierzoną rezygnację z izraelskiego dziedzictwa.Chwilę pokombi nadjechał van, z którego głośników dudnił monotonnyeuropejski pop.Van należał chyba do ruchu obrońców pokoju,którzy na odmianę potępiali Jariwa za zerwanie negocjacji.Spojrzała w górę ulicy, gdzie na górce za światłami znajdowałsię konsulat, od którego wszystko się zaczęło.Pamiętała chwilę,gdy tuż po przylocie siedziała w ogrodzie z tyłu konsulatu idumała o klasztornych braciszkach.Było to raptem pięć dni temu,a zdawało się, jakby od tamtej chwili minęło pięć lat.Siedzieli wtedy z Jimem Davisem i rozmawiali o stojącym przednią zadaniu doprowadzenia do podpisania porozumienia.Uśmiechnęła się z goryczą.Odwróciła się i ruszyła przed siebie.Bolało ją wszystko,szczególnie ramiona i szyja.Wyobraziła sobie, jak musi byćposiniaczona na całym ciele nawet tam, gdzie trudno zajrzeć.Marzyła o długiej gorącej kąpieli i zapadnięciu w głęboki sen, alejeszcze nie teraz.Rozgorączkowany umysł nie pozwalał się jejrozluznić.Dotarła do parku wyglądającego na opustoszały i dość zanie-dbany.Brzegi trawników zarosły, metalowe pręty podtrzymującepłócienny dach altany pokrywała rdza.Maggie mimo woliodnotowała, że nawet chodnikowe płyty i parkowe ławki zostaływykonane z tego samego żółtawego kamienia jerozolimskiego.Topiękny materiał, ale zaczynała podejrzewać, że mieszkający tuludzie mogą mieć go dosyć.Trochę jak fabryki czekolady wmieście
[ Pobierz całość w formacie PDF ]