[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rozmowa od pierwszej chwili toczyła się więc gładko i bezprzeszkód.Penelope zasiadła po prawicy Montforda, Barnaby spoczął obok,lord Hancock zajął miejsce między paniami.Hancockowie byli jużsponsorami Domu Sierot, przy kolacji pogrążyli się w dyskusji nainne tematy, dzięki czemu Montford mógł pytać do woli o placówkę.Barnaby patrzył, jak Penelope radzi sobie z Montfordem, z gracjąunikał odpowiedzi na jego pytania, wykazując się przy tym niezwykłąinteligencją, czyli czymś, co Montford potrafił docenić.Mężczyznainteresował się coraz bardziej zarówno programami Domu Sierot, jak irolą, jaką odgrywała tam Penelope.Barnaby zdał sobie nagle sprawę,że Penelope nie dopuszcza zbyt wielu mężczyzn do swoich zasobówintelektualnych, toteż każdy zaproszony w te rejony powinienpoczytać to sobie za zaszczyt.Uśmiechnął się na tę myśl.Patrzył, jak Penelope bezwiednieuwodzi lorda, który był z tego powodu nad wyraz szczęśliwy.Gdy podano deser, Montford, najwyraźniej zadowolony zinformacji na temat Domu Sierot, skierował rozmowę na siłypolicyjne oraz ostatnie wydarzenia, jakie mogły mieć wpływ nakondycję tej instytucji.Rozmawiali tak godzinę, podano herbatę i ciasto i wieczórdobiegł końca.Montford odwrócił się do Penelope.- Moja droga, wyślę jutro weksel, kiedy jednak wrócimy domiasta po Nowym Roku, chciałbym się z panią spotkać iprzedyskutować jeszcze inne opcje.Wolę sponsorować konkretneprogramy, praktyczniejsze, dzięki którym można realizować celedługoterminowe.Zachwycona Penelope podała mu rękę.- Zawsze będzie pan mile widziany w Domu Sierot, milordzie.Tymczasem wszystko sobie przemyślęUjął jej dłoń w ręce.- Matka pani i pani sióstr musi być naprawdę z was dumna.-Puścił jej dłoń, uśmiechnął się uroczo i zerknął na Barnaby'ego.-Muszę przyznać, że trudno dziś poznać młodą parę, taką jak wy, ześrodowiska, gdzie nikt nie musi się martwić o następny posiłek, którapodchodziłaby tak poważnie do pomocy innym, mniej szczodrzeobdarzonym przez los.Pani pomaga dzieciom, pan - zerknął naBarnaby'ego - poprzez swoją pracę w policji, rozwiązywanie zagadeki chwytanie przestępców niezależnie od kroju ich garniturów.Uśmiechnął się do nich dobrotliwie, a kolejne jego słowazabrzmiały jak błogosławieństwo.- Stanowicie wspaniały duet i będę naprawdę niecierpliwieoczekiwał zaproszenia na wasz ślub.- John?Lord Montford odwrócił się do lady Hancock, przez co przegapiłmoment kompletnej ciszy, jaka zapanowała w pokoju po wygłoszonejprzez niego kwestii.Barnaby zerknął na Penelope, ona popatrzyła na niego, lecz tymrazem ich spojrzenia się nie spotkały.Nie wiedział, co powiedzieć, nic mu nie przychodziło do głowy.Penelope wydawała się równie rozkojarzona.Fakt, że obojgu odjęło mowę na dźwięk słowa ślub, naprawdęwiele znaczył.Barnaby nie wiedział jednak dokładnie, jak ów faktinterpretować.Teraz jednak nie miał czasu, by się nad tymzastanawiać.Rozległo się głośne pukanie do drzwi i kamerdynerMontforda pospieszył je otworzyć.Wrócił po chwili i z kamienną twarzą wyciągnął tacę z listem wkierunku Barnaby'ego.- Pilna wiadomość do pana, sir.Barnaby wziął do ręki złożony na czworo arkusik i przeczytałsłowa pisane zamaszystym pismem Stokesa.Zaczyna się zabawa.Wsunął karteczkę do kieszeni, skłonił się gościom i odwrócił doMontforda.- Pan wybaczy, ale muszę już iść.- Oczywiście, chłopcze.- Montford poklepał go po ramieniu iodwrócił się w stronę korytarza.- Przyjęcie już i tak dobiega końca.Powodzenia.Przy drzwiach uścisnął mu tylko dłoń, nie zadając zbędnychpytań.Penelope nie była oczywiście do tego skora.Depcząc mu popiętach, chwyciła go za rękaw.- Co się stało?Barnaby zatrzymał się i popatrzył na nią, ciekaw, czy jestświadoma, że swym zachowaniem zdradza przed zebranymi charakterich relacji.Nie było to jednak ważne.Widząc, jak bardzo jest zmartwiona, nie mógł nie odpowiedziećna to pytanie.Zacisnął jej rękę na swoim mankiecie.- Nie wiem.Stokes napisał, że zabawa już się zaczęła, nic więcej.- Wskazał głową drzwi.- Posłaniec będzie wiedział, gdzie go szukać.- Zawahał się.- Jeśli zdarzyło się coś naprawdę ważnego, jutro ranodam ci znać.Zaczęła rozumieć, że nic więcej nie można na razie zrobić.Zacisnęła usta, by - jak sądził - powstrzymać jakieś niemądre słowa.Skinęła głową.- Dziękuję.Wysunęła rękę spod jego dłoni i się cofnęła.Skłonił się Penelope, pożegnał się raz jeszcze z pozostałymigośćmi i wyszedł.* * * * *- Uważajcie! - syknął Smythe.Szedł za Jemmiem i Dickiem, którzy targali ciężki, zdobionyzegar wyniesiony przed sekundą z czwartego domu z listy Alerta.-Stójcie! - dodał, objąwszy wzrokiem ulicę.Chłopcy przystanęli, słyszał ich wystraszone, ciężkie oddechy.Nie zwracając na to uwagi, sprawdził jeszcze raz, co się dzieje zabramą.Nie miał najmniejszej ochoty natknąć się na policję lub nawetna pojedynczego przechodnia.Nie z takim łupem.Nadstawił ucha, ale niczego nie usłyszał, nie dobiegł go nawet zoddali charakterystyczny stukot kopyt o bruk.Ulica była jednakdługa, od kolejnego zakrętu dzieliła ich spora odległość.Popatrzył nachłopców.Miał nadzieję, że Alert już na nich czeka.- Dobrze.ruszajcie.Chłopcy z trudem przenieśli piękny, złocony zegar przez bramę.- Tędy - szepnął.Tak jak w przypadku pozostałych domów, zaraz za rogiem stałnieoznaczony powóz.Jemmie podniósł wzrok.Na koźle siedział znów ten sampowożący - mężczyzna popatrzył w dół, jednak nie na nich, lecz nazegar, z którym tak walczyli, i uśmiechnął się z zadowoleniem.- Dobra robota - mruknął, wręczając Smythe'owi sakiewkę.Chłopcy zaciągnęli bez słowa zegar na tył powozu, Smytheowinął cenny łup w koc, który tam wcześniej zostawił, a zegarwylądował spokojnie między wazą ukradzioną z pierwszego domu imocno opakowaną rzeźbą zabraną z trzeciego.Obraz zdjęty ze ścianyw drugim z kolei domu stał oparty o drewnianą ściankę bagażnika.Uwolniony od ciężaru, Jemmie zerknął na Dicka, lecz zanimzdołał pochwycić spojrzenie przyjaciela i posłać mu sygnał doucieczki, Smythe zatrzasnął bagażnik i położył ciężką rękę naramionach chłopców.Jemmie zmełł w ustach przekleństwo i zwiesił ponuro głowę.Prowadzony do powozu, powtarzał sobie w duchu, tak jak czynił tojuż od kilku dni, że na pewno w końcu nadejdzie odpowiedni moment- wtedy on i Dick uciekną [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl