[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Przeróżne ścieraki i tarki pokrywały ichtorsy.Jason uznał, że nazwa  haratacz była dobrze dobrana.- Z koni! - powtórzył ostro jezdziec.Jason zeskoczył z siodła na ziemię, kiedy pozostali konni podjechali z tyłu, blokując imdrogę ucieczki.Rachel również zsiadła.- Jeżeli nie będziecie stawiać oporu, nie zrobimy wam krzywdy - obiecał żołnierz.-Jesteście w pułapce, a my mamy przewagę liczebną.Złóżcie broń.Jason zerknął na mężczyzn za sobą.Uznał, że to byli werbownicy.Jeden z tej trójki - tenktóry nadjechał z zachodu - nie nosił zbroi i miał miecz dwuręczny.A na oku przepaskę.Pozostali jezdzcy nosili hełmy, które zasłaniały im twarze.- Zdecydujcie się teraz - powiedział Stanus.- Nie zmuszajcie nas, byśmy waszaatakowali.Jason sięgnął pod płaszcz i zacisnął dłoń na rękojeści sztyletu.Przeciwników było zbytwielu, zarówno przed nimi, jak i za ich plecami.- Musimy się poddać - powiedział do Rachel. Zastanawiał się, czy było już za pózno, żeby się potargować, wykorzystując zaproszeniedo Harthenham.Zawsze warto spróbować.- Odkładamy naszą broń! - zawołała Rachel, odsłaniając kuszę.Kiedy się odezwała, Jason usłyszał brzęk jakby tłuczonego szkła.Jasny rozbłysk zapłonąłnad harataczem, a potem rozległa się ogłuszająca eksplozja.Haratacz został rozerwany - odłamkiostrzy i zbroi poleciały we wszystkie strony.Sąsiedni haratacz także padł z powodu wybuchu, aStanus wyleciał z siodła, kiedy koń stanął dęba i przewrócił się - długi kawałek ostrza wystawał zboku zwierzęcia.Jason padł na płask po wybuchu.Jego pożyczony koń śmignął z powrotem jarem, byledalej od huku.Czy Rachel w jakiś sposób udało się rzucić orantium? Jakim cudem wylądowałoza harataczem? Przez dym Jason zobaczył, że jeden z harataczy szarżuje na niego z niepokojącąszybkością.Rachel wcisnęła mu do ręki kryształową kulę.- Jesteś miotaczem - ponagliła go.Klęcząc, cisnął kulą w atakującego stwora.Kryształ roztrzaskał się na kolczastej piersi.Na chwilę kamień rozbłysnął intensywną bielą, a potem eksplodował ze straszliwym rykiem.Kiedy owionął go gorący podmuch, Jason przycisnął twarz do ziemi i zatkał dłońmi uszy.Gdy uniósł głowę, z haratacza została tylko sterta powykręcanych szczątków leżąca dwadzieściastóp dalej od miejsca, w którym stwór wcześniej stał.Zakrzywione ostrze wbiło się w ziemiękilka cali od głowy Jasona.Jason podniósł się na kolana i obrócił do jezdzców, unosząc sztylet.Rachel wymierzyła zkuszy.Długowłosy mężczyzna zbiegał susami po zboczu, z mieczem w jednej ręce i ciężkimzłożonym na dwoje łańcuchem w drugiej.Zmierzał w stronę trzech jezdzców, którzynajwyrazniej zapomnieli o Jasonie, kiedy zwrócili się ku nowemu zagrożeniu.Przeskakując ostatnie dwanaście stóp i lądując na dnie wąwozu, długowłosy przybyszwziął zamach czterostopowym łańcuchem niczym cepem, zrzucając hełm jednemu z jezdzców iściągając go z siodła.Przeturlał się pod koniem i zerwał na równe nogi.Mężczyzna z przepaskąna oku rzucił się na niego, wymachując mieczem.Długowłosy przekoziołkował w stronę konia,ale tak, żeby nie dać się stratować i trzymając się wystarczająco nisko, by pozostać pozazasięgiem jezdzca.Klęcząc, dobrze wymierzonym w czasie cięciem miecza zranił szarżującegowierzchowca w przednią nogę.Koń padł do przodu, orząc kopytami ziemię.Jezdziec wyleciał zsiodła i ciężko wylądował. Jason zobaczył, że werbownik z lancą skierował konia tak, żeby ich ominąć.SzturchnąłRachel, która precyzyjnie wycelowała z kuszy w jezdzca i pociągnęła za spust.Bełt niewystrzelił.Zapomniała odbezpieczyć broń.Długowłosy mężczyzna nie potrzebował jednak pomocy.Kiedy przeciwnik dotarł doniego, nieznajomy obrócił się i mieczem ściął czubek lancy, a potem łańcuchem zrzucił jezdzca zkonia.Skoczył i dzgnął werbownika, który próbował się podnieść - ostra klinga znalazła szparęmiędzy pierścieniami zbroi.Jezdziec, który stracił hełm, wstał i podchodził z toporem.Rachel, która teraz jużodbezpieczyła broń, wystrzeliła.Bełt chybił celu o kilka cali.Długowłosy mężczyzna zostawił miecz w plecach zabitego jezdzca i chwycił obiemarękami złożony na dwoje łańcuch.Za pomocą tej broni przechwycił opadający topór i odciągnąłgo na bok.Uskakując przed napastnikiem, wziął potężny zamach łańcuchem i trafił w niczymnieosłoniętą skroń.Przeciwnik padł i już się nie poruszył.Wróg z opaską na oku wstał chwiejnie; ubranie miał uwalane ziemią i trawą, krewpłynęła z brzydkiej rany na czole.Stał dziesięć kroków od długowłosego mężczyzny, trzymającmiecz w obu rękach.- Jasher - warknął.- Wtrąciłeś się w niewłaściwy dzień.- Nie znam twego imienia - odparł Jasher, odgarniając włosy z twarzy - ale znam aż zadobrze tobie podobnych.Większą część włosów miał zwiniętą na karku, a luzne pasma z boków sięgały mu dopołowy piersi.Nosił obszerne brązowe szaty, a stopy zawiniął w skóry zwierzęce z rzemieniami.Na skórzanym pendencie miał przewieszoną na skos przez plecy pochwę od miecza.- Jestem Turbish.- Gotów jesteś umrzeć, Turbish? - Jasher podszedł do niego, trzymając niedbale łańcuch.Nie wykonał żadnego ruchu, by odzyskać miecz.- A skąd przypuszczenie, że mnie pokonasz? - warknął Turbish.Jasher zaśmiał się beztrosko.Aańcuch rozwinął się nagle na całą długość, strzelając jak bicz.Głowa Turbishaszarpnęła się do tyłu, jedna ręka uniosła się, żeby zasłonić nos i usta [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl