[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale nie zostały.Zakonnice FCJ, obawiając sięo reputację zakonu i zamieszanych w sprawę ludzi, przekonały arcybiskupa, żeby na następne dwadzieścia lat nadałim klauzulę tajności.No cóż, pomyślałam, ten postępek mówi sam za siebie.Nie potrzebowałam ani nie pragnęłam oglądać żadnegoz tych dokumentów.Podejrzewam, że po upływie następnychdwudziestu lat zakon będzie skończony.Kiedyś były tysiąceWiernych Towarzyszek Jezusa.Teraz jest ich mniej niż dwieście, a większość to starsze panie.Podziękowałam siostrze Mary za zaufanie, jakim mnie obdarzyła, ale widziałam, że nie jest do końca przekonana, czypostąpiła słusznie.Pojechałam autobusem do Sedgley Park.Kiedy poinformowałam Alice, że się tam wybieram, zareagowała tak, jakbym się po prostu wybierała do muzeum.- Wydaje mi się, że Sedgley Park to teraz akademia policyjna - powiedziała.I tak było.Kieruje nią człowiek, którydocenia historię tego miejsca i bardzo dba o to, żeby zachować większość budynków i terenów w pierwotnym stanie.Zadzwoniłam i wyznaczono funkcjonariusza, który miałmnie oprowadzić.Nie mógł się domyślić, co czułam, kiedyznowu chodziłam po tych korytarzach, kiedy wprowadziłmnie do starego pokoju muzycznego i historycznego, do różnych sal wykładowych, do wspólnych sal, do sali gimnastycznej i do kaplicy.Wspięliśmy się nawet po starych dębowychschodach, które wciąż wdzięcznym łukiem prowadziły napiętro; pokoje na górze przerobiono na gabinety.Zerknęłamna wąskie drewniane schody, które prowadziły kiedyś do naszych dormitoriów na poddaszu; teraz na poddaszu był składi strefa zakazana.Kiedy mój przewodnik nabrał pewności, że odzyskałamorientację w terenie, zostawił mnie, żebym sobie pospacerowała sama.Czułam się jak powracający duch; ni to zakonnica, ni to studentka.Cały teren robił wrażenie wielkiej pustejsceny, zaprojektowanej dla dramatu, który się na niej w czasie mojego pobytu rozegrał.Przeszłam korytarzem do miejsca, gdzie studzienki pozatykały się podczas powodzi, a jazdjęłam czepiec, żeby dać nura pod wodę.Szeroko sięuśmiechnęłam, z przyjemnością przypominając sobie pełnegrozy twarze moich wykładowczyń.Najcenniejszym klejnotem na catym terenie była nadal kaplica z jej marmurami i snycerką, i doskonalą akustyką.Wspięłam się po krętych schodach na chór, dębina trzeszczała pod moimi nogami.Stwierdziłam, że stare organy wciążstoją na swoim miejscu, a podniszczone miechy są świadectwem słodkiej muzyki, jaką z instrumentu przez lata wyczarowywano.Dotykałam organów z czcią - w ich zwłokach niepozostała ani odrobina tchu, a mimo to były takie cenne.I tu,na chórze w kaplicy, ogarnęło mnie entuzjastyczne poczuciewdzięczności.Mam wielkie szczęście, że mogłam wrócić domiejsca, gdzie kiedyś czułam się taka zrozpaczona, a terazczuję się wolna! Znalazłszy się ponownie na zewnątrz na łagodnym stoku, całowałam liście rododendronów i dziękowałam im za rolę, jaką odegrały w moim dramacie.Usiadłam na dobrze mi znanej drewnianej ławce i zapatrzyłam się na front kompleksu; to, że był kiedyś instytucją zakonną, zostawiło ślady na jego architekturze w postaci krzyżyna ścianach.Poznawałam okna biblioteki, rosnące w pobliżuwysokie drzewa.Wydawało mi się, że trzydzieści cztery lata towcale nie tak długo; kto mógłby się wtedy domyślić, że administracja tak szybko się zmieni? Cegły i zaprawa Sedgley Parkpozostały nietknięte, ale zakonnice zniknęły.Zanim odjechałam, zjadłam obiad w kantynie i po razpierwszy zrozumiałam, jak mogły czuć się świeckie studentki,które jadły posiłki z przyjaciółmi, rozmawiały z sąsiadami,a nie musiały milczeć jak my, zakonnice.Wyjechałam z Sedgley Park z przepełnionym sercem, ciesząc się, że pomimowszystkich zmian zachowano tak wiele.Wróciwszy do domu Alice, próbowałam opowiedzieć, coprzeżyłam, ale szybko zrozumiałam, że Sedgley to przeszłość, która jej już nie interesuje
[ Pobierz całość w formacie PDF ]