[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To się skończyło.Nie będę tegowięcej robić.Nigdy.Więc Hafter, skoro nie uważałeś mnie za dziwkę, to co sobie o mnie myślałeś?Popatrzył na nią.- Byłaś dla mnie Entti, to wszystko.Byłaś miła, łagodna i dawałaś mi wszystko, czego sobieżyczyłem.Nigdy się na mnie nie złościłaś ani nie krzyczałaś.Odwróciła się od niego z parsknięciem.- Jesteś głupcem! Trzymaj się ode mnie z daleka! Mirana i Rorik patrzyli na nich, podobnie jakwszyscy obecni.- To dziwne - powiedział Rorik, chwytając żonę za rękę.Dlaczego on jej nie uderzył? Dlaczegopatrzy na nią tak żałośnie? Na bogów, gdyby jakiś mężczyzna go zaatakował, natychmiast by go zabił,a cóż dopiero mówić o próbie uszko dzenia męskości.- On potrafi się bronić, ale tym razem nie sprawia wrażenia umierającego - powiedziała Mirana.- Ale przed chwilą jęczał jak umierający.Możesz mi wierzyć, zadała mu ból nie do zniesienia,gorszy niż skurcze żołądka, gorszy niż rana od noża w ramieniu.Zastanawiam się, co z nią zrobi, gdydojdzie do siebie.Kiedyś chciałaś wymierzyć mi taki cios, ale udało mi się uchronić od najgorszegobólu.Biedny Hafter nie miał szans.Ta Entti wciąż mnie zaskakuje.- Ona świetnie gotuje.- To już mnie nie dziwi.Wy, kobiety, jesteście.Mirana zachichotała.Było to takniespodziewane, że Rorik uśmiechnął się, ukazując równe, białe zęby, a potem pochylił się idelikatnie pocałował ją w usta.- Chodzmy do stołu.Niech Hafter i Entti wyjaśnią sobie różne sprawy.Było pózno.Piękny dzień chylił się ku wieczorowi, robiło się zimno, a na niebie gromadziły sięgęste burzowe chmury.Wiatr kołysał łanami zbóż i co cieńszymi jodłami.Ucichły ptaki, podobnie jakinne zwierzęta i dzieci.Nawet Kerzog leżał nieruchomo z łbem na przednich łapach, śpiący zobżarstwa, jako że zjadł wszystkie rzucane mu skrawki mięsa, ciągle domagając się nowych.Zaczęło padać, a niebo szybko ciemniało.Z błogim uśmiechem na ustach, Rorik szedł z Mirana wstronę izby sypialnej.Umocował świecę na ścianie, po czym odwrócił się, by popatrzeć na żonę.Miała lekkozaróżowioną twarz, gdyż wypiła trochę wina ze wspaniałych winnic znajdujących się na południe odSekwany.Wyglądała ślicznie, ciesząc jego wzrok i inne zmysły.W tej chwili nie miało żadnegoznaczenia to, dlaczego się z nią ożenił.Skoro stało się, co się stało, nic już nie mogło się zmienić, jakpowtarzał mu zawsze ojciec.Rzeczywiście Rorik miał to już za sobą, a teraz pozostała mu Mirana, wspaniały rezultat tegoożenku.- Nie mam żadnej innej sukni oprócz tej weselnej - powiedziała, wodząc palcem po kremowejtunice.- Schowam te wspaniałe szaty do twojego kufra Bardzo uważałam, żeby ich nie poplamić.- Zauważyłem - rzekł.- Pozwól, że zdejmę te brosze.To suknia Asty.Powiedziała mi, że trzymała ją od wielu lat, chociaż nie wiedziała, na jaką okazję, a teraz i tak już by się w nią niezmieściła.- Kobiety były dla mnie niezwykle miłe.- Owszem.Zupełnie tego nie rozumiem.Może kiedyś któraś z was mi to wyjaśni.Ale cieszę się,że jesteś teraz moją żoną, a ich panią.- Nie mam żadnej broni - powiedziała Mirana, gdy zdjął brosze.- Aleja mam.- Odkąd tylko przybyłam do Clontarf, zawsze miałam przy sobie nóż, który dał mi Gunleik.- Ten, którym przecięłaś mi gardło? Pokiwała głową.- Skoro nie zamierzasz mnie torturować albo obdzierać ze skóry, to dlaczego chcesz mieć broń? -Położył brosze na kufrze, po czym cofnął się o krok, patrząc, jak Mirana zdejmuje tunikę, strannie jąskłada.Wyprostowała się.- To była część mojego stroju, tak jak suknia czy buty odpowiedziała poważnie.- Jesteś kobietą.- To prawda.- Stała bardzo blisko męża, wciąż w sukni.- To, co mi mówiłeś, Roriku.- zaczęłaniepewnie.- Czy Einar naprawdę chciał mnie sprzedać królowi?- Tak powiedział Kron.- Czekał, chcąc usłyszeć, że to nie ze strachu zgodziła się na małżeństwo,jednak nie odezwała się.Mirana zdjęła buty i przesunęła je nogą aż pod kufer.Popatrzyła na Rorika.- Często kupuje się żony, nie zważając na zgodę kobiety.Być może Einar uważa, że to dla mniezaszczyt.W końcu Sitricjest królem.Może.- Nie łudz się, Mirano.Twój przyrodni brat ma dla ciebie tyle szacunku co dla niedzwiedzia.- Masz rację.Gdyby uważał, że to, co robi, będzie dla mnie zaszczytem, powiedziałby mi o tym,chełpiłby się tymi planami.- Nie mówmy już o twoim bracie.Są jeszcze inne rzeczy, którymi chciałbym się zająć tej nocy.Zaczęła zdejmować suknię, lecz zawahała się i popatrzyła na męża.- Kiedy mnie tu przywiozłeś, zdarłeś ze mnie suknię i mi się przyglądałeś.Bawiłeś się mną, alenie było w tym radości ani dla ciebie, ani dla mnie.To było straszne.Zrobisz to znowu?Popatrzył na nią, zafascynowany, przypomniawszy sobie miękkość i ciężar jej piersi.- Tak, ale tym razem będzie inaczej.Też będę cię dotykać, ale to sprawi ci rozkosz.Znieruchomiała, po czym zatoczyła ręką łuk, wskazując łóżko i kufer.- Byłeś już żonaty, miałeś żonę i dzieci.Wiesz, na czym to wszystko polega.Codzienniezasypiałeś u boku żony i budziłeś się przy niej rano.Musiałeś znać jej upodobania i wiedzieć o niejwszystko.Wiesz to, o czym ja jeszcze nie mam pojęcia.Jestem zdenerwowana, Roriku.Czuję się jakwojownik bez broni.Oczami wyobrazni ujrzał Ingę ze złocistymi włosami lśniącymi jak dojrzały jęczmień w blaskusłońca [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl