[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Co takiego? - Pocierał ręką głowę i patrzył na Quinn znadsamochodu.- Nie skradaj się w ten sposób.Skąd się tu wzięłaś? Dlaczegonie jesteś w szkole?- Bo wyszłam.Mam przerwę obiadową.Nie zmieniaj tematu.Załatwiłeś mnie przy muzyce Fleetwood.Nick spojrzał przez ramię, obszedł samochód i wziął Quinn za rękę.- Czy moglibyśmy porozmawiać w innym miejscu? Kiedy znalezlisię w głębi garażu, Quinn powiedziała:- Sądziłam, że jestem inna.- Jesteś inna.Ale o czym mówimy? Inna niż kto?- Inna niż wszystkie te kobiety, z którymi miałeś.- Quinn niepotrafiła znalezć słowa, które nie byłoby zbyt wulgarne ani zbyt łagodne.- Jesteś inna od wszystkich kobiet, które miałem - zapewnił ponuro.- I to jest jedna z przyczyn, że tak długo tego nie robiłem.- Dobrze znalezć się wreszcie wśród członkiń klubu.- O czym ty mówisz, do cholery? - Nick zmarszczył brwi.-Wiedziałaś, że nie byłem prawiczkiem.O co ci chodzi?Quinn przełknęła ślinę, starając się panować nad głosem.- Zoe też załatwiałeś pod Fleetwood Mac.ponaousladansc- Hola, wszystkie tak załatwiam - oświadczył i mrugnąłporozumiewawczo.- Pozwól, że powiem to inaczej.- I nagle dotarło doniego.- Powiedziałaś Zoe?- Byłam głupia, sądząc, że jestem inna, nie jedna z długiej serii.Ażtrudno mi uwierzyć.- Mnie też.- Nick patrzył na nią niechętnie.- Wściekasz się, że lubięto robić przy tej muzyce? Wielka rzecz! Umiem się przystosować.To tynastawiłaś płytę.- Mówił to sarkastycznie, nie usprawiedliwiał się.- Niemogę uwierzyć, że powiedziałaś Zoe.Tylko tego sarkazmu brakowało jej do szczęścia.- Przystosowujesz się nadzwyczajnie, Zoe wspomniała o tym wrozmowie.Wydaje się też, że rozwinąłeś do pewnego stopniawytrzymałość.- Daj spokój, kiedy z nią byłem, miałem osiemnaście lat -warknął.- Bo poza tym - kontynuowała Quinn ze złośliwą pogodą- z naszychporównań wynika, że niewiele się zmieniłeś.Nick zamknął oczy.- Nie chcę mieć z tym nic wspólnego!- Powinieneś był o tym pomyśleć, zanim włączyłeś płytę, tygłupcze! - Popatrzyła na niego z nieukrywaną wrogością.-Nie mogęuwierzyć, że byłam taka jak inne!- Nie byłaś.I nie jesteś.%7ładna nie dręczyła mnie tak jak ty.- Chwileczkę.- Poza tym to ty włączyłaś muzykę, nie ja.- Nick skrzyżowałramiona.- To ty obcięłaś włosy, przyszłaś bez stanika i nastawiłaśObejmij mnie.ponaousladansc- A więc to moja wina? - Quinn miała ochotę chwycić jakiś kluczfrancuski i trzasnąć Nicka, głównie dlatego, że miał rację.Gdyby doniego nie poszła.- A potem musiałaś zadzwonić do Zoe.Teraz pewnie ostrzynożyczki.- Oparł się o samochód i skrzyżował ramiona.-Wiesz, co miprzyszło do głowy? W tym wszystkim w ogóle nie chodzi o mnie.- Pewnie, że nie! - Quinn podniosła głos, bo aż zawrzała zoburzenia.- Chodzi o to, że chciałabyś być taka jak Zoe.- Popatrzył na niąponuro.- Tamtego wieczoru na kanapie powiedziałaś,że pragniesz byćtaka jak Zoe.Spałaś ze mną tylko dlatego, że ona ze mną spała.- Mylisz się - zaprzeczyła Quinn, niemal pewna, że tak jest.-Naprawdę cię pragnęłam.A ty też naprawdę pragnąłeś mnie, do cholery! -A kiedy potrząsnął głową, jakby go zbrzydziła ta sugestia, dodała: - Wporządku, chciałam, abyś wiedział, że to koniec.Nigdy więcej!- Doskonale!To słowo zraniło ją boleśnie.- Cieszę się, że tak dobrze to przyjmujesz.Czy rzeczywiścieodmieniłam twoje życie?- Było przyjemnie.Dużo ciężkiej pracy, ale przyjemnie.Tylko żenie potrzebuję takich problemów, a już na pewno nie chcę byćnarzędziem, które ma zrobić z ciebie Zoe.Odwrócił się, by wrócić do pracy, a Quinn kopnęła go z całej siły.- Hej! - wrzasnął, łapiąc się za piszczel i odwracając tyłem doQuinn.- To na razie, dopóki nie znajdę tępej łyżeczki - zapowiedziała iponaousladanscwymaszerowała z warsztatu.Nick patrzył na wychodzącą Quinn, usiłując wzbudzić w sobieuczucie zadowolenia, i pocierał bolącą nogę.Kopnęła go jak koń.Jedno wtym było pocieszające: nie będzie już więcej kopany.Kolejna korzyść: niebędzie się budził samotnie ze wspomnieniem, że przeleciał swojąnajlepszą przyjaciółkę.Nie będzie też pamiętał, jak wielką mu sprawiłorozkosz to, że ją tak po prostu wziął, spowodował, że go pragnęła, żemimo oporów jednak się spuściła, że mógł patrzyć, jak reaguje na to, co znią robił.Nie, jednak to był cholerny plus, że Quinn skończyła całą sprawę,bo w ten sposób on nie będzie musiał tego robić.Naprawdę szczęśliwydzień.- O co chodziło? - zapytał Max za jego plecami.- O nic wielkiego.- Nick wyprostował się i pokuśtykał dosamochodu.- Chyba nigdy nie widziałem jej tak wściekłej.- Max wy-dawał się uradowany.- I nigdy już nie zobaczysz.- Czyżby omijało mnie coś interesującego?- Nie.- Wobec stanowczego tonu Nicka Max dał za wygraną iwrócił do kantorka.- Psiakrew! - zaklął
[ Pobierz całość w formacie PDF ]