[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niebo wygląda niczym za-marznięta tafla Zakola.I widać wyraznie, że tam, w górze, niesiedzi żaden Bóg ani żadna Panna Zwięta, bo gdyby siedzieli, tona widok tego, co się działo w tej przysypanej popiołami ciszy,zawyliby, zaskowytali, zajęczeli.Ten bolszewicki skurwysynżyje, powiedział Małomówny, wracając z wychodka.Ojcze nasz,któryś jest, dzięki Ci za cud.I przykryć czym prędzej oczy po-wiekami, schować pod nimi tę szaloną radość; ogłuszyć serce,niechaj nie łomoce.Widziałem go, powiedział Małomówny, wy-ciągał coś drągiem z pogorzeliska, może resztki upieczonegoprosiaka.Będą mieli co obgryzć na śniadanie.Gorzały mi tu da-waj zara, suko.Dała.Cały litr.Bez odmierzania.Niech chleje.Niech się zachleje szybko, natychmiast; ach, jak długo tym razemtrwało, nim się zachlał i walnął na wyro, zachrapał.Ale tam, nadworze, cicho.Skrzypnęły jedynie drzwi u Nosiorków, okutanachustami Nosiorkowa przemknęła chyłkiem, po złodziejsku,przez własne obejście do własnego chlewu.Cisza, cisza.Od jed-nego końca wsi do drugiego.Tylko te wrony wrzeszczą i wrzesz-czą; podwórze Kubiaków puste.Nikogo.Poprzez pogorzeliskorozległy widok na zaśnieżone pola.Nic go nie przesłania.Szero-ko, przestrzennie.Jakiś ptaszek przeskakuje z grudy na grudę.Tam, koło studni, ciemniejsze wgłębienie, patrzy na nie obojęt-nie, nie wiedząc jeszcze, że to miejsce narodzin bolszewickiegosyna.Nie wie, ale właśnie słyszy: ciszę przerywa stuk młotka.Kto tam tak młotkiem stuka? Kto ma aż tyle siły, aby młotekunieść i stukać nim raz po raz? Urywanie, pośpiesznie, agonal-nie? Jakby to nie młotka stukanie, ale serca bicie, które kona,wybija ostatni rytm życia i nie chce się jeszcze poddać, jeszcze niechce zacichnąć, jeszcze próbuje dogonić życie takim gwałtownym,oszalałym stukotem.Aby naraz ustać i znowu wybuchnąć, lecz147jakoś słabiej i słabiej, już wolniej, już prawie niedosłyszalnie, jużtylko raz, i już więcej nie.Stanęło.Wyszedł na próg, trzymającprzy piersiach skrzyneczkę, przymrużył oczy, jakby oślepionyczystością zamarzniętego nieba.Nie był piękny.Nad oczami pło-nęło żywe mięso czoła, przyciskał wypalonymi palcami tę skrzy-neczkę, skrzyneczkę malutką; ach, znała takie skrzyneczki, takmałe, że patrzysz i myślisz, że to skrzyneczka na rumiane ja-błuszka, ale ona nie na jabłuszka; pomagała takie skrzyneczkizbijać swojej matce, Głupiej Kazieczce, pomagała je grzebać wsadku pod jabłonką albo wisienką; niech odpoczywają w spokoju,modliła się jej matka, Głupia Kazieczka, i naprawdę była głupia,ponieważ powtarzała poprzez grube łzy, że nie wiń ich, Panienasz, za mój grzech, ale wez je do siebie, przyjmij do KrólestwaNiebieskiego, bo choć poczęte w grzechu, to mu niewinowate,amen.A ten tu, mimo że nie znał jej matki, Głupiej Kazieczki,zbił skrzyneczkę tak samo malutką i zaniósł ją do sadku, któregogałęzie nagie, oczerniałe od jęzorów ognia sterczały na lewo zaprzykurczoną chałupą i dlatego straciła go z oczu, ale ci po tamtejstronie drogi musieli widzieć Kubiaka wyraznie.Ona jedyniesłyszała jęk rozkuwanej ziemi, o którą łomotała łopata.Długo.Bardzo długo.Granatowa ściana lasu nad Zakolem odpowiadałaechem, ono zaś niosło się na wszystkie cztery strony świata i zewszystkich czterech stron świata łomotało, zgrzytało, wyło; setkiłopat, tysiące ich, lecz nie otworzyły się ani jedne drzwi, nie ode-zwał się ani jeden głos, człowieczy czy Boży, nie drgnęło anijedno sumienie, nie rozpłakało się ani jedno serce.Nie, nigdzie;jakby sami głusi, niemi, martwi wypełniali tę wieś od końca dokońca, jakby w kamienie zamienili się wszyscy żywi.No, ależywi nie wiedzieli o tym, że w tym samym czasie, w którym Ku-biak drążył w lodowatej ziemi dołek dla swego zlodowaciałego148syna, podpalacz Bronisław Lewicki wraz z ojcem KazimierzemLewickim już zniknął za wsią, uwożony przez sanie po leśnymdukcie, wiodącym na skróty do powiatu i że właśnie tą najkrótsządrogą, poganiając konia, jadą prosto na posterunek milicji i nieminie południe, jak wieś ożyje, rozlegną się krzyki, przekleństwa,jęki i błagania, bo wieś otoczona milicją i wojskiem z czterechstron, więc nie uda się uciec Gozdzickiemu do lasu, dopadną gow polu; Teodorka wywloką spod stogu siana, Lipienia zaś zwaląkolbami ze stryszku, co nazajutrz opisze wojewódzka gazeta napierwszych stronach, pod wybitym grubą czcionką tytułem:ZDECYDOWANA AKCJA MILICJI I LUDOWEGO WOJSKA, aponiżej, nieco mniejszą: niszczy w zarodku gniazdo reakcjoni-stów.I jeszcze niżej: Wczoraj w zabudowaniach małorolnego T.K, we wsi Zasławie powiat Lasy wybuchł grozny pożar.Podpala-czem okazał się nieświadomy klasowo, dziewiętnastoletni B.L.,syn średniorolnego K.L., który wraz z ojcem zawiadomił o prze-stępstwie organa ścigania i wskazał na istnienie w Zasławiu zor-ganizowanej bandy opozycyjnej, wrogiej ludowemu państwu.Dzięki zdecydowanej akcji ujęto przywódców, miejscowych kuła-ków: Jana Gozdzickiego, Wiktora Teodorka oraz Stefana Lipie-nia.U J.Gozdzickiego podczas rewizji znaleziono broń palną,prokurator zapowiada proces w trybie doraznym.Zledztwo wtoku.Dlatego, kiedy szli z kosami, drągami, siekierami, aby na-wet kamień na kamieniu nie, szatan zmienił kolor skóry i z czar-nego przemalował się na czerwono.Przepędzić go z ziemi naszej,znaczy ocalić się.W Przysuchej, piętnaście kilometrów od Za-sławia, święta własność splugawiona jakąś spółdzielnią, czylizwyczajnym kołchozem, na przymus, pod kolbami, z paleniemkrzyży i obrazów świętych, z biciem, kopaniem, lżeniem, więcpod Twoją opiekę uciekamy się, Zwięta Boża Rodzicielko.U nas149wsadzili trzech, zgniją w kryminale.Gozdzicki dostał dwanaścielat, za co? Powiedzcie, za co? Za tę parabelkę zardzewiałą, bezzamka, ślepą więc niczym szczenię, zapomnianą na powale?Dwanaście lat! Litości, ludzie, przecież gdy wyjdzie, będzie miałsiedemdziesiąt i osiem.Ech, Panie Boże, czemuś Ty nas opuścił,nie oświecił na czas, nie wskazał drogi? Bo należało, gdy tenogień rozświetlał grudniową noc, knurzy pomiot od razu przywa-lić, przytrzymać i siekierą, i zaraz lecieć do starego Lewickiego,wywołać go z chałupy i też siekierą, a pózniej obu - i syna, i ojca- w ogień wrzucić, chatę zaś Kubiaka też oblać naftą, żeby jużnaprawdę kamień na kamieniu nie.Ale my, Boże nasz, miłosier-ni, nie chcielim mordu, tylko sprawiedliwości, my dla Ciebie,Panie, i w Twoim imieniu i tego konia strulim, i te kamienie wgrzbiet kacapski ciskalim, i ten pożar też.Wszystko dla Twejchwały, Panie, przeciwko grzechowi i zarazie bolszewickiej, leczkto mógł przypuszczać, że stary Lewicki to taki ostatni skurwy-syn, który sprowadzi na nas, braci swoich, wojsko i milicję?Przecież on stąd.Od nas.Nie obcy.Nie przybłęda.I też walił pokacapskich plecach kamieniami, a wybierał co większe.W jegochałupie na każdej ścianie wisi krzyż, gdyż od czasu, kiedy po-wiesiła się jego Leosia, co niedziela gnał konia do kościoła wPrzysuchej, nie opuścił ani jednej mszy świętej i aż się z niegoprześmiewalim, że robi się taki sam jak Gozdzicka, która nawetw wychodku pacierze klepie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]