[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Chcę jego śmierci! - wykrzyknął Cowper.- Nie pojmuję, jak zdołał uciec.Wasbyło dziesięciu, a ich tylko czterech i jedna kobieta.Powinniście go dopaść bez trudu.- Rozdzielili się w lesie i zgubiliśmy jego ślad, a potem trafiliśmy na trzęsawiska.Konie nie chciały iść.Gdybyśmy zsiedli i ruszyli na piechotę, to bagno by nas wciągnęło.- Przeklęci tchórze! - rzekł ze złością Cowper.- Powinienem was wszystkich po-wiesić.- On jest zbyt dobrze strzeżony - dodał Fritz.- Była z nim kobieta, jechali na jed-nym koniu.Podejrzewam, że uciekł, aby ją chronić.Ona może stanowić jego słabypunkt, wreszcie jakieś pęknięcie w zbroi de Montforta.W blisko osadzonych oczach Cowpera pojawił się podły błysk.- Z pewnością jest strzeżona we dnie i w nocy.Nie zdołamy wedrzeć się do zamku,żeby ją porwać.- Ona ma przyjaciół.- Fritz spostrzegł, że udało mu się zainteresować pana.- Cza-sami wybiera się z nimi na konne przejażdżki: jeden mężczyzna, dwóch koniuchów idwie damy.Jeśli zbierzemy odpowiednio liczną grupę, to damy im radę.- Zależy nam tylko na kobiecie Montforta - rzucił ostrzegawczo Cowper.- Pozo-stali nie powinni ucierpieć.Dotychczas udawało się nam uniknąć ściągnięcia na siebieuwagi francuskiego dworu, ale gdyby jeden z nich doznał uszczerbku, nie wyszłoby tonam na dobre.Nie jesteśmy na terytorium Anglii.- Słyszałem, że ta kobieta nie jest tą, za kogo się podaje - poinformował Fritz.-Przyjaciele znają ją jako mademoiselle de Montfort, ale w gospodzie powiadają, że wy-łowiono ją półżywą z rozbitego statku i lekarz de Montforta przywrócił jej zdrowie.RLT- Jeżeli to prawda, to pewnie jest jego kochanką stwierdził Cowper, a w jegooczach zabłysło podniecenie.- Tym lepiej dla nas.Jeśli mu na niej choć trochę zależy, topojedzie za nią.- Zmierzył wzrokiem Fritza.- Przywiez mi ją żywą.Zabierzemy ją doAnglii.Jeśli będzie chciał ją odzyskać, to przyjedzie, a wtedy go dopadniemy.- A co ja z tego będę miał? - zapytał Fritz z błyskiem chciwości w oczach.- Do-brze ci służyłem, panie, lecz nie chcę do końca życia być popychadłem.Chcę być panemsiebie.- Chcesz złota i wolności, tak? - Na ustach Cowpera pojawił się krzywy uśmieszek.Już on da temu głupkowi nauczkę, ale dopiero gdy dziewczyna znajdzie się w jego rę-kach.- Zdobądz mi kobietę Montforta.Kiedy ja dostanę to, czego pragnę, ty otrzymaszstosowną nagrodę.Fritz skłonił głowę i opuścił gospodę.Złowrogi błysk w oczach Cowpera nieumknął jego uwagi.Wiedział, że nie należało mu ufać, bo wielu z tych, którzy oddali muusługi, było rozczarowanych zapłatą.Fritz był przekonany, że lord de Montfort dobrzego wynagrodzi za oddanie dziewczyny, a jeszcze lepiej za informacje, które mogą do-prowadzić do upadku Cowpera.Zmarły lord de Montfort nie przepisał majątku na Cow-pera.Jego podpis na akcie sprzedaży został sfałszowany, a Fritz miał w rękach dowody -Cowper długo ćwiczył się w podrabianiu podpisu de Montforta seniora, a potem beztro-sko wyrzucał pergaminy.Fritz zbierał je pieczołowicie.Był przy tym, jak dumny starzeczrozumiał, że został oszukany.Był również świadkiem niecnego mordu, który został po-pełniony tej samej nocy.Mało tego, miał list napisany własnoręcznie przez zmarłegolorda de Montforta, w którym starzec błagał syna Stefana o powrót i pomoc.Fritz zachował te dokumenty i czekał na odpowiedni moment, by je wykorzystać.Nienawidził Cowpera, człowieka bezlitosnego i brutalnego, lecz nie próbował go znisz-czyć dopóty, dopóki żył jego kuzyn, sir Hugh.Fritz uważał sir Hugh za diabła wcielone-go, ale miał respekt dla jego przebiegłości, podczas gdy dla swojego pana stracił powa-żanie.Cowper nie zasługiwał, w jego mniemaniu, na dobra, w które opływał dziękimorderstwu i oszustwu.Fritz z przyjemnością przyczyniłby się do strącenia go z piede-stału.Nie mógł patrzeć na to, że jego siostra była traktowana jak niewolnica.MusiałRLTzdobyć pieniądze, aby zabrać ją i resztę rodziny tam, gdzie nie byłaby narażona na bru-talność Cowpera.Należało wszystko starannie przemyśleć, a przede wszystkim zadbać o to, by niebyć zamieszanym w porwanie kobiety lorda de Montforta.Anna miała na sobie suknię ze szmaragdowego jedwabiu.Szwaczka pomogła jej jąskroić, ale większość ściegów wykonała sama, łącznie z haftem przy kwadratowym de-kolcie i mankietach zwisających rękawów.Szeroka spódnica tworzyła z tyłu niezbyt dłu-gi tren, a złocista szarfa pasowała do stroiku we włosach.Czarne skórzane pantofelkirównież były ozdobione złotym haftem.Stefan przysłał jej na ten wieczór złoty łańcuchna szyję.Prezentowała się jak szlachetnie urodzona dama.Brakowało jej tylko jednego:ślubnego pierścienia pana tych ziem i tego zamku.Schodziła na dół trochę niespokojna.Jak dotąd bez wysiłku udawała kuzynkę Ste-fana, ale co zrobi, jeśli któryś z gości zdemaskuje ją jako oszustkę? Wszyscy uznają ją zakochankę lorda de Montforta, jej reputacja legnie w gruzach i zostanie okryta hańbą.Może należało powiedzieć prawdę Marii Renard? Gdyby to zrobiła, Maria z pewnościąwycofałaby się z przyjazni.Nie, musiała kontynuować maskaradę, przynajmniej dopóty,dopóki nie odzyska pamięci.A jeśli nigdy nie przypomni sobie, kim jest? Czy Stefan sięzadeklaruje? Czy poprosi ją o to, by została jego kochanką czy żoną?Chwilami Annie wydawało się, że chętnie przyjęłaby każdą z tych propozycji.Lord de Montfort potrafił być szorstki, a w gniewie nawet przerażający.Jednak im dłużejprzebywała pod jego dachem, tym bardziej ją do niego ciągnęło.Marzyła, by wreszciezaczął z nią mówić o miłości.Stefan był w wielkiej sali.Na widok jego strojnych szat serce zatrzepotało w piersiAnny.Przywykła oglądać go w prostym odzieniu, tymczasem na ten wieczór przywdziałpański strój, haftowany złotą nicią i naszywany klejnotami.Wyglądał w nim wyjątkowoprzystojnie i dumnie, nawet nieco arogancko.Anna poczuła, że z radością będzie tegowieczoru odgrywała rolę pani domu i wraz z nim witała zaproszonych gości.Stefan obserwował, w jaki sposób Anna wita gości.Gdyby kiedykolwiek żywiłwątpliwości, czy jest damą, teraz musiałby się ich pozbyć.Jej maniery były niemal kró-RLTlewskie.Ogarnęło go gwałtowne pragnienie uczynienia z Anny swojej kobiety.Jeżelijego plan się powiedzie i Cowper zostanie sprowokowany do wykonania ruchu, ich dłu-gotrwała wojna może wkrótce dobiec końca.Wówczas Stefan będzie mógł snuć plany naprzyszłość, czego dotychczas sobie zabraniał.Uważał, że nie zasługuje na tę pięknądziewczynę, która niepostrzeżenie zawładnęła jego sercem, ale z każdym dniem wyda-wało się coraz mniej prawdopodobne, że Anna kiedykolwiek przypomni sobie swojątożsamość.Nie mógł jej zostawić na pastwę losu
[ Pobierz całość w formacie PDF ]