[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gdy skończyłem, rzekł miękko: A to jest jeden z nich, ten sukinsyn tutaj?Skinąłem głową. Słyszałem o tym Stavrou powiedział. Gruba rybaw mafii w Stanach, ale dawno temu.Pozwól mi zebrać kilkuprzyjaciół, a pojedziemy wszyscy do Capo Passero roztrzaskać muczaszkę. Niemożliwe.Moja siostra jest w jego rękach.Muszę zrobić,czego żąda.To jedyny sposób. Sądzisz, że się uda? Chyba tak. Zwietnie. Uśmiechnął się z zadowoleniem. Pojedziemydo mnie i porozmawiamy, jak to zrobić.56Chyba nigdy w życiu nie czułem takiej ulgi.Odwróciłem sięi ruszyłem za nim ścieżką.Langley wyszczerzył zęby, kiedy się doniego zbliżyliśmy. Wszystko w porządku, dziadziu? zapytał.Barzini przyjrzał mu się uważnie. I on jest jednym z nich, tapółdziewczyna? Potrząsnął głową. Matko Boża, dokąd zmierzaten świat? Wziął mnie pod ramię i kompletnie ignorując Justina,ruszył do przodu. Wiesz, przyjacielu, są dni, kiedy mam ochotępołożyć się w jednej z moich trumien i zamknąć nad sobą wieko.Rozdział piątyBardzo szczególna kobietaPojechałem z Barzinim alfą z powrotem do Palermo, a kiedydotarliśmy do zakładu pogrzebowego na Via San Marco, Langleyczekał już tam na nas, oparty o mercedesa. O, jesteś, dziadziu rzekł, gdy wysiadłem z samochodu.Co cię zatrzymało?Na Barzinim nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Nie lubię go oznajmił. Jego uśmiech.jest jakmosiężna płyta na trumnie.Na pewno chcesz, żeby ta świnia poszłaz nami?Po raz pierwszy Justin wyglądał, jakby nie wiedział, co powiedzieć. Nie zapominaj, że on jest bankierem rzekłem. W porządku odparł niechętnie Barzini i wycelował grubypalec w pierś Langleya. Tylko zachowuj się odpowiednioi trzymaj gębę na kłódkę.Weszliśmy za nim do rozjaśnionego świecami holu.Aldootworzył drzwi na samym końcu i znalezliśmy się w czymś w rodzajusali przygotowań.Były tu ciała; kilkoma z nich zajmowali siępracownicy Barziniego.Większość trupów miała na sobie noweubrania, a ich twarze pokryto starannym makijażem, aby nadać imjakieś pozory życia.Barzini zatrzymał się, by zwrócić na coś uwagę starszemuczłowiekowi pracującemu nad twarzą sześcio-, może siedmioletniejdziewczynki, i po chwili spokojnie ruszył dalej.Langley nie wyglądał58na uszczęśliwionego, a i ja nie byłem tym wszystkim specjalniezachwycony.Sytuacja pogarszała się jednak w szybkim tempie, bo oto Ałdootworzył kolejne drzwi i weszliśmy do olbrzymiego, łukowatosklepionego pomieszczenia, gdzie światło było przyćmione, a powietrze ciężkie od zapachu kwiatów.Po obu stronach stały rzędamitrumny, wszystkie zajęte.Na drugim końcu pokoju drewniane schodki prowadziły doniewielkiego, przeszklonego biura.Barzini wspiął się po nichszybko, a umundurowany mężczyzna wstał zza biurka, by gopowitać.| Ci dżentelmeni i ja mamy interesy do omówienia, Guido.Idzcoś zjeść.Daję ci godzinę.Guido zasalutował i wyszedł, a Aldo zamknął za nim drzwi.Langley w pełnym fascynacji przerażeniu obserwował rzędy trupówponiżej. Podoba ci się widok? spytał Barzini. Znalezć i dlaciebie miejsce? Nazywamy to Poczekalnią.Byłbyś zaskoczony,wiedząc, ilu ludzi wprost patologicznie boi się pogrzebania żywcem.Chcą mieć pewność, toteż zostawiamy ich tutaj na jakiś czas.Zwróćuwagę na przewód prowadzący do każdej z trumien.Jeden koniecpodłączony jest do dzwonka, a drugi do przycisku pod palcemtrupa.Najmniejszy ruch i włącza się dzwonek.Dlatego trzymam tupracownika przez okrągłą dobę.Nastąpiła chwila ciszy, aż nagle wyraznie zadzwięczał jedenz dzwonków nad jego głową. Chryste Panie! wybuchnął Langley, autentycznie przerażony, i sięgnął do kieszeni, wyciągając z niej walthera PPK. A to po co? zaśmiał się Barzini chrapliwie i odepchnąłpistolet wierzchem dłoni.Następnie otworzył drzwi i zbiegł szybko po schodach.Ujrzeliśmy, jak podchodzi do trumny i przygląda się trupowi.Dzwonek ponownie zadzwięczał cicho, Barzini wyprostował się i wróciłdo nas. Nie ma powodu do obaw rzekł. Te dzwonki są takczułe, że najmniejsze drgnięcie ciała wprawia je w ruch.Czoło Langleya spływało potem, a w jego oczach czaiło sięszaleństwo.59 Czy zdarza się to naprawdę? zapytał szeptem W zeszłym roku dwa razy.Kobieta w średnim wieku usiadław środku nocy i zaczęła krzyczeć.Justinowi oczy niemal wyszły z orbit.Barzini poklepał go popoliczku i uśmiechnął z rozkoszą. Widzisz, Oliver, on wcale nie jest taki twardy powiedział,po czym usiadł na skraju biurka, wkładając do ust kolejne kiepskiecygaro. A zatem, jak chcesz to zrobić? W porządku odparłem. Dostanie się na miejsce nie jestproblemem.Możemy popłynąć łodzią pod jakimś wiarygodnympretekstem. A więzienie? To całkiem inna historia
[ Pobierz całość w formacie PDF ]