[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.PrzeglÄ…damy kartÄ™ win i wybieramy z niej pinotgrigio.Leonardo pÅ‚aci, po czym z kieliszkami w rÄ™ku wychodzimy na dwór.Jak rasowiwenecjanie, używamy murka biegnÄ…cego wzdÅ‚uż kanaÅ‚u jako stolika.Jestem teraz dość zrelaksowana, ale wystarczyÅ‚oby, że Leonardo chwilÄ™ dÅ‚użejzatrzyma wzrok na przechodzÄ…cej dziewczynie, by nowa fala zazdroÅ›ci zaczęłazatruwać mi krew.PrzyszÅ‚am tu z zaÅ‚ożeniem, że nie bÄ™dÄ™ robić scen, i byÅ‚amprzekonana, że uda mi siÄ™ wytrwać w postanowieniu, ale nie jest lekko.Upijam Å‚ykwina i stawiam kieliszek z powrotem na murku, patrzÄ…c w stronÄ™ przeciwnego brzegu.MinÄ™ mam poważnÄ…, a on to zauważyÅ‚. Co jest? pyta, przechylajÄ…c gÅ‚owÄ™. WidziaÅ‚am jÄ…, wiesz.WÄ™zeÅ‚ zÅ‚oÅ›ci, który miaÅ‚am wewnÄ…trz, nagle siÄ™ rozluznia, zalewajÄ…c żoÅ‚Ä…dekżółciÄ…. Kogo widziaÅ‚aÅ›? pyta Leonardo, jakby urwaÅ‚ siÄ™ z choinki. PrzestaÅ„, naprawdÄ™& MiÄ™dzy nami nie powinno być niepotrzebnych kÅ‚amstw,prawda? Obracam siÄ™ ku niemu z ogniem w oczach. WidziaÅ‚am twojÄ… kochankÄ™.W twoim pokoju, kilka wieczorów temu.BiorÄ™ gÅ‚Ä™boki oddech i cofam siÄ™ o parÄ™ kroków.Leonardo przewraca oczami, ale już po chwili na jego twarzy goÅ›ci z powrotemwyraz spokoju i odprężenia. A wiÄ™c zaczęłaÅ› mnie szpiegować Å›mieje siÄ™. Uważaj, bo nie wiesz, comożesz odkryć, Eleno i przeciÄ…ga mi palcem wskazujÄ…cym po nosie.Chwytam jego dÅ‚oÅ„ i odrzucam jÄ… gwaÅ‚townie. Powiedz mi chociaż, co to za jedna, co dla ciebie znaczy& Ona ma na imiÄ™ Arina uÅ›ciÅ›la Leonardo. Arina-Srina, wszystko jedno!Obraz tej kobiety pojawia mi siÄ™ przed oczami i czujÄ™ siÄ™ nagle nieskoÅ„czeniemaÅ‚a.Pewność siebie, której, jak mi siÄ™ wydawaÅ‚o, nabraÅ‚am w ostatnim czasie, znikaw uÅ‚amku sekundy. SpotykaÅ‚eÅ› siÄ™ z niÄ… przez caÅ‚y ten czas? pytam. Jasne, że siÄ™ z niÄ… spotykaÅ‚em, to moja przyjaciółka.Ale do łóżka poszliÅ›my tylkoparÄ™ razy mówi prowokujÄ…cym tonem, z irytujÄ…cym spokojem.Aatwość, z jakÄ… otrzymujÄ™ odpowiedzi, wybija mnie z rytmu.Leonardo nie ma nicdo ukrycia, ponieważ nie jest mi nic winien, i w tym tkwi caÅ‚y problem.Moje oczy robiÄ… siÄ™ szkliste i piekÄ… od Å‚ez wÅ›ciekÅ‚oÅ›ci, które powstrzymujÄ™ caÅ‚Ä…siÅ‚Ä… woli.On przyciÄ…ga mnie do siebie, chwyta jednÄ… rÄ™kÄ… za taliÄ™, a drugÄ… dÅ‚oniÄ…ujmuje pod brodÄ™. Eleno, nie rób tego.Chcesz wiedzieć, kim jest dla mnie tamta kobieta? JestprzygodÄ…, podróżą, jak każda inna& A ja? Ja też jestem jak każda inna? Nie, nie jesteÅ› patrzy mi prosto w oczy. Ponieważ żadna podróż nie jest takasama jak poprzednie, każda jest piÄ™kna na swój wÅ‚asny sposób. Ale ja ci nie wystarczam? mówiÄ™, co leży mi na sercu. Czemu myÅ›lisz w ten sposób? Nie rozumiem, czemu wyciÄ…gnęłaÅ› taki wniosek&GdybyÅ› ty miaÅ‚a innych kochanków, cieszyÅ‚bym siÄ™ twoim szczęściem, nie mógÅ‚bym cinic zarzucić wydaje siÄ™ niemal zbity z tropu mojÄ… reakcjÄ…. Zazdrość to klatka, któradaje ci jedynie iluzjÄ™ posiadania drugiej osoby.Lecz pragnieÅ„ nie da siÄ™ uwiÄ™zić podsumowuje, obejmujÄ…c mnie mocno.ChciaÅ‚abym siÄ™ uwolnić i zasypać go gradem ciosów.NienawidzÄ™ jego i tej jegowolnoÅ›ci.Ale jednoczeÅ›nie mu zazdroszczÄ™.ChciaÅ‚abym także być zdolna dopodobnego mentalnego otwarcia, ale trudno uwolnić siÄ™ od schematów, które staÅ‚y siÄ™częściÄ… twojego sposobu myÅ›lenia, uwewnÄ™trznionych modeli.Z drugiej strony, gdybyteraz zaczÄ…Å‚ skÅ‚adać mi solenne obietnice wiernoÅ›ci, nigdy w życiu nie daÅ‚abym muwiary.MuszÄ™ spojrzeć prawdzie w oczy Leonardo nigdy nie bÄ™dzie mój, nigdy nieuda mi siÄ™ go zamknąć za ogrodzeniem.MogÄ™ jedynie mieć nadziejÄ™, że w tych swoichwÄ™drówkach wciąż bÄ™dzie trafiaÅ‚ do mnie.Idziemy w kierunku campo Sant Angelo.Ja pozostajÄ™ cicha i nieco odlegÅ‚a.Leonardoobejmuje mnie w pasie i czeka, aż przejdzie mi zÅ‚y humor.W pewnym momenciepodnoszÄ™ wzrok i o kilka metrów od nas zauważam znajomÄ… postać.To JacopoBrandolini.Idzie w naszym kierunku.Wyzwalam siÄ™ z uÅ›cisku Leonarda dokÅ‚adniew chwili, gdy hrabia nas zauważa.O matko, zapyta nas, co robimy, a my nie mamyczasu wymyÅ›lić żadnej bajeczki. Cześć, Jacopo! pozdrawia go Leonardo, spokojny jak zawsze. Ach, dobry wieczór pozdrowienie skierowane jest do nas obojga.WidzÄ™, jakwzrok Brandoliniego wÄ™druje po mojej osobie, ostatecznie spoczywajÄ…c na twarzy. Co was sprowadza w te strony? przekÅ‚ada skórzanÄ… torbÄ™ z jednego ramieniana drugie i uÅ›miecha siÄ™ do nas zdziwiony. A pana? pytam z nerwowym Å›mieszkiem.To rozpaczliwa próba zyskania na czasie.Jestem niesamowicie spiÄ™ta, istnakatastrofa. IdÄ™ do jedynego porzÄ…dnego krawca w tym mieÅ›cie.Szyje mi koszule na miarÄ™.RzeczywiÅ›cie, teraz sobie przypominam, że wszystkie jego koszule majÄ… wyszytena mankiecie inicjaÅ‚y JB.Cholera, nie mogÄ™ przestać przytupywać prawÄ… nogÄ….Jestem zbyt zdenerwowana.Uspokój siÄ™, Eleno.Nie widziaÅ‚, jak szliÅ›cie objÄ™ci.Oddychaj. WracaÅ‚em z Santa Marta, poszedÅ‚em tam, żeby sprawdzić, czy dotarÅ‚ towar mówi Leonardo.Widać, że panuje nad sytuacjÄ…. I spotkaÅ‚em ElenÄ™ przedkoÅ›cioÅ‚em& KoÅ›cioÅ‚em San Nicolò dei Mendicoli& wtrÄ…cam z zapaÅ‚em. KsiÄ…dz szukakonserwatora do wykonania pewnej pracy.A ty stawiÅ‚aÅ› siÄ™ na rozmowÄ™ w spódniczce mini, poÅ„czochach i kozakach naobcasie? MyÅ›l, Eleno.Opatulam siÄ™ lepiej pÅ‚aszczem. Wie pan, wydaje mi siÄ™, że w paÅ‚acu skoÅ„czÄ™ już na Boże Narodzenie& Tak, fresk wyglÄ…da naprawdÄ™ Å›wietnie, wykonaÅ‚aÅ› kawaÅ‚ dobrej roboty, Eleno odpowiada Brandolini, wyraznie zadowolony. DziÄ™kujÄ™ mam zamiar dorzucić jeszcze kilka słów pożegnania, ale on jestszybszy. Może pójdziemy siÄ™ czegoÅ› napić? Ja stawiam mówi, wskazujÄ…c na bar zanaszymi plecami.Dukam coÅ› niezrozumiaÅ‚ego, po czym spoglÄ…dam na Leonarda, bÅ‚agajÄ…c o pomoc. DziÄ™ki, ale naprawdÄ™ muszÄ™ uciekać do restauracji wykrÄ™ca siÄ™ z bezbÅ‚Ä™dnÄ…zrÄ™cznoÅ›ciÄ…. Może innym razem.Zbieram siÄ™ na odwagÄ™ i też wymyÅ›lam sobie wymówkÄ™. ChÄ™tnie bym poszÅ‚a, ale muszÄ™ jeszcze zrobić zakupy na Å›wiÄ™ta.To pierwsza rzecz, która przyszÅ‚a mi do gÅ‚owy.Przez Leonarda stajÄ™ siÄ™ strasznÄ…kÅ‚amczuchÄ…. W porzÄ…dku.W takim razie do zobaczenia w paÅ‚acu żegna siÄ™ z nami uÅ›ciskiemrÄ™ki.Nie rozumiem, jak może chodzić do łóżka z GaiÄ…, a wobec mnie zachowywać takidystans, skoro zdaje sobie sprawÄ™, że wiem o nich wszystko. Do widzenia żegnamy siÄ™.Odprowadzamy go wzrokiem, aż znika w zakÅ‚adzie krawieckim po przeciwnejstronie kanaÅ‚u.WydajÄ™ z siebie westchnienie ulgi. Ale zbieg okolicznoÅ›ci komentuje Leonardo. Wenecja jest maÅ‚a dodajÄ™, nawiÄ…zujÄ…c do tego, o czym mówiliÅ›my wczeÅ›niej.Chyba już zdążyÅ‚eÅ› to zauważyć.Ale on przyciÄ…ga mnie do siebie i caÅ‚uje w policzek
[ Pobierz całość w formacie PDF ]