[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Przecież wszędzie piszą, że to zajęcie z przyszłością.- Czytasz chyba gazety sprzed kilku lat -wzruszyła ramionami Marianna.- Ten balon już dawnopękł i wierzciemi, wiem, co mówię.Samo prowadzenie serwisu internetowego nie jest żadnym wyzwaniem.Możedla gimnazjalistówzakładających sobie strony albo błogi, ale nie dladorosłego,wykształconego człowieka.- No niewiem, ja bym nie umiała - powiedziałaAgnieszka.-Szybko nauczyłabyś się tego, co niezbędne.A jakbycoś się zaciętow maszynce, wzywałabyś informatyka, takjakdo pękniętej rurywzywasz hydraulika.Cała nadzwyczajność tejpracy wyrosła na kompleksach tych,dla którychszczytemosiągnięćkomputerowych jest obsługa edytora,a i tego dobrze nie umieją.- Marianko - przerwał jej Antoni, widząc, że nakręcasięw swoim stylu.- A co właściwie chciałabyś robić, skoronieserwis i nieredakcja?- Nie redakcja byle jakich romansów- uściśliła Marianna.- Jak zajrzysz w moje nazbyt bogateCV, to zobaczysz, że66startowałam jako całkiem sprawny tłumacz zangielskiego.W dodatku, w przeciwieństwie do wielu dzisiejszych tłumaczy, biegle posługuję siępolszczyzną.-Ze też odrazu nie pomyślałam!- zawołała Agnieszka.- Przecież my bez przerwy szukamy tłumaczy, bo szef zmienia ich jakrękawiczki.Marianna wzniosłaoczy do nieba.- A twójszef to nadalLipinski?Agnieszka pokiwała głową.Obie poznały go wDKF-iegdzieś nadrugim roku studiów.- Dziwny gość.Trochę nadęty -przypomniała sobieMarianna.- Mówili o nim, że nie interesuje go nic poniżejNobla.- Już mu przeszło.Od kiedy skończył z pracą naukową,bardzosię zmienił.Przyzwoity facet.- Nadal z tą żoną? - zapytała Mariannai w tym momencie uświadomiła sobie, że to pytanie zadajeostatniowszystkim dookoła, chyba instynktownieszukając potwierdzenia, że jej nowa sytuacjajest właściwie normąw tej grupie wiekowej.- Tak.- Agnieszka pokiwałagłową,myśląc chyba o tymsamym, a możeo czymś zupełnie innym, boniespodziewanie dodała: - Tylko że on nie będzie miał etatu.- To odpada - skwitowała Marianna.-Dlaczego?Siedz na razie tam, gdzie siedzisz, a odnaswez cośnazlecenie.Zobaczymy, jakci pójdzie - zaproponowała Agnieszka.- Bez gwałtownych ruchów.Wystarczy cizmianjak na jeden rok, nie sądzisz?Nie sposóbbyło nie przyznać jej racji.Niesposób byłosię z nią zgodzić.Pół roku po rozstaniu zmężem Marianna wiedziała,że nigdy więcej nie będzieciągnąćniczegotylko dlatego,67. że zmiana może być bolesna.Nigdy więcej nie będzie wy-;obrażała sobie własnych odważnych posunięć po to, by po-3ptem potulnie podwijać ogon.Madość niespokojnegoczeka-nia na rozwój sytuacji.3s"Dlatego, nie pytając nikogo o zdanie, podjęładecyzjęfew ciągu jednej nocy.':,- Terazjuż na pewno nie obudzę się z ręką w nocnikuI-oświadczyła tydzień pózniej, od progu machając matce przedgnosem nowiutką księgą przychodówi rozchodów i pieczątkąSffirmyo nieco pompatycznej nazwie "Redittum".- Odeszłam,,zanim jeszcze przyszło imdo głowy mnie zwolnić.EE- Ależ Marianno, może wcalenie mieli takiego zamiaruH-rzuciła matka, wstawiając wodę na herbatę.- Może zanad-5Stosię pospieszyłaś?{;- Mieli czy nie mieli, grunt, że to już nie moja sprawa.; yWystarczyłymi te trzy miesiące,od kiedyzapowiedzieli re- ^dukcję we wszystkich działach.Dwudziestego dziewiątego, 'kto żyw, uciekał na zwolnienie, reszta łykała walerianę,a jaf,,po dwóch miesiącachdrobnym kroczkiem do szefa i wymó- ' %,wienie na stół.Mówięci,wejściesmoka!A teraz luz.JestemHgjednoosobową firmą, pracuję na zlecenie i wszyscy mogą mig;!naskoczyć.,Marianna przerwała,by wejśćdo toalety.Siadła z rozma-chem nasedesie i z niechęcią wsłuchała się w swójgłos we-;wnętrzny, który oddłuższej chwili uprzejmie pytał, jak dłu-go jeszcze zamierza radośnie tokować o swojej nowej firmie,skoro przyszła do matki w zupełnie innej sprawie.Niecały miesiąc dzieliłjąod dnia, w którym mieli z Pio-"trem sfinalizować ostateczny podział wspólnego majątku.Rozpadający się domek dziadków wystarczyłby jej na spta-"cenie potowy mieszkania.Błogosławiła dzień, w którym pa-ra niesympatycznych staruszków, rodziców matki,niech imsziemia lekką będzie, poczuła nagły przypływ uczuć rodzin-Ulw.: nych iuczyniła ją, "córkę tego drania", swoją jedyną spadkobierczynią.Sęk w tym, że przez pół roku nie zdobyła sięna rozmowę z matką, więc nie miała pojęcia, jakzareagujenadecyzję o sprzedaży jej, bądz co bądz, rodzinnego gniazda.Nie wiedziała też,co właściwie matka myśli o tym miejscu, dawniej zadbanymdośmieszności, dzisiaj - ponurymi zapuszczonym.Nigdy wcześniej nie rozmawiałaz matkąo jejdzieciństwie, orelacjach z rodzicami, nie pytała,dlaczego ani ona, ani jej brat Tadeusz nieodziedziczyli domuw Czerwińsku.Nie rozmawiała,bo nigdy jej to właściwienie zainteresowało.Poczuła się okropnie.Tyle długich wieczorów spędziłana roztrząsaniu egoizmu Piotra, który lata całe żyłswoim życiem i zajmował sięniemal wyłącznie swoimi sprawami.Tyle kosztowało jąukrywanie pretensji do Ireny o to, że nie dość interesuje sięnowym etapemjej życia.W chwili prawdyna sedesie musiała sięprzyznać i do tego, żemiewarównież pretensjedoAgnieszki iAntoniego,którzy ostatnio bardziej interesująsię sobą nawzajem niż nią.No i do tego, że po pół roku samotności jej narcyzm objawił się w całejkrasie.- Marianko, ukradli cię?- zapytałamatka, pukając lekko w drzwi.- Idę, idę - mruknęła.Pospiesznie umyła ręce i zadziornie spojrzała w łazienkowe lustro.Może i jest beznadziejną egoistką.Trudno.- To co słychać poza tym,że wybrałaś los wolnego strzelca?- zapytała matka.- Poza tym?- Marianna starannie zamieszała cukier.- Poza tym do końca miesiąca muszę spłacić Piotra [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl