[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ponieważ wiadomo już było, że drugiego munduru niedostaniemy, ustaliliśmy nieco inny sposób ucieczki.Edek, jako znający dośćdobrze niemiecki będzie esesmanem es-kortującym więznia, to znaczy mnie, najakieś aussenkom-ando,np.Budy, odległe o parę kilometrów od obozu.Wiadomobyło, że takie rzeczy praktykowano dość często,nie rzucałoby się więc tospecjalnie w argusowe oczy SS.Plan był prosty, należało jedynie zdobyć tzw.passiersche-ra.W tym celu próbowałem nawiązać kontakt z gońcem głównejschreibstuby, często kręcącym się w celach służ-bowych na blockfuhrerstubie.Stosunkowo łatwo mógł taki papierek podkraść.Po kilku wstępnych rozpoznaw-czychrozmowach dałem sobie spokój.Ten młody chłopiec nie nadawał się do tego rodzajuroboty.Edek chodził zamyślony i małomówny.Któregoś wieczoru po wizycie udentysty zdecydował się na rozmowę.Wyszliśmy na blok rewirowy, gdzie można byłoo tej porze swobodnie porozmawiać.Ostatnio staliśmy się ostrożniejsi i na blokunie prowadziliśmy żadnych poufnych rozmów.Zaczał mówić szeroko o swym stosunkudo Mali.Zdzi-wiło mnie to, bo dotychczas był na tyle dyskretny, że raczejunikał tego tematu, a w każdym razie nie wynurzał314.się do tego stopnia, jak to czynił w tej chwili.Zna ją tak długo, jest do niejprzywiązany bardzo, żyją ze sobą, a to tak bardzo łączy.trudno mu będzierozstać się z nią, tym bardziej że jest przecież chora na malarię.Gdypomyślę, że prędzej czy pózniej będzie musiała podzielić los wszystkich%7łydów.Teraz jest jej dobrze.Jest nawet pupilką Drechslerki.Wszyscy jąlubią, nawet esesmani.Ale przyjdzie| moment, że pierwsza Drechsler pośle ją dognzau.Tak, co do tego i ja nie miałem najmniejszych nawet wąt-pliwości.Ale doczego Edek dążył, mówiąc mi to wszystko.Domyślałem się, że wymawiając słowo przywiązanie przyznawał się do miłości.Kochał ją, to było jasne.Znałem go.Nie chciał tylko tego powiedzieć wprost.Zawsze krył się z uczuciami, chcącrobić wrażenie cynika.Kochał ją i trudno będzie mu się z nią rozstać.Wiedziałem już, do czego dąży, co go tak nurtuje.Cze-kałem tylko momentu, wktórym zaproponuje udział Mali w ucieczce.Odsuwałem tę myśl od siebie, niemniejbyłem przekonany, że już to postanowił.  Edek, czy Mała wie o naszych zamiarach?  za pyta-łem, z góry przewidując,jaka będzie odpowiedz. Nie! Nie wie jeszcze nic! I to mnie trapi.Nie mogę tak dalej utrzymywać jejw nieświadomości.Nie mogę jej zostawić!. powiedział prawie szeptem. Tobyłoby nieuczciwe z mojej strony.Mala pójdzie z nami! To będzie bardzo romantyczne  próbowałem kpić. Jeszcze jak ja zaproponujęHalinie. Nie bądz śmieszny  przerwał mi. Z Haliną poza flirtem nic cię nie łączy.Wyśmiałaby cię.Zresztą jej nic nie grozi.Jest na kwarantannie, może byćzwolniona nie jest poza tym %7łydówką.Zrozum, że ja wobec Mali mam zobowiązania.Mam pomysł, który łatwy jest do zrealizo-wania.A do tego właśnie potrzebna jestMała.Plan ucie-czki pozostaje nie zmieniony.Dojdzie tylko Mala prze-brana zawięznia.! A przepustka? Przepustka! Przepustkę właśnie bez większych trud-ności zdobędzie Mała.Ona maw każdej chwili wstęp na blockfuhrerstubę, a będąc tam dobrze znana esesmanowiwykradnie przepustkę nie wzbudzając żadnych podejrzeń.Tą przepustką to dał mi prztyczka.Wszystko organizował Edek.Ja nawet tejprzepustki zdobyć nie potrafiłem I na komando wydostać się dotychczas niezdołałem.315.Edziu czyś ty czasem nie zwątpił we mnie? Może już nie liczysz na mnie, dlategoproponujesz takie rozwiązanie? - zapytałem z goryczą w głosie.Nic podobnego!Ale na komando to mógłbyś się już wydostać.Najwyższy czas! Pójdziemy we trójkę.A to ci będzie numer.!  Edek odzyskał już swój dawny wigor,ja tymczasemmiałem coraz większe wątpliwości.Wiesz, plan w zasadzie jest dobry.ale zkobietą?  próbowałem jeszcze go przekonać. Z kobietą w dodatku taką wątłą jakMała, z nawrotami malarii, nie zajdziemy daleko.A przejść trzeba ostrym marszemco najmniej 30 kilometrów.Nie podoła! Albo czy można będzie liczyć naewentualną pomoc ze strony ludzi, którzy rozpoznają w niej żydówkę? Możeteż być rozpoznana jako kobieta je-szcze na terenie wielkiej postenkiety! Edekmachnął lekceważąco ręką.Ryzyko jest wszędzie, a jak się bardzo czegoś chce,wszystkiemu można zaradzić.No, to postanowione!  rzekł widząc, że jużwyczerpałem wszystkie kontrargumenty.Daj grabę! Uścisnęliśmy sobie mocnodłonie.Wracając do swego bloku ciemną lagerstrasse Edek chichotał, coraz topowtarzając w kółko:  A to ci będzie numer! /Rozdział LXXXII Porządkowałem właśnie ogródek przed swoim blokiem, gdy naglezawyła syrena.Inaczej niż zwykle.Zapowiadała nalot.Od strony Zerlegerbetriebewzniosły się wysoko ba-szty zaporowe.Po chwili sztuczna mgła napłynęła odwschodu i spowiła cały obóz.Słychać warkot silników sa-molotowych.Rozszczekały się działka przeciwlotnicze.Odłamki pocisków padały na obóz.Trzeba było schronić się pod okap dachu, wątpliwą zresztą zasłonę przed pada-cymi odłamkami szrapneli.Przelot samolotów trwał już parę minut, gdy w pewnejchwili powietrze zatrzęsło się od huku nisko lecących bombowców.Dał się słyszećświst lecących nad nami bomb, po czym seria bliskich detonacji.Wybuchy bombwydawały się tak bliskie, iż sądziłem, że połowa obozu co najmniej już nieistnieje, a z krematoriów nie ma śladu.Nagle ucichło wszystko i alarm zostałodwo-łany.Gdy mgły się rozeszły, ujrzeliśmy na wschodzie cięż-316.kie czarne dymy.Okazało się, że zbombardowano Bunę.W obozie pojawili sięblockfiihrerzy.Na ich mundurach było znać ślady ziemi z rowów, w których leżeliw czasie nalotu.Przyjemny był to widok.Nieustraszeni to oni byli ale tylkowobec nas, bezbronnych.Teraz energicznie zaś brali się  do pracy", wrzeszcząc ibijąc tych, którzy nie zdążyli im umknąć spod ręki.Na jednym z komand ktoś skorzystał z popłochu i uciekł.Oby tak częściej były te naloty!Edek przyniósł mi do schowania portret Mali, ryso-wany kredką przez jakąśobozową malarkę. No popatrz! Czy ona podobna jest do %7łydówki? Portret dość wiernie odtwarzałładną i miłą buzię Mali.Rzeczywiście trudno było dopatrzyć się semickich ry- sów.Podejrzewałem Edka, że portret przyniósł specjalnie by mnie lepiejprzekonać i rozwiać moje co do niej wątpli-wości.Sylwetki Mali mogłem dobrzenie pamiętać, bo wi-dywałem ją raczej rzadko.Teraz mam czarno na białym.Schowałem portret pod blat stołu, gdzie trzymałem więk szą ilość papierosów iswoje pamiątki: zdjęcie Haliny,sio-stry, grypsy oraz laurki świąteczne iimieninowe od dziewcząt z FKL. A teraz przypatrz się temu dobrze!  mowiąc to Edek wręczył mi duży, ciężkiplatynowy pierścień wysa-dzany brylantami [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl