[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Okropny czas! zawołała okropna myśl! O Boże mój, Lwie Pawłowiczu!bogdajbyśmy byli nigdy nie kosztowali tej trucizny, która się zowiekoniecznością polityczną. Tak jest! tak jest! czas okropny, rzekł minister kręcąc się na fotelu, alenarody zmuszone są.niekiedy przebywać takie epoki.Cóż chcesz, droga pani.potrzeba to zrozumieć, trzeba się temu umieć poddać.trzeba być wyższymczłowiekiem. Wyższym! zakrzyknęła mimowolnie kobieta.a! godziż się to tak nazwać!Mówmy szczerzej.jestli to z korzyścią dla samej Rosji? nie sądzę żebyście wyw to wierzyli, idziecie z prądem rzeki, nie mogąc mu się oprzeć, ale i wydostrzegać musicie, że tymi okrzykami szału i zwycięstwa lecimy do przepaści!%7ładne państwo nie zyskało nigdy zniżając się do roli bezdusznegoprześladowcy.Zapamiętali moskiewscy patrioci mają Rosję za kraj wyjątkowy,który ma sobie stworzyć jakąś zupełnie nową przyszłość, nie mającą żadnejstyczności z cywilizacją, zachodu. Na tym błędzie spoczywa wszystko.wich oczach to co Piotr uczynił dla Rosji jest grzechem.chcieliby powrócić doGroznego i podbijać jak on Nowogród.i Psków.to szaleńcy! Nie widzicieżwy, iż gdy się wyczerpie prześladowanie Polski, pocznie się inne w łoniewłasnego społeczeństwa.że to idzie do rewolucji, do przewrotu.jakiego światnie ma pojęcia, na które w żadnym języku nie ma nazwiska.Lew Pawłowiczspojrzał na nią bystro.zanadto była wymowną aby się po za nią nie domyślałwięcej ludzi tak samo myślących. Między nami mówiąc, dodał cicho, wielu z nas tego co i wy się obawia,Mario Agathonówno, ale woda groble przerwała, a zatrzymać ją teraz trudno.trudno.ona i nas niesie. Polacy nas do tego zmusili, godność Rosji niedopuszczała czynić ustępstw, zwłaszcza pod naciskiem Europy, musieliśmy ztym opołczeniem (pospolitym ruszeniem) wystąpić przeciwko wszystkim.Brońnie jest dobra.ruchawka niebezpieczna.ale mieliśmy nóż na gardle. Po starej naszej przyjazni, rzekł potem, nie dziwuję się, że mi to tak otwarciemówicie.jednakże radziłbym wam.nie odzywajcie się nigdzie podobnie.Nawet ci co może podzielają, przekonanie wasze, nie będą śmieli stanąć wwaszej obronie.Niewielu widzą jaśniej, a ci też milczą zagłuszeni. A! więc nic! nic dla mnie, ani nawet nadziei! zawołała, o! panie mój,przyjacielu, odejmujecie mi ostatnią iskierkę. Nie śmiem i nie mogę sumiennie dawać wam żadnej, rzekł poważniejącminister, boleję nad wami, żal mi nawet Polski i Polaków, ależ sami postawilisię w tym nieszczęsnym położeniu.Rewolucja ich groziła przerzuceniem siędo nas.musieliśmy między nią a sobą postawić tę nieprzełamaną zaporępatriotyzmu, niszczącego wszystko.Kiedy zwierz dziki napadnie jadących.dla ocalenia kilku, spychają mu z wozu najsłabszego na pastwę; i myśmy takuczynili. Tak jest, odparła kobieta, dla uniknienia jednej rewolucji robicie drugą.o!cnotliwi homeopaci! rozśmiała się szyderczo powstając z gniewem.Lew Pawłowicz zmięszał się, zaczerwienił i zadumany począł chodzić popokoju.zagryzając usta. Dajcie mi jego imię i nazwisko, rzekł unikając dalszej rozmowy ogólnej spróbuję, postaram się.Gdy raz wyślą go z Warszawy, któż wie? znajdziemymoże jaki sposób ulżenia jego losowi; wiecie Mario Agathonówno, że niezbywa mi na dobrych chęciach. A! bądzcie człowiekiem nie ministrem, przerwała kobieta chwytając go zaręce, miejcie serce dla nieszczęśliwego.Rosja nic na tym nie straci, wyzyskacie.nie mówcie jak w dzień ukrzyżowania wołali żydzi cóż, że jedenczłowiek umrze za naród swój? Zmierć jednego człowieka ciąży wieki nasumieniu i losach milionów ludzi! Lwie Pawłowiczu.nie odmawiajcie.Minister zmięszał się tym wyskokiem i zarumienił, ale zarazem ostygł znacznie. Zapominacie, rzekł grzecznie ale chłodno, że na nieszczęście tego brzemieniawładzy, które los włożył mi na ramiona, ani na chwilę otrząsnąć nie mogę.Skłonił się, rozmowa była widocznie skończoną, kobieta wyszła smutnazostawując dawnemu przyjacielowi swój adres, który on po jej wyjściu niedbalerzucił na stół. Nie dziwię się, rzekł w duchu, temu parciu Rosji przeciwko polskimżywiołom, ktokolwiek zetknął się z nimi nie wyszedł cało, są zarazliwe, sąnęcące, mają w sobie tajemniczą siłę, przeciw której cała gwałtowność, naszabarbarzyńska, nie może nic. Któż wie, dodał posępnie, pracujemy może na nich i wszystko się to na nicnie przyda.Niekiedy umarli straszniejsi od żywych bywają.Mówiłemzawsze, że inną drogą iść z niemi było potrzeba.nie posłuchano mnie.Próbana wielką skalę.qui vivra verra!I widać było, że ostatecznie nie tyle o losy Rosji mu szło, co o własną skórę.Patriotyzm polakożerczy był w modzie, minister w angielskim klubie odzywałsię z sarkazmami, największe mającymi powodzenie; a po cichu ruszałramionami na całą tę agitację.Jak Augurowie rzymscy, cywilizowani Moskale, spotykając się uśmiechaliniekiedy na cały ten hałas dziki, ale słówko nawet przez usta przejść im nieśmiało.* * *Gdy Amelia przybyła pieszo odwiedzić dawną przyjaciółkę, na samym wstępierozpłakała się naprzód nad swoją niedolą.przechadzka przypomniała jej, że niemiała karety i kamerdynera, to wycisnęło jej łzy.Znalazła Marię we łzachtakże nad odpowiedzią ministra, który zdawał się jej wszelką odejmowaćnadzieję.List był niezmiernie grzeczny, pełen ubolewań i współczucia, alezimny i ostrzegający aby się więcej w tym interesie nie udawała do niego.Biednej kobiecie zawracało się w głowie z rozpaczy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]