[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Boję się, żeby te skarbygłowy mi nie zawróciły. Panie Pawle cicho szepnął Dymitr dajmy im trochę pokój, niech się zsobą poradzą i pocieszą, bo wielka radość jest jak wielkie strapienie, nie bardzozdrowa.Ja do Waści na śniadanie.Jakkolwiek Pawłowi nie chciało się odchodzić, gdy go pod rękę ujął dziadunio,musiał z nim ruszyć do dworu.Hieronim usiadł na ławce z żoną i głęboko sięzadumał.W większym dworze tymczasem oczekiwano niecierpliwie powrotu pana Pawła,a Julia powtarzała, chodząc z panną Hiacynthą po pokoju: Na co to tymludziom! do czego to tej sroczce! prawdziwie, zawszem myślała, że los głupi,ale nie myślałam, żeby do tego stopnia się omylił!Po twarzy pana Pawła poznać było łatwo, że nic nie zrobił; nos miała czerwonyod przymrozku i spuszczony na kwintę, ale przy dziaduniu opowiedzieć nic niemógł.Westchnął tylko. Jakże to Hieronim przyjął? spytała Julia. Zachciałaś Asińdzka odparł stary to dziwny człowiek dosyt z Lachakurki (Dosyć z Lacha kurki), jemu to nie tyle radości co kłopotu narobiło! Zawsze się dostanie takiemu co nawet się nie ucieszy! szepnęła Julia. Ale że użyć potrafi poczciwie, to ręczę rzekł Dymitr.Rozmawiano długo i żywo, a było bo o czym! Tak nagła zmiana położeń, toniespodziane wzniesienie się Hieronima, konieczność przypochlebienia się tym,którymi się gardziło, w głowie obojga państwa Pawłów pomieścić się niemogły; chmurno poglądali, wzdychali i gdyby nie staruszek, mieli wielką ochotęjedno drugiemu wymawiać niepowodzenie, którego doznali.W parę godzin, dawszy Hieronimowi wypocząć po wrażeniu, dziadunio ruszyłdo niego; ale pan Paweł nie puścił go samego, pociągnął także za nim.Zastali oboje Hieronimstwo w pierwszej izdebce, zupełnie spokojnych irozmawiających swobodnie; czoło milionowego spadkobiercy już się byłowypogodziło, znać tylko na powiece żony jeszcze nie zaschłą łzę jakąś.Dziadunio pilnie obejrzał twarze i wyraz ich go ucieszył. No! kochany Hieronimie rzekł Czas na czasu ne stoit (Czas na czasienie stoi), potrzeba ci do Strumienia jechać bo tam czekają na ciebie. Już kazałem zaprzęgać! odpowiedział powolnie gospodarz. A i mnie wezmiesz z sobą; moja szkapa zmęczona dodał Dymitr pojadę z Waszmością. Dobrze, z całego serca. Ja także za bratem pośpieszę odezwał się Paweł ale czy nie lepiejbybyło koczem mojej żony.pojechalibyśmy razem. A mnie kocz na co? ze śmiechem zapytał Hieronim. Juściż tak wózkiem zajechać? Cóż to szkodzi? Zmiać się będą. Niech się śmieją!Paweł poleciał wydać rozkazy zaprzęgania swojej najdyczanki; dziadunio samzostał z obojgiem Hieronimostwem, ale o nic ich nie spytał, nic im nieradził.Hieronim też o spadku nie zagadał, chodził po izdebce zamyślony.%7łona jegokrzątała się około wyboru do drogi.VII.Wszystkich oczy zwrócone były na drzwi, gdy Hieronim wszedł do sali wStrumieniu.Jego prosty wiejski ubiór, gdyż dziedzic milionów Kasztelanica, niezmienił zwyczajnego swego stroju z szarego sukna, twarz ogorzała, czoło zoranepracą i niedostatkiem, dziwnie odbiły się wśród wytworniejszych ubiorów ibiałych lic familii, z nadskakującą witającej go grzecznością.On tu raz pierwszy w życiu był główną figurą, ogniskiem.Niektórzy spojrzelipo sobie i widać było myśl przelatującą po twarzach.Do czego to jemu! co on ztym zrobi!Każdy jednak pospieszył uścisnąć zamuloną dłoń wieśniaka, i starał się jużpozyskać go sobie, wyrazem oczu, ust lub słówkiem słodyczy pełnym.Jakośgorzko to przyjmował Hieronim, którego dusza oburzała się może na te hołdy icześć oddawane bożkowi grosza.Pomimo prostoty ubioru, rubasznych ruchów i wieśniaczego układu, okopostrzegacza byłoby zawsze wyróżniło tę postać, na której malował się nawetbogactwy nie zatruty spokój, szlachetność i wesele poczciwej duszy.Nikt zprzytomnych nie miał tego pogodnego spojrzenia, tej siły w sobie, co on.Niezmieszali go ludzie, nie wbiły w dumę pokłony, nie upoiła woń kadzideł, pozostał czym był.Pierwszy pan Piotr, przystąpił do niego. Hieronimie, rzekł, szczerze ci powiadam, że się cieszę twoimszczęściem; tyś na nie zasłużył.Daj Boże, żebyś użyć umiał na dobre tego, coci los daje.W milczeniu dłoń poczciwą uścisnął przybyły; za Piotrem zbliżać się poczęliwszyscy i witać i winszować i kłaniać.Szmer głuchy panował w salce. Patrzcie, mówił pan Angust Pobiała do Tomasza, Jak to czarodziejskiten pieniądz ludzi formuje.ten Jegomość tak już pewien siebie, tak śmiały,jakby się nieustannie o ludzi ocierał, a jednak ledwie pierwszy raz wylazł zeswojej skorupki. Ale wszyscy się zgadzają na to, że bardzo uczciwy człowiek! Wszyscy co biorą i mają miliony, są nadzwyczaj uczciwi ludzie, zuśmiechem dowcipnym, dodał pan August. I czy to potrafi utrzymać, zarządzić, gospodarować, przerwał kulawyJózef, wątpię! wątpię!Stary ojciec z rozrzewnieniem przystąpił do syna. Widzisz Hieronimku, rzekł ze łzami, ja zawsze ci prorokowałem, że się tozłe, na któreście boleli, odmienić musi.Chwała Bogu, winszuję, błogosławię ci!Nie wątpię, że użyjesz dobrze i o familii nie zapomnisz.Rotmistrz, że to nie był wcale gadatliwy człowiek, a serce miał dobre, przyszedłtylko do Hieronima i pocałował go z obu stron w twarz, ale słowa nie rzekł
[ Pobierz całość w formacie PDF ]