[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Jest tam skarb? zapytał Bjarki, lecz Weles tego nieprzetłumaczył.Miast tego zagadnął: Czy wasz lud uważa ją za bardzouświęconą? Tam są nasi przodkowie.To miejsce przystępu do innychświatów. I to tam zostawia się ofiary? Więcej bogactw, niż możesz sobie wyobrazić. Czyli całkiem sporo stwierdził Weles w swym ojczystymjęzyku.W końcu mam bujną wyobraznię, dodał w duchu. Co powiedział? dopytywał się Bjarki. Wygląda na to, że nie będziemy rozczarowani.Podążyli dalej, a tydzień pózniej, pod sierpem księżyca, ujrzelitę wyspę.Zwit był blady i zimny a wyspa wyrastała z morza nibybezkształtny garb pokryty cienką warstwą śniegu. To tu? Bjarki przystąpił do Welesa. Pasuje, nie sądzisz? Krwistoczerwona skała, tak? Mnie się wydaje raczej czarna. Wysil wyobraznię.Choć nie, lepiej się nie kłopocz zadrwiłWeles.Jeszcze cię głowa rozboli, pomyślał. Po prostu rozejrzyj się,gdzie moglibyśmy przybić do brzegu, dobrze? Książę tam będzie? Chyba już ustaliliśmy, że nie wiem przypomniał Weles.Ale możemy znalezć tam jakąś wskazówkę.Albo coś innego, co namsię przyda.A jeśli nie, to następnym razem, gdy usłyszę, jak ktoś mówio skarbie opodal Ultima Thule, będę mógł rzec temu komuś, że towierutna bzdura, pic na wodę i duby smalone.A może i nie powiem.Może poślę ich tutaj, by, tak jak mnie, przymroziło im rzyć do pokładu.Okręt dopłynął do niewielkiej plaży.Morze było spokojne, więcbez trudu przybili do brzegu.Weles zauważył, że nikt nie wydostaniesię z wyspy bez pomocy.Kilka łódek czekało na plaży na stałym lądziepo drugiej stronie wąskiej cieśniny, atoli żadna na samej wyspie.Weles wysiadł, a w jego ślady poszedł berserk i reszta załogi.Bjarki dzierżył obnażony miecz.Weles zerknął na broń.Podług jegodoświadczenia, w niektórych sytuacjach, miecz bardziej przeszkadzałniż pomagał.Cóż berserk zamierzał zrobić, jeśli dwie setki ujadającychWielorybaków staną do obrony swej świętej wyspy przed najezdzcami?Czy nie lepiej było wyglądać niegroznie? Zwłaszcza i szczególnie wtedy, gdy w istocie miało się złe zamiary.Jęli gramolić się pod rdzawe zbocze z sypkich kamieni.Welespomyślał z przekąsem, że Wielorybacy wybrali sobie wielcenieszczęsne miejsce na wrota do krain ich bogów.Nieraz już odwiedzałróżne święte miejsca i niektóre z nich były bardzo przyjemne skąpanew słońcu ogrody, a nawet winnice.Zadrżał.Chciał jak najszybciej się stąd wydostać atoli nieprzed znalezieniem tego, po co tu przybył. Aha! zakrzyknął berserk. Może i miałeś rację, Welesie.Podniósł z ziemi przedni płaszcz ze skóry renifera. To będzie warteniezłą sumkę, jak już brud zeskrobiemy.Weles zmierzył płaszcz wzrokiem.Był dobrze uszyty istosunkowo nowy.Zaiste, przyzwoitą cenę by za niego dostali, choć onsam bardziej się skłaniał do założenia go teraz dla ochrony przedchłodem.Pogładził futro i coś przylepiło mli się do ręki.Krew. To, jak zwykła mówić moja matula odezwał się tragedia,nie plama, bardzo trudna do wyczyszczenia.Do tego zaschnięta.Dużoza to nie dostaniemy.Poszli dalej i znalezli jeszcze parę rzeczy.Bębny i buty, ubraniai saki.Wszystkie zbroczone krwią.Potem natknęli się na pierwszeciało.I kolejne.I jeszcze jedno.Straszliwie pokiereszowane, co dojednego. Bogactwo trupów skomentował Bjarki skarbnica rzezi.Weles mógłby się kłócić o dobór słów, ale nie o odczucie.Górna część wyspy była wręcz usiana trupami. Lord Odyn niezle się tu zabawił dodał Bjarki.Na głowiemiał wilczą maskę.Wyglądał cokolwiek idiotycznie, bo sięgała muledwie za usta. Co racja, to racja przyznał Weles.Rozejrzał się wokół iucieszył, że oddał maskę berserkowi.Ktokolwiek, lub cokolwiek,urządził tę krwawą jatkę, najwidoczniej wolał zabijać ludzi ozwierzęcych twarzach.Naliczyli ze trzydzieści trupów, a raczej tego, co zostawiły znich ptaki.Tu sterczał wilczy nos, tam olbrzymi dziób.U nóg kupcależały spiczaste uszy białego zająca.Weles mógł odczytać, co się tustało.Ci ludzie porzucili płaszcze i bębny w popłochu, nie chcąc, bycoś wadziło im w ucieczce.Odkopał jedną z leżących masek.Wciąż była w niej głowa. Wygląda na to, że ktoś nas ubiegł skomentował Bjarki choć zostawił dość futer.Niezawodnie mieli okręt zbyt obciążonyzłotem.Był bardziej przyzwyczajony do takich widoków niż Weles,tedy jął kluczyć między trupami, podczas gdy kupiec wstrzymał oddechi próbował wziąć się w garść.Weles rozejrzał się na boki.Wolał sięupewnić, że tego czegoś lub kogoś odpowiedzialnego za masakrę,nie było na wyspie.Ciała nie wyglądały na leżące tu bardzo długo, akruki wciąż miały niezgorszą wyżerkę.Jeden dziobał trupa tuż obok,obserwując Welesa; sam zewłok zresztą zdawał się na niego gapićprzez oczodoły maski jelenia.Kupcowi zupełnie mu się to niepodobało, tedy przepłoszył ptaka.Jego przeświadczenie o nieistnieniusił nadprzyrodzonych zawsze była najsilniejsze przy ognisku, gdzie piłz druhami, bardziej niż w takiej dziczy.Załoga rozproszyła się po wyspie, chcąc zagrabić to, coniezagrabione.Tu czy tam znajdywano pojedyncze futro czy nóż, atoliWielorybacy byli bardzo biednymi ludzmi.Ich bębny mogą być trochęwarte, analizował Weles.Zawsze można im je odsprzedać lubzaofiarować jako dziwo na dworach południa. Tu jest twój skarb! To był głos Bjarkiego, który krzyczałgdzieś z dołu zbocza, od strony morza.Weles nie mógł wypatrzyć, skąd dochodzi nawoływanie.Poszedł w dół.Ta rzez musiała być jakimś rodzajem zbiorowej ofiary,pomyślał. Niezgorszy biot, nie? rzekł Bjarki, jakby czytając w jegomyślach. Stary król Hrutr poświęcił niegdyś dziewięciu niewolnikóww dzień przesilenia letniego, ale to bije jego wyczyn na głowę i zadrazem, jakby nie patrzeć. Wskazał na jaskinię. Tam, w dole.Spójrz.Weles zmrużył oczy i spojrzał w mrok.Nie widział niczego.Ogarnął go niepokój.Zastanawiał się, czy Bjarki aby nie próbuje gozwabić w ciemność jaskini, by tam go zabić.Nie.Berserk nie miałbyskrupułów przez rozpłataniem mu czaszki w biały dzień, na oczachjarmarcznego tłumu, jeśli naszłaby go ochota.Jeśli Bjarki chciałby goubić, już dawno byłoby po nim. Ty coś widzisz? Bo ja nie bardzo.Bodwar Bjarki wyjął zgaszoną żagiew z rąk trupa, lekko iostrożnie, jak gdyby ten człek wciąż żył, i podał ją kupcowi.Welesskrzesał iskrę na trochę strużyny, którą dobył z saka, i przyłożył dogłowni.Pochodnia się rozpaliła, a oni zeszli w dół
[ Pobierz całość w formacie PDF ]