[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Lucy i Adam na werandzie czytali o porodzie i ćwiczyli oddychanie, któregonauczyła ich Amy, i co wieczór czekali, aż Riley ich pochwali.Byli odniego zależni.Wcale nie, żadne z nich nie jest od niego zależne, pomyślał któregośdnia.Bo jest Peppa.Rozjaśniała cały dom, a jej pogoda ducha udzielała sięwszystkim.Oprócz niego.Bał się,, że jeśli wpadnie w ten słodki zmysłowywir, skończy tak jak kiedyś, gdy poznał Marguerite.Być może brakowałomu odwagi, by to sprawdzić.Czwartkowy wieczór.Riley stał na plaży, spoglądając na dom.Przez125RLTniezasłonięte okno widział, jak siedząc na kanapach, oglądają telewizję.Gdywychodził, Peppa robiła popcorn.Widział, jak teraz podają sobie salaterki.Isię zaśmiewają.Niedługo wróci do domu, bo jest tam potrzebny.Musizastanowić się, co zrobić z Lucy, musi obejrzeć dziecko Amy.Jestprzydatny.Jest.kochany? Nie.Miłość to ułuda.Przytrafia się innym, nie jemu.Jemu na niej nić zależy.Ma wszystko: pacjentów, fale, niezależność.Znajdzie lokum dla Lucyi Adama, a w przyszły czwartek wywiezie Amy do Dry Gum.I wtedy Peppasię wyprowadzi.W jego życiu znowu zapanuje spokój.Gdy raz jeszcze zerknął w stronę domu, przyszło mu do głowy, że i onmógłby tam siedzieć.Peppa.Dziecko na workach złota.Syreni śpiew.Trzymaj się z daleka jak najdłużej.Sobotnie popołudnie.Riley siedział w biurze pogotowia nie dlatego, żemusiał, ale dlatego, że trzy kobiety, dwóch mężczyzn i jeden noworodekwygrzewali się na jego werandzie.To jeszcze nie pułapka, ale on tak toodbierał.Będą rozmawiali o dzieciach.Nic tam po nim.Nie było teżnajmniejszego powodu siedzieć w biurze, bo przecież w razie czegowyciągnięto by go z domu.Ale gdy odezwało się radio, z uczuciem ulgiprzeszedł na odbiór.- Dzieciak utknął w skalnej szczelinie na wschód od McCarthy sSound. Harry sprawiał wrażenie przerażonego, co było do niegoniepodobne. Idzie przypływ, woda już się podnosi.Wzywam Peppę.Startuję za dwie minuty z wami albo bez was.- Ojciec starał się go wyciągnąć, ale upadł i skręcił kostkę. Na126RLTpokładzie Harry zapoznawał ich z sytuacją. Tamtejszy klub wspinaczkowyusiłuje skrzyknąć swoich ludzi, ale na razie nikogo nie ma, a woda corazwyżej.Podobno dzieciak jest już poniżej linii przypływu.Z góry zobaczyli grupkę ludzi na wierzchołku klifu, samochódpolicyjny i karetkę.Nawet z tej odległości rozpoznała ojca.Ktoś go trzymał,a on, klęcząc na krawędzi, coś krzyczał.Podjechał drugi samochód.Kobieta z dziećmi.Nie słyszała jegokrzyku, ale mogła to sobie wyobrazić.Pod nimi fale rozbijały się o najeżony skałami brzeg.Gdzieś wśródnich leży dziecko.- Ma osiem lat, a na imię Mickey.- Jak będę się spuszczał, przydałyby mi się wskazówki odezwałsię Riley. Dajcie mu radio i niech ktoś go trzyma.Tylko on potrafipowiedzieć, gdzie jest ten mały.Peppa, ty jesteś szefową.Pełna kontrola.Potrafisz.Na pewno? Na pewno.Przełknęła ślinę.- Chyba w to nie wątpisz? żachnął się Harry. Albo przejdz naprzód i siądz za sterami, a ja wezmę wciągarkę.- Biorę wciągarkę powiedziała Peppa bo nie czuję się zbytpewnie w roli pilota.- Człowiek nie wie, co potrafi, dopóki nie spróbuje odparłsentencjonalnie Riley, patrząc jej w oczy. Przyjęliśmy cię do zespołu, bojesteś dobra, więc teraz masz szansę się sprawdzić.Jeszcze nigdy pięć minut tak się jej nie dłużyło.Znajdowali się bardzoblisko klifu.Policja nakazała zebranym na wierzchołku się odsunąć, gdyHarry sprowadził maszynę jak najniżej, by lina z Rileyem jak najmniej siękołysała.127RLTW radiu rozległ się zduszony głos ojca.- Ten duży głaz trochę na północ, jeszcze kilka metrów.Tak,tam.Między tym i tym płaskim.Boże, fala.Riley już leżał na brzuchu na płaskim głazie wskazanym przez ojca izaglądał w szczelinę.- Mickey! Usłyszeli w słuchawkach jego głos.- R.ra.ratunku.- Złapiesz linę, którą ci zrzucę? To jest uprząż.- Nie mogę.Jedną rękę mam za plecami.Nie mogę.Klnąc jak szewc, Riley wciskał się w szczelinę.- Trzymaj się, stary, trzymaj!Kolejna fala i zdławiony krzyk.- Boże.Nie może go dosięgnąć! Czysta strata czasu.Nie wyciągnie tegodzieciaka.Nie ma wyboru, jest tylko jedno wyjście.Prosić ją.- Peppa? Ledwie rozpoznała jego głos.Chwilę wcześniejwidziała, jak zniknął pod wodą.Już myślała.- Jestem. Zbierało się jej na wymioty.- Dzieli mnie od niego pewnie metr.Szczelina jest za wąska, amoja klata za szeroka.Ostatnia fala przeszła już nad nim, a ja o mało się niezaklinowałem.Harry, wez z klifu któregoś z policjantów do wciągarki.Peppa, jesteś mi potrzebna tu, na dole.Nie boisz się zejść do niego? Jeszczepięć minut, a będzie po nim.Zrobisz to?- Tak odparła bez cienia wahania.- Jasne, że może mruknął Harry. Chase, zdejmuj uprząż.Musimy ubrać Peppę.Prosić ją o coś takiego.128RLTAle nie miał wyboru.Prosić o to kogokolwiek.- Już do ciebie schodzimy zawołał do chłopca, niepewny, czydzieciak go słyszy. Trzymaj się! Idzie po ciebie Peppa.Leżał na półce bez uprzęży, więc w każdej chwili mogła go zmyć fala.Poniżej dziecko uwięzione w szczelinie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]