[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Uważała, że dobrze robi na węch.Tak naprawdę byłodokładnie na odwrót, bo tylko owca obdarzona wyjątkowym poczuciem węchu mogła znalezćmysie ziele wśród tysięcy smacznych ziół na rozległym kobiercu zapachów.Sir Ritchfieldanajbardziej kusiły rośliny z dużymi liśćmi i jeśli nawet przez pomyłkę zjadł wraz z nimi kępkęszczawiu, zupełnie mu to nie przeszkadzało.Sara szczawiu nie znosiła.Bystra uwielbiała ziołaniskie i aromatyczne, jak na przykład owcze ucho czy słodki dziurawiec.Cordelia, której niechciało się schylać, zjadała najpierw owies.Biały Wieloryb jadł wszystko bez wyjątku.Kiedywracali na łąkę po dłuższej nieobecności, wystarczyło jedno spojrzenie na dokładnie wyjedzoneścieżki i od razu było wiadomo, kto gdzie się pasł.Nocne pojadanie przypadło Zorze do gustu.Wprawiło ją w dobry nastrój, radosny i filozoficzny, jednocześnie refleksyjny i zachęcający dodziałania.Idealny nastrój na opowieści.Była jedyną owcą w stadzie, która nie tylko lubiła ichsłuchać, ale i je układała, przynajmniej od czasu do czasu.Nie były to opowieści skomplikowane,ot, dwie, trzy powiązane ze sobą myśli.Ważne w nich były nie wydarzenia, tylko to, jak się na tewydarzenia patrzyło.Opowieści te pomagały jej zrozumieć galopujący wokoło świat i to, co się nanim działo.Była przekonana, że są dobrym sposobem na pokonanie otchłani pod skałami.Dlatego teraz opowiedziała sobie opowieść Białego Wieloryba.Opowieści Wieloryba należały dojej ulubionych.Biały Wieloryb chciałby zjeść rosnące nad przepaścią ziele, ale ma lęk wysokości.Niełatwo jest skupić się na opowieści, której głównym tematem jest coś, co się nie dzieje.Ale onamiała w tym wprawę.Wieloryb stał na skraju urwiska, tuż nad skalną półką.Oczywiście udawał, żeciekawi go widok.Wiatr wiał od morza i wyczuwała jego przyjemny zapach.Skupiła się na wietrze,który igrając w jego runie, tworzył na nim małe fale, popychał go łagodnie w stronę przepaści itrochę go denerwował.W jej opowieści pogoda była oczywiście dobra.I oczywiście krzyczały wniej mewy.Zapadał wieczór.George siedział na schodach przyczepy z fajką w zębach.Niewiedział, że plażą idzie dwóch turystów, uginając się pod ciężarem wielkich plecaków.Jeden znich zauważył ją na półce i wskazał drugiemu.Zafascynowany nimi Wieloryb zrobił mały krok wstronę przepaści.Pozostałe owce pasły się nieco dalej.Otello przestał jeść.Zdumionyobserwował Wieloryba.Inteligentny jest, pomyślała Zora z opowieści.Nie tak inteligentny jakpanna Maple, ale inteligentny.Wszystko widzi.Tak myślała w swojej opowieści.Ale nie byłapewna, o czym myśli w opowieści on, czarny baran.W tle pasły się Bystra i Cordelia.A za Bystrą,daleko z tyłu, stał.Zora nie mogła uwierzyć własnym oczom.W miejscu, gdzie łąka dochodziłado drogi, stał rzeznik, rzeznik, który wcale nie pachniał.Miał tylko jedno oko, dokładnie pośrodkuczoła i okiem tym patrzył z wściekłością na Wieloryba.Zora potrząsnęła głową.Nie była to opowieść, która pomogłaby owcy wygrać z otchłanią.I co wtej krótkiej, prostej historyjce robił rzeznik?Podniosła łeb i w ostatniej chwili otrząsnęła się z zadumy.Niewiele brakowało, bo stała nasamym skraju Miejsca.Najwyższa pora ruszyć w inną stronę.Przyjrzała się krytycznie Miejscu.Było chyba mniejsze niż poprzednio.Już miała zawrócić, gdy wtem zobaczyła, że z ciemności po drugiej stronie Miejsca obserwujeją jakaś owca.W normalnych okolicznościach przeszłaby nad tym do porządku dziennego.Jeślichodziło o jedzenie, zawsze była bardzo logiczna: jedząc, trzeba skupić się najedzeniu, a nie narozpraszających uwagę drobiazgach.Ale w obserwującej ją owcy było coś dziwnego.Może nawetgroznego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]