[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Cóż zanaiwne założenie, pomyślał.- Och rzeczywiście się kochali - powiedział.- Kiedy jedno z nich było w ActonPark drugie bawiło w Londynie.Zmieniali się.Rzadko spędzali w swoim towarzystwiewięcej niż kilka godzin.Chociaż chyba powinienem być wdzięczny, że podczas swegomałżeństwa spotkali się przynajmniej trzy razy.W przeciwnym wypadku mogłoby niebyć na świecie mojego brata, mojej siostry i mnie.Ostrożnie łączyła oba końce girlandy.- Panowały między nimi nadzwyczaj poprawne stosunki - ciągnął.- Właściwiebardzo typowe dla związków z wyższych sfer.- Jak cynicznie to zabrzmiało - zauważyła.- Cierpiał pan, że żyli niemal wseparacji? - A niby dlaczego? - Wzruszył ramionami.- Nawet cieszyliśmy się znieobecności ojca.Był gwałtownikiem, tak jak my i nie dawał się wywieść w pole.Często wymierzał nam karę dyscypliną, którą trzymał w gabinecie.Zawsze za jednodziękowałem losowi.że ulubieńcem ojca był mój brat i dlatego otrzymywał cięgiznacznie częściej ode mnie.- Matka była łagodniejsza? - spytała.- Nudziliśmy naszą matkę - odparł.- A może tylko nudziło ją życie na wsi.Niewidywaliśmy jej często, przynajmniej mój brat i moja siostra.Ja miałem więcejszczęścia.Kiedy trochę podrosłem, zabierała mnie ze sobą do Londynu.- Musiał pan to lubić - stwierdziła Viola.Nienawidził tego.Przez to wcześnie siępozbył dziecięcych złudzeń.Wydawało mu się, iż zawsze wiedział, ze ojciec ma trzy kochanki.Tresham iAngie nie mieli pojęcia, że uboga krewna, mieszkająca w Dove Cottage w ich majątku,tak naprawdę była tylko jedną z faworytek ojca.Naturalnie dlatego nie pozwalanodzieciom jej odwiedzać, chociaż domek stal u stóp ukochanych przez nich lesistychwzgórz i blisko stawu, gdzie kąpali się latem wbrew surowym zakazom.Nie przypuszczał natomiast, póki nie pojechał do Londynu z matką, którąubóstwiał, że ona też ma kochanków.Cała armia młodzieńców gromadziła się w jejubieralni każdego ranka i wieczora, by asystować przy toalecie a potem towarzyszyćjej na rautach i przyjęciach podczas londyńskiego sezonu towarzyskiego.Kilkuprzyjaciół darzyła specjalnymi względami i dzieliła z nimi łoże chociaż nigdy wewłasnym domu.Nie była prostaczką.Wcześnie się dowiedział, ze niewierność zarówno żon jak i mężów jest czymśpowszechnym wśród ludzi z wyższych sfer.A przysięga małżeńska, którą panna młodai oblubieniec składali podczas uroczystości zaślubin, to farsa.Zawierano małżeństwa,kierując się względami finansowymi i dynastycznymi.Ferdynanda to nie interesowało.Na samą myśl o małżeństwie dostawałmdłości.I w przeciwieństwie do panny Violi Thornhill nie wierzył w miłość i zaufanie.Och kochał Treshama oraz jego żonę i dzieci.Kochał Angie i nawet lubił Heywarda.Ale nie ślepo, jak kochała i ufała panna Thornhill.Może po tym rozczarowaniuprzestanie być taka naiwna i nauczy się wierzyć tylko sobie.- Owszem, uwielbiałem wyjazdy do Londynu - odparł z ironią, Wyglądało na to,że nie mają sobie już nic więcej do powiedzenia.Ferdynand patrzył w milczeniu na Viole.Był zły na siebie.Przyszedł, żeby porozmawiać o jej przyszłości, powziąć jakieś ostateczne decyzje w sprawie jejwyjazdu.Zamiast tego wspominali dzieciństwo.Lekki wietrzyk poruszał małymiloczkami na karku dziewczyny Ferdynand poczuł absurdalną chęć odgarnięcia ich izłożenia w tym miejscu pocałunku.Szybko stłumił pokusę.- Co zamierza pani zrobić z girlandą ze stokrotek? - Podniósł się z ziemi.Spojrzała na kwiaty, jakby dopiero teraz je zauważyła.- Och, - Zmieszała się.Podał jej rękę i pomógł wstać.Wziął wianek i włożył go jej na głowę.- Moja hoża, sielska dziewczyno - mruknął i nachylił się, żeby pocałować Violew usta.Szybko cofnął głowę, ale oczywiście, za pózno.W jakiego cholernego głupcazmienił się na te krótką chwilę?Rumieńce wystąpiły jej na policzki, oczy błysnęły.Czekał aż wymierzy mupoliczek.Cóż, zasłużył na to.Ale ręce trzymała wzdłuż ciała.- Lordzie Ferdynandzie - powiedziała głosem zimnym i drżącym.- Może panwierzyć, ze Pinewood należy do pana.Ale ja nie stanowię jego części.Jestem paniąsamej siebie Już to mówiłam, ale powtarzam na wszelki wypadek.Nie należę dożadnego mężczyzny.Należę tylko do siebie.Odwróciła się i ruszyła na przełaj, w górę stromego brzegu.Wkrótce zniknęła zoczu.Do diabła, pomyślał Ferdynand.Cóż za szatan mnie opętał? Moja hoża sielskadziewczyno.Każde słowo osobno wystarczy, by krzywił się przez tydzień.Boże, alenaprawdę zmieniła się na jego oczach.W jednej chwili była wiejską dziewczyną wwianku ze stokrotek, w następnej wyniosłą damą.Nagle pożałował, że nie potrafi być taki bezwzględny i zdecydowany jakTresham.Ta kobieta wyjechałaby jeszcze wczoraj, dziś już by o niej nie pamiętał.Jak, do diaska, ma się jej pozbyć?Zaczął iść ścieżką nad rzeką, zły na siebie, że nie tylko niczego nie załatwił, alejeszcze zagmatwał sytuację.Powinien usiąść i pomyśleć przez kilka godzin.Ułożyćplan.A potem go wprowadzić w życie.Ale jak tylko przekroczył próg domu, wiedział,że nie dane mu będzie spokojnie się zastanowić - przynajmniej na razie.W holu zastałmnóstwo ludzi [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl