[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.%7ładne z nich nie odezwało się więcej, póki kariolka niezatrzymała się u frontowych drzwi jej domu.Kiedy tylkoStanton pomógł jej, a potem Helen, wysiąść z powozu,Noleville uchylił kapelusza, powiedział:  %7łyczę miłego dnia , iruszył z powrotem.Nie fatygowała się odpowiadaniem mu, tylko stanowczymkrokiem weszła do środka i po schodach na górę, z pokojówkąidącą tuż za nią.- Co za głupota - burknęła pod nosem, nie będąc pewna,czy ma na myśli Rogera Noleville'a, czy samą siebie.- Szybko poszło - odezwał się Zachary, wychylając głowę zpokoju bilardowego.- Tak, chyba tak.Popełniłam błąd, zadając szczerepytanie.Jej brat wyszedł krok dalej na korytarz.- Jak szczere?- Och, nie martw się, to nie było nic skandalicznegoani nic w tym rodzaju.Chodziło o kwestię władzy i wolności.- Dobry Boże, Nell, oczekuje się od ciebie, że będzieszrozmawiać o pogodzie i o tym, kto się do kogo zaleca.Nie otraktatach dotyczących wolnej woli.Zrobiła kwaśną minę.- To nawet nie było to.I jego odpowiedz była niezbytpomocna.Powiedział mi, że potrzebna mi miętowa herbata idrzemka.Zachary roześmiał się.- Gdybym ja ci to powiedział, próbowałabyś podbić mioko.263 - Oboje oczu.A teraz zostaw mnie samą.- Tak, milady.Jednak zanim zdążył zniknąć, Eleanor przypomniałasobie obietnicę dotyczącą towarzystwa.- Zach?Ciemne włosy i szare oczy raz jeszcze wyłoniły się zzadrzwi.- Tak?- Czy będziesz mi towarzyszył dziś wieczór na obiedzieu Goldsboroughów?- Och.Ach, oczywiście.Eleanor wsparła ręce na biodrach.- A teraz co?- Nic.Miałem zamiar pójść do klubu i pograć wfaraona, ale mogę to zrobić jutro wieczorem.Pojawiła się druga głowa, bardzo podobna do pierwszej, zwyjątkiem nutki zieleni w jasnoszarych oczach.- Ja cię zabiorę.Skinęła głową.- Dziękuję, Shay.- On zaofiarował się tylko ze względu na kucharkęGoldsboroughów - wtrącił Zachary.- Co takiego? - Unosząc brwi, Eleanor, spojrzała naśredniego z braci Griffinów.- Kucharkę?- Do licha, Nell, pani Neal ma przynajmniej zdziewięćdziesiąt lat.To za jej czekoladowymi deseramiprzepadam.A teraz, jeśli mi wybaczysz, zamierzam zabićZacharego.- Czy mógłbyś wstrzymać się z tym godzinę czy dwie?Chciałabym, żeby zabrał Peep i mnie do muzeum.On możesobie pooglądać posągi.- Ha, ha.Shay minął ją, każąc sobie podać surdut.264 - W takim razie ja też jadę.* * *Valentine siedział przy biurku, a przed nim namahoniowym blacie leżały rozłożone cztery zaproszenia.Obiad, recital i dwa pomniejsze przyjęcia.Wszystkie tegowieczoru, i wszystkie mniej więcej w tym samym czasie.Odrzucił recital.Wedle wszelkiego prawdopodobieństwatam najtrudniej byłoby spotkać Eleanor Griffin i tozaproszenie było dla niego najmniej zachęcające ze wszystkichczterech.A zatem tam właśnie powinien udać się dziświeczorem.Oczywiście, znał też mrowie klubów, gdzie mógłbyspędzić parę godzin.Kluby miały także dodatkowy plus wpostaci alkoholu i kart - oraz braku młodych dam z dobrychdomów.Krzywiąc się, strącił z biurka zaproszenie na recital.Zaproszenie do klubu wyglądało zdecydowanie atrakcyjniejniż na dwie godziny piskliwych dzwięków altówki albo waleniaw fortepian.Kiwając głową, zgarnął pozostałe trzy zaproszeniana kupkę i wrzucił je do górnej szuflady.Jednak gdy jużprawie miał wstać, wstrzymał się i znowu usiadł.Może i mógł oszukiwać wszystkich innych, ale dawnotemu przestał próbować tej sztuczki wobec samego siebie.Poza tym, że przynosiła przeciwny skutek, nigdy nie działała.Musiał więc przyznać, że nie stara się unikać spotykaniaEleanor ani nie próbuje ustrzec się przed jej upartymczepianiem się czy histeryzowaniem po fakcie - takich rzeczyzazwyczaj gorąco unikał.Teraz miał po temu jeszcze lepszypowód, gdyż ujrzenie jej dzisiaj w parku z RogeremNoleville'em było jak uderzenie obuchem prosto w pierś.Biorąc pod uwagę, jak paskudne było to doznanie, zupełnienie pojmował, dlaczego znowu pragnie ją zobaczyć.Ale tak265 właśnie było, więc dziś wieczorem nie wybierał się do żadnegoprzeklętego klubu.- Wariat z ciebie, Valentine - mruknął, otwierającszarpnięciem szufladę i ponownie wyjmując na światłodzienne trzy zaproszenia.Wszystkie trzy miejsca byłyprawdopodobne, gdyż Griffinowie znali wszystkich gospodarzyi zostaliby zaproszeni na wszystkie trzy przyjęcia.Burcząc pod nosem, chwycił jedno z nich, a pozostałedwa wepchnął do kieszeni [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl