[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- I otwórz umysÅ‚.- KÅ‚adÄ™ rÄ™ce po obu stronach jego twarzy.PoddÅ‚oÅ„mi wyczuwam wystajÄ…ce koÅ›ci policzkowe, teraz, po metamorfozie,jakby jeszcze wyrazniej wyrzezbione.Opuszkami odszukujÄ™ lekkie wgÅ‚Ä™-bienie na skroniach i naciskam w tym miejscu.PrzekazujÄ™ mu w myÅ›lachcaÅ‚Ä… niewiarygodnie piÄ™knÄ… scenÄ™.PokazujÄ™ mu Drzewo dokÅ‚adnie tak, jakje zapamiÄ™taÅ‚am, cudowne i majestatyczne.212 - O rany - mówi Jude i wzdycha.- To musiaÅ‚o być.naprawdÄ™ coÅ›.- Patrzy na mnie zachwycony.Kiwam gÅ‚owÄ… i chcÄ™ zdjąć dÅ‚onie z jego twarzy, on jednak mocno jeprzytrzymuje.- MuszÄ™ już iść.- PróbujÄ™ siÄ™ odsunąć, ale on trzyma mnie jeszczebardziej stanowczo.- Ever.Doskonale znam ten peÅ‚en cierpienia ton.PatrzÄ™ na niego.Ma na sobie dopiero co wyprany podkoszulek i dżin-sy; z jego skóry bije zapach mydÅ‚a, Å›wieżego powietrza i oceanu.Wiem,że postaraÅ‚ siÄ™ tak dla Honor, nie dla mnie.- JesteÅ› szczęśliwy, Jude? - Mam gorÄ…cÄ… nadziejÄ™, że nocna gwiazdaspeÅ‚niÅ‚a moje życzenie i daÅ‚a mu szczęście, a przynajmniej, że wszystkoku temu zmierza.Jude patrzy na mnie przeciÄ…gle.Tak dÅ‚ugo, jakby wcale nie zamierzaÅ‚odpowiedzieć na moje pytanie.W koÅ„cu jednak opuszcza rÄ™ce i wciskaje w kieszenie.- PracujÄ™ nad tym.- Wzrusza ramionami.- Chyba niewiele mi bra-kuje.A ty?Otwieram usta, żeby wykrÄ™cić siÄ™ jakÄ…Å› oglÄ™dnÄ…, wymijajÄ…cÄ… odpo-wiedziÄ…, takÄ…, jakiej zwykle udziela siÄ™ na konwencjonalne pytania typu Jak siÄ™ masz?.Po chwili jednak dochodzÄ™ do wniosku, że skoro JudeodpowiedziaÅ‚ mi szczerze, to ja powinnam zrobić to samo.Nie oznaczato oczywiÅ›cie, że wiem, co powiedzieć.MuszÄ™ przyznać, że od dÅ‚uższe-go czasu nie zastanawiaÅ‚am siÄ™ nad wÅ‚asnym szczęściem.Owszem, przeszÅ‚am wszystkie napotkane po drodze próby.WypeÅ‚ni-Å‚am swoje przeznaczenie.WyglÄ…da na to, że pod pewnymi wzglÄ™damizrealizowaÅ‚am siÄ™ w stu procentach.Nie da siÄ™ jednak ukryć, że brakujebardzo ważnej części skÅ‚adowej mojego szczęścia.A wÅ‚aÅ›ciwie dwóch:jednej superważnej, drugiej tylko trochÄ™ mniej.Zamierzam siÄ™ nimi za-jąć, kiedy tylko pożegnam siÄ™ z Jude'em.- Mnie też niewiele brakuje - mówiÄ™ w koÅ„cu i uÅ›miecham siÄ™ prze-lotnie.- CoÅ› mi mówi, że jestem tuż-tuż.213 Zaczynam odwracać siÄ™ ku samochodowi.- Ever, zaczekaj.- Jude Å‚apie mnie za ramiÄ™.SpoglÄ…dam na niego.- ChciaÅ‚em ci tylko powiedzieć, że.nie masz racji.Mrużę oczy.Nie mam pojÄ™cia, o czym mówi.- To nieprawda, że tylko o to mi chodziÅ‚o.Nie tylko.Przede wszyst-kim próbowaÅ‚em pokrzyżować Damenowi plany, bo mnie samemu natobie zależaÅ‚o.I nadal zależy.- Wzrusza ramionami i próbuje siÄ™ roze-Å›miać, ale najwyrazniej nie jest mu do Å›miechu.- PamiÄ™tasz, co mi po-wiedziaÅ‚aÅ›, kiedy siÄ™ poznaliÅ›my?MarszczÄ™ czoÅ‚o.Czego to ja wtedy nie mówiÅ‚am.UrzÄ…dziÅ‚am muniezÅ‚y seans czytania z dÅ‚oni i podsumowaÅ‚am caÅ‚Ä… jego przeszÅ‚ość, aprzynajmniej tÄ™ najmniej odlegÅ‚Ä….- PowiedziaÅ‚aÅ›, że mam tendencjÄ™ do zakochiwania siÄ™ w zupeÅ‚nieniewÅ‚aÅ›ciwych dziewczynach.A wiÄ™c o to chodzi.- RzeczywiÅ›cie.MiaÅ‚aÅ› racjÄ™.- Znowu siÄ™ Å›mieje, tym razem niecopogodniej, z optymizmem.- SkÄ…d mogÅ‚aÅ› wiedzieć, że caÅ‚y czas zakochi-waÅ‚em siÄ™ w jednej i tej samej dziewczynie.W tobie.PrzeÅ‚ykam gulÄ™ w gardle.CoÅ› niepokojÄ…co Å›ciska mnie w żoÅ‚Ä…dku.- Zawsze liczyÅ‚aÅ› siÄ™ tylko ty.- Patrzy na mnie ze smutkiem.Powoli odwracam siÄ™ do samochodu.Nie mam pojÄ™cia, jak siÄ™ za-chować, ale na szczęście Jude rozÅ‚adowuje atmosferÄ™.- To co myÅ›lisz o Honor?Przez chwilÄ™ patrzymy sobie w oczy.- Tak serio?Jude przytakuje i przesuwa dÅ‚oniÄ… po gÅ‚owie tak samo jak wtedy, gdymiaÅ‚ tam jeszcze zwoje dredów.Teraz jego dÅ‚oÅ„ nie znajduje punktuzaczepienia i opada z powrotem.- PowiedziaÅ‚aÅ› mi wtedy, że jeÅ›li jestem na tyle niemÄ…dry, że pytam,to ty bÄ™dziesz na tyle niemÄ…dra, że mi odpowiesz.- Zmieje siÄ™ szeroko.214 - Tak, serio.A co mi tam.Dawaj.Co myÅ›lisz o Honor? Albo inaczej:jakÄ… widzisz przed nami przyszÅ‚ość? Mamy w ogóle jakÄ…Å› przy-szÅ‚ość?WyciÄ…ga w mojÄ… stronÄ™ otwartÄ… dÅ‚oÅ„, żebym powiedziaÅ‚a mu, cowidzÄ™.Wiem, że muszÄ™ tylko opuÅ›cić tarczÄ™, przycisnąć palec dojego skóry i caÅ‚a przyszÅ‚ość, Å‚Ä…cznie z tym, czego prawdopodobniewcale nie chce wiedzieć, stanie przede mnÄ… otworem.Przesuwam siÄ™ lekko ku niemu i już mam go dotknąć, gdy przy-pominam sobie sÅ‚owa wypowiedziane kiedyÅ› przez Damena.Idealnie pasujÄ… do sytuacji.- Nie można oszukiwać na egzaminie z życia.- Obracam siÄ™ napiÄ™cie, wsiadam do samochodu i odjeżdżam. ROZDZIAA TRZYDZIESTY SZÓSTYNastÄ™pny przystanek to dom Sabine.Jest pózne niedzielne popoÅ‚udnie, istnieje wiÄ™c spora szansa, że jÄ… za-stanÄ™.Może nawet z Munozem.Im bardziej zbliżam siÄ™ do jej ulicy, tym bardziej mam nadziejÄ™, że wdomu bÄ™dzie Munoz.Chociażby dlatego, że chyba jest przynajmniejtrochÄ™ po mojej stronie.Może bÄ™dÄ™ mogÅ‚a liczyć na jego pomoc w prze-konywaniu Sabine, że mówiÄ™ prawdÄ™.OszaÅ‚amiajÄ…cÄ…, zadziwiajÄ…cÄ… prawdÄ™, którÄ… tak zawziÄ™cie wypiera.I którÄ… najpewniej dalej bÄ™dzie podważać, choćbym przedstawiÅ‚a jejniepodważalne dowody.Jestem gotowa zrobić wszystko, by jÄ… przekonać, chociaż w gÅ‚Ä™bi du-szy obawiam siÄ™, że bÄ™dÄ™ potrzebować do tego celu sÄ™dziego oraz dwu-nastoosobowej Å‚awy przysiÄ™gÅ‚ych z kilkoma awaryjnymi Å‚awnikami.Takczy inaczej, przydaÅ‚oby siÄ™ wsparcie Munoza.ByÅ‚oby wówczas dwa na jednego.Przewaga liczebna.Podjeżdżam pod bramÄ™.Na mój widok strażniczka wytrzeszcza oczyi przyglÄ…da mi siÄ™ z niedowierzaniem.Dopiero po chwili pokazuje dÅ‚o-niÄ…, żebym wjechaÅ‚a.Jej zaskoczenie sprawia, że jeszcze dotkliwiej od-czuwam ciężar winy z powodu tak dÅ‚ugiej nieobecnoÅ›ci.Wtaczam siÄ™ napodjazd.Podwórko przed domem przechodzi wÅ‚aÅ›nie metamorfozÄ™.Wiosna, której w tym roku nie widziaÅ‚am, zmienia siÄ™ w lato, któregomam nadziejÄ™ być Å›wiadkiem od poczÄ…tku do koÅ„ca.Minęło tyle czasu,czujÄ™ siÄ™ coraz podlej.216 Poczucie winy osiÄ…ga zenit w chwili, gdy stajÄ™ przed drzwiami i naci-skam dzwonek.Kiedy Sabine mi otwiera, na jej twarzy malujÄ… siÄ™ pokolei wrÄ™cz komiksowe miny.Na poczÄ…tku jest zdziwienie.Potem kom-pletne osÅ‚upienie, które zaraz zamienia siÄ™ w niedowierzanie, przebÅ‚ysknadziei, gÅ‚Ä™bokie oburzenie i wreszcie poważnÄ… troskÄ™, gdy Sabine przy-glÄ…da siÄ™ moim zdartym butom górskim, zabÅ‚oconym dżinsom i brudne-mu biaÅ‚emu podkoszulkowi.ZupeÅ‚nie zapomniaÅ‚am unaocznić sobieinne ubranie.- Gdzie byÅ‚aÅ›? - W jej gÅ‚osie wÅ›ciekÅ‚ość miesza siÄ™ z ciekawoÅ›ciÄ….Lustruje mnie bÅ‚Ä™kitnymi oczyma.- Nawet gdybym ci powiedziaÅ‚a, i tak byÅ› nie uwierzyÅ‚a.- MojesÅ‚owa sÄ… o wiele bardziej prawdziwe, niż wyobraża sobie Sabine.ZakÅ‚ada rÄ™ce na piersi i zaciska usta w ponurÄ… liniÄ™.- Przekonajmy siÄ™ - rzuca hardo.Doskonale znam ten jej nastrój.To rozgniewana Sabine.Sabine przekonana o wÅ‚asnej nieomylnoÅ›ci.Sabine przedstawiajÄ…ca ultimatum, które zmusiÅ‚o mnie do odejÅ›cia.Zerkam ponad jej ramieniem w poszukiwaniu Munoza.Wiem, że jestw domu, bo na podjezdzie stoi jego srebrna toyota.Po chwili z wielkÄ…ulgÄ… zauważam, jak wyÅ‚ania siÄ™ z salonu.Na jego twarzy malujÄ… siÄ™ po-dobne emocje, może z wyjÄ…tkiem oburzenia i troski.To chyba dobryznak.- O niczym innym nie marzÄ™.- Staram siÄ™ nadać gÅ‚osowi spokojny,bezkonfliktowy ton.Wiem, że Sabine wysÅ‚ucha mnie, tylko jeżeli bÄ™dÄ™trzymać emocje na wodzy.- WÅ‚aÅ›nie po to tutaj przyszÅ‚am.Zamierzamwszystko ci opowiedzieć.Ale trochÄ™ to zawiÅ‚e, wiÄ™c najlepiej by byÅ‚o,gdybyÅ› zaprosiÅ‚a mnie do Å›rodka.Policzki pÅ‚onÄ… jej z oburzenia [ Pobierz caÅ‚ość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl