[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Pan Trąba powoływał się napodobno ściśle przezeń przestudiowane mnogie świadectwa i pamiętniki starych terrorystów,miało z nich niezbicie wynikać, iż najgorszą i najbardziej zgubną dla zamachowców rzecząbyło bezczynne oczekiwanie na godzinę  zero.Jeśli trwało to zbyt długo, ulegali demorali-zacji i dekoncentracji, wysiadały im nerwy.Pan Trąba dawał też dookólnie, choć wystarcza-jąco jasno do zrozumienia, iż w jego wypadku nieznośna pustka kilkunastu godzin oczekiwa-nia wypełniona i skrócona zostać może w niechciany choć typowy dla niego sposób. Nie możemy ryzykować jakiejkolwiek niesprawności, i tak w całym naszym przedsię-wzięciu jest zbyt wiele elementów chałupniczych i nie będziemy też powtarzać historycznych46 błędów starych zamachowców.Ostatnie godziny przed zabiciem Gomułki spędzimy na zwie-dzaniu miasta  po wielokroć podkreślał pan Trąba i ja, Jerzyk, teraz zasłuchany w słowa imelodię starych luterskich psalmów nie tylko się z nim zgadzałem, ale i podziwiałem jegoniepodważalną logikę. Było to, gdym raz po lesie błądził nieszczęśliwy.Naraz słyszę głos się niesie z gąszcza tejoliwy.Gdy w jej cieniu odpoczywałem I śpiew w sercu badać jąłem.Wstałem pokrzepiony śpiewał chór Chananejek, Samarytanek i Filistynek, i istotnie w prostocie swojej pokrzepionywypełniającą mnie zgodą na wszystko, jeszcze wyżej uniosłem głowę i ponad boskimi fryzu-rami chórzystek spoglądałem na wypełniony falującym światłem witraż, na wyłaniające się zeksplodującego blasku postacie apostołów, i nie było we mnie ani żalu, ani niesmaku, anirozczarowania, moja transakcja z Arcymajstrem Szwaczyną była w końcu transakcją ducho-wą i ja, Jerzyk, dobrze w dodatku znałem zasady tej transakcji, dobrze przecież i od dawnawiedziałem, że ani w wyobrażonej na szkle postaci, ani w kształcie głowy, ani w wizerunkuoblicza apostoła Pawła nie ma nawet cienia podobieństwa do Włodzimierza Iljicza Lenina.47 Rozdział VIElżunia Baptystka potrafiła odpowiedzieć na każde pytanie, wiedziała, ile krzyży jest wnaszym kościele i czym ozdobione jest zwieńczenie ambony, wiedziała, jaki był pierwszy cuduczyniony przez Pana Jezusa i kiedy miało miejsce zesłanie Ducha Zwiętego, umiała nawetpodać ścisłą liczbę wszystkich ksiąg biblijnych i datę ordynacji księdza pastora Potraffke.Odziana w białe pończochy i wełnianą zieloną sukienkę, Elżunia rok w rok wygrywała ko-ścielne zgaduj-zgadule, śmiało wstępowała na podium i rezolutnie odpowiadała na pytaniaPrezbiterów, pani Pastorowa całowała ją w oba policzki i wręczała budującą literaturę.Nie-nawidziłem Elżuni Baptystki i pożądałem pani Pastorowej.Była moja kolej, na drżących nogach kroczyłem przez wysoką pazdziernikową trawę,wstępowałem na zbite z sosnowych desek podium, wdychałem zapach jaśniejącego drewna,spoglądałem na siedzących na dole biesiadników, na ogromny kamień, przy którym w cza-sach prześladowań gromadzili się starzy ewangelicy, spoglądałem na otaczający polanę bu-kowy las i czułem na podniebieniu wodnisty smak klęski.Pan Kurator Folwarczny figlarniespoglądał na panią Pastorową, potem z rzekomym namysłem zatrzymywał wzrok na mnie imówił: A teraz pytanie z zakresu życia naszej parafii.Proszę podać fason i kolor ulubionego ka-pelusza pani Pastorowej!Rzecz jasna, doskonale wiedziałem, że ulubionym kapeluszem pani Pastorowej jest czer-wono-czarny toczek z pomponem z boku, w ogóle na wylot znałem garderobę pani Pastoro-wej, wiedziałem, jakie są jej ulubione spódnice, sukienki i bluzki, wiedziałem, jak się ubiera okażdej porze dnia i roku, wiedziałem nawet, ile ma par czółenek na płaskim obcasie, wie-działem wszystko, ale, rzecz jasna, milczałem.Nie miałem wtedy jeszcze zielonego pojęcia,jak należy postępować w obecności kobiet, których się pożąda, ale ślepy i równie mocny jakmoja pożądliwość instynkt podpowiadał mi, iż na wszelki wypadek nie należy w obecnościkobiet, których się pożąda, rozmawiać o ich garderobie.Milczałem, pani Pastorowa patrzyłana mnie z ostentacyjnym chłodem i obojętnością, jej wzrok przechodził przeze mnie, jakbymnie nie było.Nagle zrozumiałem, że jej spojrzenie jest zbyt chłodne i zbyt obojętne, że pa-trzy na mnie, jakby mnie nie było, ponieważ jestem.Chryste Panie, ona mnie kocha, dozna-łem raptownego olśnienia i wszystkie elementy przypadkowych spojrzeń, spotkań, i z pozorunic nie znaczących słów w oka mgnieniu ułożyły się w całkowitą zupełność.Pani Pastorowajest we mnie śmiertelnie i nieszczęśliwie zakochana  powoli i z namysłem przepowiedziałemsobie w duchu to równie uskrzydlające jak wódka zdanie i istotnie uskrzydlony poczułem, iżmogę odpowiadać.I co więcej, wyczerpująco i kwieciście odpowiem na każde pytanie.48 Nie miałem zielonego pojęcia, jak należy postępować w obecności śmiertelnie zakochanejkobiety i uległem na wskroś męskiemu złudzeniu, iż w obecności śmiertelnie zakochanej ko-biety można sobie pozwolić na wszystko. W takim razie  pan Kurator znów figlarnie spoglądał na panią Pastorową i znów z rze-komym namysłem zatrzymywał wzrok na mnie  w takim razie kolejne pytanie z tej samejdziedziny.Trudniejsze.Gdy pani Pastorowa dyryguje naszym chórem, to jaki charaktery-styczny, choć nie związany z dyrygowaniem, gest wykonuje, zwłaszcza na próbach?Spojrzałem na nią, bezlitośnie szukałem jej panicznie uciekającego spojrzenia i mówiłempowoli, sycąc się własną wszechwiedzą: Pani Pastorowa, zanim zacznie dyrygować, choć niekiedy sporadycznie zdarza się jej to ipo wykonaniu przez chór pierwszej pieśni, zdejmuje z lewej dłoni trzy srebrne bransoletki ikładzie je na stojącym przy pulpicie dyrygenckim stoliku.Kładzie je zawsze w ten sposób, iżprzecinające się okręgi bransoletek dzielą płaszczyznę stolika na osiem rozłącznych obsza-rów.Po zakończonej próbie pani Pastorowa z powrotem wkłada bransoletki, przy czym zaw-sze czyni to w odwrotnej kolejności w stosunku do ich zdejmowania, to znaczy naprzódwkłada bransoletkę leżącą na samym spodzie, tę z małym rubinem przy zapięciu, następnie tęz czarnym azteckim wzorem, na końcu zaś łańcuszek [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl