[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale teraz myślę inaczej.Byłem obłudny wobec cioci.No cóż, może pan pomyśli, żejestem szmata.Może jestem.Nic na to nie poradzę.- Jest na to świetna rada - powiedziałem.- Nie być szmatą.- Chyba taki się urodziłem.I widziałem tu i ówdzie, żeszmatom nie żyje się tak zle jak uczciwym ludziom.Uczciwy nieumie się bronić, kiedy go wykańczają.A szmata zawsze, sobieporadzi i spadnie na cztery łapy, i znowu jest mocna.Uczciwynie potrafi nikogo wykończyć intrygami, plotkami, donosami, a szmata potrafi.Zawsze będzie górą.Może nie zawsze, alejednak.- Niech pan tak gorąco nie agituje - powiedziałem.- Mniepan już nie nawróci.Co jeszcze ma pan do powiedzenia?- %7łe sam przyniosłem ten ostry sztylet z pokoju Zenobiusza.Zenobiusz nie wiedział.Ciocia kazała przynieść sztylet, żeby ichskłócić.Laura słyszała, ona wie.- Co jeszcze?- Byłoby wszystko, panie sierżancie.Ktoś taki tu jest, ktorobił zamachy na ciocię.Ktoś, kto ją zabił.Chyba pan wierzy, żeja nie zabiłem cioci? To nie ja.- Nie wiem.Natomiast wierzę, że pan nie zabił Filipa.- Filipa? - zapytał.- Tego naszego głuchego Filipa? Rozpiąłkołnierz błękitnej bluzy.- Cholernie tu duszno - powiedział z wysiłkiem.Podszedł do otwartego okna i szerzej rozchylił ramy.Oparłsię plecami o parapet.Zapytał:- Filip naprawdę nie żyje? Nie wiedziałem.Ciekawe.Ale skądpan wie, ze nie zabiłem Filipa?Byłem zaskoczony jego reakcją.Ta wiadomość zrobiła nanim wrażenie.Dlaczego tak się przejął śmiercią głuchego,prawie nieznanego człowieka? Dzięki reakcji Barnabyzaczynałem rozumieć coraz więcej.Właśnie to było mipotrzebne.- Może pan zobaczyć - powiedziałem - na tej ogrodniczejrękawicy owalną plamkę lepkiej smoły.Taka sama plamkaodbiła się na żelaznym pręcie, także może pain to zobaczyć,którym ktoś uderzył Amelię.Na szczęście niezbyt mocno.- Coś pan.Przecież rękawica przez cały czas leżała tutaj, nastole! Właśnie wtedy Amelię ktoś stuknął.- Nie w tym rzecz - powiedziałem.- Nim położyłem rękawicęna stole, ktoś trzymał, w niej pręt, ten sam, i zabił nim Filipa.Nie bał się, bo Filip wtedy spał.Uderzono bezbronnego wczasie snu.To ohydne.Nie lubię o takich rzeczach mówić.Napręcie odbiła się plamka smoły z rękawicy.Rękawicęprzyniosłem tutaj, lecz sztaby żelaznej tam nie znalazłem.Nieco pózniej tą samą sztabą uderzono Amelię.Już pan wie? - Tak - odparł Barnaba.- Teraz już wiem.- A czy pan wie, gdzie Filomena ukryła swoje klejnoty?Speszyło go to pytanie.- Zdziwi się pan.Nie wiem.Szukaliśmy wszędzie, paniesierżancie.Nie chcę pana bujać.Szukaliśmy we wszystkichzakamarkach i schowkach.Wiem tylko, że ciociaprzechowywała biżuterię w małej skórzanej walizeczce.Alenigdzie jej nie ma.Chyba ktoś ją ukradł.Ale kto? Może Filip? Imoże on zabił ciocię, żeby skarby w walizeczce zachować dlasiebie?- Może.Patrzyłem na Barnabę.Wiedziałem, że coś jeszcze przedemną ukrywa.Tym razem nie mogłem go stąd wypuścić bezwydobycia tego, co najważniejsze.I co pozwoliłoby mi wreszcierozwikłać sprawę.Barnaba także mnie obserwował.Jakbychciał wybadać, co wiem o nim i o innych.- Uwierzyłby pan sierżant, że Filip zabił ciocię?- Nie.Natychmiast po moim przybyciu do was, kiedystwierdzono już zgon Filomeny, Filip sam pokazał mi skórzanyneseser wypełniony biżuterią.- Co? - zawołał Barnaba.- Sam pokazał?- Dał mi do zrozumienia - ciągnąłem nie zwracając uwagi naokrzyk Barnaby - że po pierwszym zamachu, kiedy żyrandolspadł na fotel Filomeny, ona dała mu walizeczkę zkosztownościami na przechowanie.Bo tylko jemu ufała, I Filipukrywał ją pod podłogą w swojej izbie.To był uczciwy człowiek.- Czy pan sierżant nie jest, przepraszam za słowo, trochęnaiwny? - zapytał Barnaba.- Filip mógł ukraść biżuterię i zabićciocię.Była burza, powódz i niczego nie musiał się obawiać.Alenagle pan się tutaj pojawił, w blasku błyskawic i w odgłosachgromów, jak anioł mściciel.Filip był zabobonny.Przeraził się.Iwtedy, żeby się uniewinnić, pokazał biżuterię.I zmyślił, żeciocia mu to oddała na przechowanie.Chytry.- Aadnie pan to ujął - powiedziałem.- Anioł mściciel wblasku błyskawic i w odgłosach gromów.Z mieczem ognistymw dłoni, można by jeszcze dodać.Gdyby mój były szef tosłyszał, zakrztusiłby się ze śmiechu.Aadnie pan to wyraził. - Związany jestem ze sztuką - powiedział skromnie Barnaba -i czasem powiem coś takiego, w poetyckim stylu.W ogóle lubiępoezję, chociaż to nie moja branża.Ale lubię.- Artysta.Tak właśnie pomyślałem.Za oknem, szybkozapadał zmierzch.Wyjąłem chusteczkę i przyłożyłem ją do zakatarzonego nosa.- Pózno już.Nie zdążę wziąć gorącej kąpieli.Chce pan jeszczecoś powiedzieć?- Już się wyspowiadałem.Czy mogę wyjść?Wiedziałem, że to nie było wszystko.Musiałem natychmiastwyjaśnić przyczyny jego wzburzenia, kiedy dowiedział się odemnie o śmierci Filipa.Czy ktoś go uprzedził, zabijając Filipa izabierając stamtąd biżuterię?- Mam przeczucie, że pan mi jeszcze coś powie.Otworzyłemszufladkę komódki i wyjąłem stamtąd czarną walizeczkę.Nieotwierając jej, spojrzałem na Barnabę.- Chyba nie omyliło mnie przeczucie? - zapytałem.Barnaba wpatrywał się w neseser jak zahipnotyzowany.- A co? Dlaczego pan przypuszczał? Czy ma pan klejnoty?Powiedziałem mu, że kiedy oni czekali na mnie w salonie,wstąpiłem do Filipa.Powiedziałem mu, że Filip zginął i że wjego pokoju znalazłem rękawicę z plamą smoły.Powiedziałemmu także, że znalazłem ten neseser, ten sam, który Filippokazywał mi po śmierci Filomeny.Wtedy był wypełnionybiżuterią.A teraz pusty.Powiedziałem jeszcze, że dladokonania tej kradzieży zamordowano Filipa.To był celnie wymierzony cios.I Barnaba zaczął mówić.Alenim dotarł do najważniejszego miejsca swojej opowieści, nimwypowiedział nazwisko, na którym najbardziej mi zależało.Stał w tym momencie pod oknem, wsparty o parapet.Nagledrgnął i zaczął mówić urywanym głosem:- Ale ja.panie.to ja ciocię.Ja!Pochylił się lekko do przodu, wykręcił do tyłu prawe ramię,zatoczył się.Uchwycił równowagę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl