[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Spakuję rzeczy i przeniosę się doLondynu.- Kristian nic nie odpowiedział.- Wybacz, ale czasami przebywanie w Grecji jest dla mnietorturą - ciągnęła.Wiedziała, że nie to powinna powiedzieć, leczmimo że nie chciała go dotknąć, musiała chronić samą siebie.Już zabardzo się do niego przywiązała.Wyjazd teraz był lepszy niż czekaniei patrzenie, jak odchodzi do innej.Serce by jej chyba pękło.- Lubięcię.Naprawdę bardzo.- Ja ciebie też.I też bardzo.- To nie to samo.- Nie rozumiem.Niczego nie rozumiem.Wiem tylko jedno.Tujest twoje miejsce.Przy mnie.- Mówił słowa, jakie pragnęła usłyszeć, lecz kontekst byłniewłaściwy.Chciał, żeby została, bo potrzebował jej pomocy iwsparcia.Pragnął jej towarzystwa, bo dobrze mu ono robiło.Co mi z98R S tego przyjdzie, że zostanę? - Elizabeth, latrea mou - ciągnąłłagodniejszym głosem - potrzebuję cię.Latrea mou.Kochanie.Azy znowu napłynęły jej do oczu.- Nie dziwię się, że na każdym kontynencie miałeś kochankę -odezwała się niskim głosem.- Doskonale wiesz, co kobiety chcą usłyszeć.- Zmieniasz temat.- Stwierdzam fakt.- Nieprawdziwy.- Ale Cosima twierdziła.- Chodzmy - oświadczył, wstając.- To nie ma sensu.Przepraszam - dodał - ale wyjdzmy stąd.- Kyrie, wszystko gotowe! - wykrzyknął właściciel, widząc, żeopuszczają restaurację.- Na pewno nie chcecie zostać?- Niestety, nie możemy - odparł Kristian i wyciągnął portfel.-Możesz zawołać mojego kierowcę?- Tak, tak.Ale przynajmniej zapakuję wam coś na wynos.Możepózniej będziecie mieli ochotę zjeść.- Dziękuję.Pięć minut pózniej siedzieli w samochodzie, każde wciśnięte wswój kąt, żeby być jak najdalej od siebie.Zerwała się wichura,pierwsze krople deszczu uderzyły o szyby.Elizabeth patrzyła przezokno, usiłując zrozumieć, co właściwie zaszło między nimi.99R S Wieczór, który się tak dobrze rozpoczął, nagle zmienił się wkompletną katastrofę.- O co właściwie chodzi? - odważyła się spytać.- Whelikopterze jeszcze wszystko było w porządku i tak dobrze się namrozmawiało.- Kristian nie odpowiedział.Sprawiał wrażenie, jakgdyby przebywał w innym świecie.Ignoruje mnie? Chce mnieukarać? - Proszę.- Pogoda się pogorszyła.Helikopter dziś nie poleci.Musimy sięzatrzymać w Chorze - rzekł, unikając odpowiedzi na jej pytanie.Wjechali już do tego portowego miasta.W oddali, w górze,majaczył potężny warowny zamek.- Zarezerwowałeś hotel?- Nie jedziemy do hotelu.Przenocujemy w prywatnym domu.- U twoich przyjaciół?- To mój własny dom.Jeden z kilku.Elizabeth wyjrzała przez okno.Zbliżali się do fortecy.- To daleko stąd?- Nie bardzo wiem, gdzie teraz jesteśmy.- Kierujemy się w stronę zamku.- Czyli jesteśmy prawie na miejscu.- Dom stoi blisko zamku?- Jedziemy do zamku.- Nie rozumiem.- Należy do mnie.- To ile masz tych posiadłości?100R S - Kilka.- I wszystkie są tak okazałe?- To historyczne budowle.Niektóre jeszcze w ruinie.Alewłaśnie tym między innymi zajmuje się moja korporacja.Kupujemyzabytki i staramy się je urządzić tak, aby przynosiły zyski.- To autentyczny zamek?- Wenecki.Budowę rozpoczęto w trzynastym wieku, ukończonow piętnastym.- Co zamierzasz z nim zrobić? Kristian prychnął.- Moi księgowi są zdania, że to studnia bez dna, ale kiedy go trzylata temu kupiłem, nie potrafiłem już zamienić go wpięciogwiazdkowy hotel, jak początkowo zamierzałem.- Sam w nim mieszkasz?- Zajmuję jedno ze skrzydeł.Ale od wypadku jeszcze tam niebyłem.- Więc cały czas praktycznie stoi pusty, tak? Słaby uśmiechpojawił się na jego ustach.- Jakbym słyszał moich księgowych! Nie, nie stoi pusty.Razemz pewnym włoskim architektem urządziliśmy w nim już dwaluksusowe apartamenty na wynajem.Mam nadzieję, że w przyszłymroku uda się nam wykończyć i wynająć kolejne dwa.Limuzyna zwolniła i zatrzymała się.Kierowca wysiadł, obszedłauto i otworzył drzwi.- Jesteśmy na miejscu.101R S Jak spod ziemi pojawiło się kilku służących w liberiach i zanimElizabeth zdążyła się zorientować, odprowadzili ją w jedną stronę, aKristiana w drugą.Pozostawiona sama w jakimś pokoju, kompletniezdezorientowana zaczęła się zastanawiać, gdzie w ogóle się znajduje.Sytuacja przypominała tę z dzieciństwa, kiedy jako jedyna córkaRuperta Stile'a, czwartego na liście najbogatszych ludzi w Ameryce,często mieszkała z rodzicami w superluksusowych hotelach.Owszem, mieli domy - z tuzin wspaniałych rezydencji - leczmatka lubiła towarzyszyć mężowi w podróżach, a ją zabierali ze sobą.Oczywiście z opiekunkami.Elizabeth, wówczas Grace Elizabeth Stile, wychowywała się wcieplarnianych warunkach, niczym księżniczka, a kiedy doszła dopełnoletności, stała się ozdobą towarzystwa podziwianą za urodę iznalazła się w centrum zainteresowania mediów.Z całego świata napływały zaproszenia na rozmaite imprezy.Najlepsze domy mody przygotowywały dla niej specjalne kreacje.Miała własne pieniądze, własny samolot, osobistego specjalistę odkreowania wizerunku.Mężczyzni zabiegali o jej względy, a prasapopularna skrupulatnie odnotowywała, z kim się spotyka [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl