[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Michaił MifranowiczSmitin, alias Topór, alias Ksiądz.Odnalazłem jego akta. Mifranowicz? Syn diakona.Jego ojciec zmarł na Kołymie w dwudziestymdziewiątym, ale młody Michaił już wcześniej zszedł na złą drogę.Przedwojną uciekł z domu i dołączył do rzezimieszków pływających poWołdze.Od tamtej pory nie wniósł niczego pożytecznego dospołeczeństwa.Teczki są na waszym biurku. Teczki? Tak, jest ich kilka.Był bardzo pracowitym bandytą, trzykrotnietrafił na Syberię.Za pierwszym razem poszło gładko, wyglądało na to,że proces resocjalizacji się powiódł, jednak krótko po powrocie wplątałsię w szemrane interesy i kradzieże.Druga oraz trzecia zsyłka trwałyodpowiednio dwa i pięć lat.Doświadczony bandyta, tak jakpodejrzewaliście. A co z samochodem? Na razie nic, lecz pracuję nad tym przerwał, przyglądając sięzamkniętym drzwiom. Wiecie, służąc w Wydziale Ruchu Drogowego,nie miałem okazji oglądać zbyt wielu sekcji zwłok.Widziałem sporowypadków, to fakt, a tramwaj potrafi niezle pokiereszować, gdy ma siępecha pod niego wpaść, możecie mi wierzyć.Ale otwieranie czaszki igrzebanie w mózgu, ot tak? Na dodatek pogwizdując przy tym? To niew porządku.A tak w ogóle, gdzie jest Jesimow? Tutaj na pewno go nie ma.Sprawdzaliście w biurze na pierwszympiętrze? Spytajcie kogokolwiek o to, gdzie pracuje Czestnowa.Larinin skinął głową w podziękowaniu i odszedł w kierunkuschodów. Wygląda na to, że postanowił zamienić kierowanie ruchemna obowiązki śledczego , pomyślał Korolew.Myśli kapitana powędrowały ponownie w kierunku zmarłegoczekisty, pobitego i zamordowanego strzałem w tył głowy.Przypadek?Raczej nie.Mógłby się założyć o swoją ostatnią kopiejkę, że facet byłzamieszany w tę cholerną sprawę z ikoną.Pytanie brzmiało: czy jakojeden z ludzi Gregorina, czy raczej konspirator? Jedno było pewne: ciałomiało pozostać w ukryciu, pod zwałami tysięcy ton kamienia.Przypomniały mu się słowa Koli: To nie koniec ofiar.Spojrzał na zegarek.Gregorin powinien zjawić się lada chwila.Skoro pułkownikowi zależało na dyskrecji, mogło to oznaczać, że byłbliski schwytania konspiratorów i doprowadzenia całej sprawy dokońca.A przynajmniej taką miał nadzieję.Drzwi w głębi korytarza otworzyły się i pojawił się w nich Gregorinw otoczeniu dwóch osiłków wyglądających tak, jakby byli w staniezatrzymać czołg gołą ręką. Ktoś tu dzwigał ciężary na saligimnastycznej Dynamo , pomyślał Korolew, po czym podniósł się ipodał im klucz.Jeden z nich otworzył drzwi.Pułkownik zajrzał dokostnicy z twarzą niezdradzającą najmniejszych emocji.Kapitan wręczyłmu białą kopertę, do której schował dokumenty Mironowa. Jego dowód osobisty.Obawiam się, że zostawiłem na nim swojeodciski palców. Znalezliście to w jego skarpecie? Gregorin wydawał się niecotym faktem rozdrażniony. Tak. Rozumiem.Nikt nie wchodził do środka? Nie. Gdzie jest doktor Czestnowa? Na górze, w swoim gabinecie. Zwietnie.Co wam się stało w głowę?Nie zastanawiając się nad tym, Korolew postanowił na razieprzemilczeć swoje spotkanie z Kolą.Martwy czekista komplikowałsytuację i kapitan potrzebował więcej czasu, by ją przemyśleć. Zwykły wypadek, wygląda gorzej, niż jest naprawdę powiedział,bagatelizując całe zdarzenie.Gregorin przyjrzał mu się podejrzliwie, kiwnął głową i przezmoment na jego kamiennej twarzy pojawiło się znużenie, co nieumknęło uwadze Korolewa.Nie było to nawet zmęczenie fizyczne,raczej irytacja otaczającym światem. Dziękuję, kapitanie.Jesteście wolni.Teraz my się tym zajmiemy.Odezwę się do was pózniej.Kapitan skinął głową, ignorując sposób, w jaki spoglądali na niegokoledzy Gregorina.Przyzwyczaił się już do badawczych spojrzeńpułkownika, lecz wciąż czuł się nieswojo, gdy nieznajomi patrzyli naniego w ten sposób.Wlepili w niego wzrok jak rzeznicy usiłujący ocenićna oko ciężar kawałka mięsa.Tymczasem na zewnątrz przestało padać, choć niebo wciążprzesłaniały ciemne chmury zwiastujące deszcz.Larinin stał obokSiemionowa i Babla.Spojrzeli na zbliżającego się kapitana, a Larininwystąpił o krok. Aleksieju Dmitrijewiczu, czy mogę wziąć wasz samochód? Muszębyć za dwadzieścia minut na spotkaniu partyjnym, a ZiS nie chceruszyć.Mechanik Morozowa powinien tu być najdalej za dziesięć minuti jak go już naprawi, możecie wziąć moje auto.Głos Larinina drżał, jakby spodziewał się odmowy, widząc surowywyraz twarzy Korolewa.Ponieważ pozbycie się uciążliwego kolegi byłokapitanowi na rękę, kiwnął głową, mówiąc: Oczywiście, towarzyszu, wezcie go.Zobaczymy się pózniej.Larinin wyglądał na zaskoczonego tą decyzją, lecz bez wahaniausiadł za kierownicą.Siemionow również nie rozpaczał z powodustraty forda: myszkował właśnie przy ZiS-ie, nie kryjąc zadowolenia zzamiany. Wspaniałe auto, światowej klasy.Prawdziwa sowiecka duma otocały ZiS.Fakt, że chwilowo samochód nie nadawał się do jazdy, nieumniejszał entuzjazmu chłopaka.Larinin spojrzał z rozczarowaniem napękniętą przednią szybę forda, ponieważ jednak nie miał pod rękąniczego, by ją naprawić, naciągnął czapkę głęboko na uszy i postawiłwysoko kołnierz płaszcza.Gdy ich mijał, Korolew dostrzegł tylko oczyLarinina, reszta twarzy była szczelnie zakryta.Nie zazdrościł mu tejjazdy, obserwując krople deszczu uderzające o maskę ZiS-a. Wania, możesz nam przynieść ze stołówki coś do jedzenia?Siemionow przeniósł wzrok z Korolewa na Babla, wreszcie skinąłgłową, pojmując sugestię.Obserwowali go, jak minął ciężarówki doprzewozu broni chemicznej i poszedł w kierunku stołówki. Izaaku zaczął Korolew skąd znacie pułkownika Gregorina?Zadając pytanie, kapitan uzmysłowił sobie, jak ważna jestodpowiedz
[ Pobierz całość w formacie PDF ]