[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zapadła cisza.W pokoju obok przenikliwie zadzwięczał dzwonek telefonu i ktoś siępodniósł, by go odebrać.Giorgio westchnął, Właśnie nabierał rozpędu  wiedział, że mającdosyć czasu przekonałby padrone o konieczności wyeliminowania Maria.Wtedy, oczywiście,Rodzina Palozzich potrzebowałaby nowego capo.A kto nadawał się do tego lepiej od niegosamego? Kariera, którą rozpoczął w wieku siedmiu lat od sprzedaży biletów loteryjnych, byłatrudna i ryzykowna, lecz nie zamierzał spocząć na laurach.Był młody, przebiegły, znał na iwylot wszystkie ciemne interesy Rodziny i nie wahał się sięgać po broń.Patrzył z goryczą na Riccarda.Zmarszczka, która rysowała się między brwiami padrone,zniknęła, gdy powiedziano mu, kto dzwoni.Nagle odmłodniał o dziesięć lat.Wyglądał jak ktoś, kto właśnie wygrał majątek.Albo jakzakochany.Rozejrzał się wokół niepewnie i Giorgio odgadł dylemat, w jakim RiccardoMalvasi się znalazł: całym sercem rwał się do telefonu, lecz nie mógł dla byle błahostkiodwoływać narady, na której omawiano tak ważne sprawy. Powiedz jej, że zaraz podejdę  zdecydował w końcu i podniósł się z miejsca oparłszydłoń na ramieniu Giorgia. Kontynuujcie dyskusję.Dołączę do was za chwilę.Savatore Melandri ze swadą podjął wątek, lecz Giorgio śledził wzrokiem wychodzącego zpokoju capo, wyczuwając wysiłek, z jakim starał się nie okazać pośpiechu.Gdyby mógł,pobiegłby wielkimi susami.Giorgio zaś wiedział, kto jest na drugim końcu linii.Głos Poppy był tak stłumiony, że Riccardo ledwie go poznał. Poppy!  zawołał, przekrzykując głośne trzaski na linii. O co chodzi? Stało ci się cośzłego? To Greg!  wyszlochała w słuchawkę. Och, Riccardo, to chodzi o Grega!Przycisnął mocniej słuchawkę do ucha. Kochana, spróbuj się uspokoić i opowiedz, co się stało.Czy jesteś chora? Widziałam go, Riccardo.Był w domu pod numerem 16.z Veronique.Riccardo oparł czoło o chłodną bladozieloną ścianę.Nigdy nie rozmawiali na ten temat,lecz Poppy wiedziała, że on zna jej przeszłość.Przeniknął jej tajemnice już dawno, a terazspoczywały ukryte w teczce w sejfie przy jego łóżku. Czy już wyjechał?  spytał ogarnięty nagłym strachem.Potwierdziła z płaczem.Poczuł tak wielką ulgę, że głos zaczął mu drżeć: Więc wszystko w porządku, kochanie  powiedział. Uspokój się.Poślij po Simone iwyjedz z nią na wieś.Musisz się stamtąd wyrwać na parę dni. Nie chcę Simone, chcę, żebyś ty tu był! Jestem w rozpaczy.Przejeżdżałam dzisiaj nadSekwaną i miałam już takie czarne myśli.Och mój Boże! Sama nie wiem, co się ze mnądziało.Zobaczyłam przeszłość i zdałam sobie sprawę, kim się stałam.Ricardo spojrzał na Giorgia, który stanął w drzwiach. Czekamy na pana, padrone.Sprecyzowaliśmy kilka ciekawych możliwości.Malvasi zmarszczył brwi.Giorgio przekroczył dopuszczalne granice i kiedy indziej ostroby się z nim rozprawił, lecz słyszał szloch Poppy, a jej rozpacz łamała mu serce. Proszę, Riccardo  błagała przejmująco. Och, proszę, zaklinam cię na wszystko.Tylkoty możesz mi pomóc! Powiedz mi, że wszystko będzie dobrze, że mnie kochasz, że istniejemytylko my na całym świecie.Wymaż go z mojej pamięci.Na litość boską, przyjedz do mnie doMontespan! Tam, kiedy ty jesteś przy mnie, wiem, że istnieję naprawdę! Jesteś zbyt rozstrojona, żeby samej prowadzić, każ się komuś zawiezć.I czekaj na mnie.Przyjadę, jak tylko będę mógł. Jeszcze dzisiaj?  prosiła Poppy.Zerknął na Giorgia, wciąż czekającego w półotwartych drzwiach. Jeszcze dzisiaj  zgodził się.Giorgio wrócił na swoje miejsce.Teraz wiedział dokładnie, skąd wiatr wieje.Rozdział 461907, FRANCJAMontespan było jedynym miejscem od czasów rancza Santo Vittoria, w którym Poppyczuła się jak w domu.Przyjechali oglądać ten dom jako pierwszy i od razu przypadł jej doserca niski spadzisty dach kuty łupkiem, z dwoma symetrycznie postawionymi kominami,duże okna z przekrzywionymi zielonymi okiennicami, różowe ściany i dobudówki po obubokach, jak rozpostarte na powitanie ramiona.Nie chciała już oglądać następnych.Podłoga w korytarzu była wyłożona kamiennymi płytami, w pokojach jasnymi deskamiwiązowymi.Stare, czternastowieczne belki nie poczerniały z upływem czasu.W domu byłodużo przestrzeni i powietrza.Riccardo zaśmiewał się głośno  jego śmiechu nigdy nieusłyszał nikt z Rodziny  gdy biegała z pokoju do pokoju, wykrzykując z zachwytem w miarękolejnych odkryć: starego kredensu, wielkiego i imiennego paleniska, pralni z głębokimzlewem, gdzie mogła moczyć cięte kwiaty. Mieszkasz w zawrotnym luksusie, a zachwycasz się jakimś starym kamiennym zlewem iparoma gratami? Dom pod numerem 16 to miejsce pracy  odparła wyniośle. Nigdy nie uważałam, żejestem tam u siebie.W sypialni belki zbiegały się nad dwoma blizniaczymi oknami, które wychodziły na łąkę.Za nią rósł rząd drzew, a jeszcze dalej lśnił w słońcu burzliwy strumień, który pieniąc się ibulgocząc płynął między wygładzonymi przez wodę kamieniami i dwadzieścia kilometrówdalej wpadał do rzeki Cher.Poppy urządziła dom z pełną uroku prostotą.Porzuciła jednostajne szarości.Ożywiławnętrza indyjskimi i tureckimi kobiercami o żywych barwach, w oknach powiesiłakrochmalone bawełniane firanki z Prowansji, porozstawiała wielkie kosze wonnychsuszonych kwiatów z miejscowego targu.Pozostawiła solidne wiejskie stoły, krzesła, którewypolerowały siedzenia całych pokoleń wieśniaków, oraz łóżko z wiązowego drewna.Ulubionym meblem Poppy była szesnastowieczna ogromna szafa z jasnego wiązu nawyprawę panny młodej, wyciosana z jednego pnia drzewa i ozdobiona rzezbionymi bukietamikwiatów przez rzemieślnika z zamierzchłych czasów dla swojej żony.Poppy za każdym razem po przyjezdzie do Montespan, przebrawszy się w prostą bluzkę i spódnicę, tu chowałaswoje paryskie stroje i z utęsknieniem myślała o dniu, w którym i ona zostanie szczęśliwąoblubienicą.Gdy podjeżdżała do domu, zawsze ogarniała ją fala radosnej beztroski.Ciężar poczuciawiny i kłopoty codziennego życia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spadały z jejbarków.Stawała się zwykłą młodą kobietą, jadącą na spotkanie z kochankiem.Dzisiaj jednakkierując ciemnozieloną limuzynę de courmont na żwirowany podjazd nie poczuła zwykłegouniesienia.Weszła do środka i zaczęła grzać się przy ogniu, rozpalonym przez starągospodynię, madame Joliot, która mieszkała w domku przy końcu alei.Zajmowała się domemi doglądała drobiu.Jej mąż uprawiał ogród, rąbał drwa na opał i miał w swojej pieczy małestado fryzyjskich koni w czarno-białe łaty.Poppy zdjęła elegancką suknię, otuliła się w miękki szlafrok z niebieskiego kaszmiru ipołożywszy się na łóżku, utkwiła wzrok w migoczących płomieniach.Czekała na Riccarda.Czuła się tak, jakby jej życie stanęło w miejscu i mogło potoczyć się dalej dopiero z chwiląprzyjazdu ukochanego.Zmusiła się, by nie myśleć o Gregu i o tym, co się wydarzyło.Wmózgu miała pustkę, widziała tylko ogień i Luchaya na starym drewnianym drążku,zerkającego na nią czujnymi topazowymi oczami [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl