[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W tej chwili podobna była do skruszonej Magdaleny.W międzyczasie Legry zasnął, osunąwszy się na krzesło przed kominkiem w saloniku.Bardzo często podczas snu unosi się rąbek tej zasłony, która oddziela świat rzeczywisty odpozagrobowego.Legry emu śniło się tej nocy, że przyszła do niego jakaś zakrwawionapostać.Legry domyślał się kto to jest i drżał ze strachu.Po tym otworzyła się przed nimprzepaść i mnóstwo rąk zaczęło go popychać ku niej.Przyszła także Cassy i też go popychała.Znowu ukazała się zakrwawiona postać i kiedy odrzuciła prześcieradło, Legry ujrzał swojąmatkę.Chciał błagać ją o pomoc, ale ona odwróciła się od niego i odeszła, a on wpadł wprzepaść słysząc diabelski chichot.W tej chwili obudził się i ujrzał wchodzącą Cassy.Legry ucieszył się na jej widok i zaczął opowiadać jej o okropnym swoim śnie, ale Cassyprzerwała mu chłodno mówiąc: Takich nocy oczekuje cię sporo, zresztą nie przyszłam po to, żeby wysłuchiwać twoichsnów, ale aby ci dać pewną radę. Radę? A czy ja potrzebuję obcych rad? z oburzeniem krzyknął Legry. Nawet bardzo spokojnie odpowiedziała Cassy. Po pierwsze, radzę ci nie męczyćwięcej Toma.właściwie sam Tom mnie nie obchodzi, ale pomimo tego, że się gniewamy,nie zmartwiłabym się wcale, gdybyś nie był pierwszym na rynku bawełnianym, i gdyby nieto, że przegrasz swój zakład kilkuset dolarowy i narazisz się na kpiny swego przyjaciela.Z prawdziwą kobiecą przebiegłością Cassy poruszyła w duszy Legry ego dwie słabestruny: po pierwsze dała mu do zrozumienia, że nie jest on jej zupełnie obojętny, jakby to sięwydawało na pozór, a po drugie przypomniała mu o zakładzie z jednym z sąsiadów. No dobrze powiedział już łagodniejszym głosem Legry jestem gotów przebaczyćTomowi, jeśli on mnie przeprosi i będzie robił to co mu każę. Nigdy się nie zgodzi być katem powiedziała Cassy. Głupstwo, zgodzi się! upierał się Legry. Gdzie on jest teraz? Tam, gdzie go rzucono, w spichlerzu. Pójdę do niego, a ty zaczekaj tutaj.96Legry nie był tak pewien zwycięstwa nad Tomem, jak to chciał okazać.Nadto nocne sny isłowa Cassy trochę podziałały na niego; postanowił dzisiaj ograniczyć się tylko do grózb.Słońce zajrzało i do tego zapadłego spichrza, gdzie leżał Tom.Cierpiąc straszliwie od ran cielesnych, Tom myślał, że dzień wschodzący może będzie jużostatnim dniem jego życia, i serce jego przepełniło się radością męczennika w oczekiwaniunagrody za wierność niewzruszoną korony chwały. No przyjacielu, jak się czujesz? nagle usłyszał koło siebie głos Legry ego. Mamnadzieję, że już teraz nie będziesz sprzeciwiał się mi? Prawda?Tom milczał. Nie raczysz dać mi odpowiedzi syknął Legry, znowu ogarnięty gniewem. Wstań tybydlę! Jak śmiesz leżeć w obecności swego pana! krzyczał, kopnąwszy Toma nogą w bok.Zrobiwszy nieludzki wysiłek, nieszczęśliwy Murzyn usiłował wstać.Legry chichotał,patrząc na jego cierpienia.Powstawszy, całą silą woli trzymając się na nogach, Tom zajrzał spokojnie w oczy pana. Podniosłeś się jednak! To znaczy, że za mało ci batów wsypano szyderczo powiedziałLegry. Jeśli nie chcesz, żeby ci dołożono, to padnij przede mną na kolana i proś oprzebaczenie.Tom nie poruszył się. Na kolana, psie! krzyknął plantator, uderzywszy Toma z całej siły batem. Nie mogę prosić o przebaczenie, ponieważ czuję się niewinny, panie stanowczopowiedział Tom. Ach tak? Więc ty sobie wyobrażasz, że ja nie potrafię przekonać cię odpowiednio? krzyczał Legry, tupiąc nogami. Cóż ty powiesz, jeśli ja rozkażę przywiązać cię do drzewa ipodpalić cię. Ja wiem panie, że może pan poddać ciało moje najstraszliwszym męczarniom cichoodpowiedział Tom. Ale nad duszą moją nie ma pan władzy.Spali pan tylko moje grzeszneciało, ale dusza moja wzniesie się tam, gdzie oczekuje mnie wieczna błogość! Ażesz, bydlę! Nie będziesz się radować, gdy będą cię smażyć na wolnym ogniu! zpianą na ustach krzyczał Legry. Nie panie, tego nie będzie, pomogą mi anioły. No zobaczymy jak one ci pomogą.Gdzież są twoje anioły, dlaczego ich nie widać ryczał Legry, okładając Toma batami.Nieszczęśliwy Murzyn upadł oblewając się krwią.W tej chwili ręka Cassy spoczęła na ramieniu plantatora.Dotknięcie tej ręki wywołałowspomnienie snu. Po coś tu przyszła? głuchym głosem zapytał Legry. Dlatego, że ty wariujesz i szkodzisz samemu sobie odpowiedziała Cassy po francusku. Ja postaram się doprowadzić go przez kilka dni do stanu, żeby mógł pracować.Legry zgrzytnął zębami. No dobrze, niech i tak będzie na razie i zwracając się do Toma krzyknął to jeszczenie koniec, zobaczymy się jeszcze.I odwróciwszy się szybko wyszedł. Jesteś dobrym, uczciwym i odważnym człowiekiem odpowiedziała Cassy, i ja zrobięwszystko co będzie w mojej mocy, abyś się szybko wyleczył mówiła Cassy krzątając siękoło niego. Poczekaj chwilę, przyniosę ci zaraz posiłek i maści na twoje rany. Dzięki ci, pani.Ale proszę cię bądz tak dobra i daj mi przede wszystkim Ewangelię,pragnę ją czytać.Cassy dała mu książkę i poszła do domu by wrócić za chwilę i przynieść to wszystko coobiecała choremu.97ROZDZIAA XVIIIWolnośćTeraz zobaczymy, co się działo z Jerzym Harris i jego żoną, których zostawiliśmy nafermie kwakierskiej niedaleko Kanady.W tej samej fermie, gdzie jak sobie przypominamy,wracał do zdrowia Tom Loker.Babka Dorkas doglądała go z macierzyńską pieczołowitością.Była to wysoka siwa kwakierka o bardzo sympatycznej twarzy. Znudziło mi się leżeć, niech was wszystkich licho wezmie! mruczał Loker. U nas nie godzi się przeklinać, Tomie odpowiedziała spokojnie babka Dorkas. Przepraszam, babko Dorkas.Lecz trudno mi się od tego odzwyczaić. Trudno, mój przyjacielu.Być może, że i mnie trudno pielęgnować tak nieokiełznanegoducha. Właśnie podziwiam pani cierpliwość przyznał szczerze rekonwalescent.Po chwilimilczenia, dodał niepewnie: czy uciekinierzy jeszcze się tu znajdują? Owszem. Niech im pani poradzi, aby czym prędzej przeprawili się przez jezioro. Doskonale. Niech ich pani uprzedzi, że w sąsiednim miasteczku znajdują się nasi wywiadowcy,którzy mogą ich złapać.Nie chciałbym, aby ich schwytano.bynajmniej nie przez wzgląd nanich, lecz aby ukarać tego psa Marksa.Powiedzcie im, że rysopis ich znany jest w Sandusky.Niech się jakoś przebiorą i ucharakteryzują. Dobrze, powiem im.Ale nie denerwuj się, mój drogi.Jeszcze dwa tygodnie przeleżał Tom w domu kwakrów i podniósł się jako zupełnie innyczłowiek.Postanowił nawet przyłączyć się do gminy kwakrów.Lecz nie wytrzymał długo ipewnego dnia uciekł do kolonii Anglików, gdzie został leśniczym.Wszakże zachował dlakwakrów dozgonną wdzięczność.Ostrzeżenia Lokera przysłużyły się zbiegom.Tego samego dnia wieczorem ruszyli wdalszą drogę.Wszyscy byli ucharakteryzowani i przebrani.W Sandsky zatrzymali się na nocu znajomych kwakrów.Nazajutrz wsiedli na statek, który miał ich przewiezć przez jezioro dokrainy wolności; szczęśliwie uniknęli niebezpieczeństwa.Godziny upływały prędko.Wreszcie ukazały się wybrzeża błogosławionej Kanady krajuobiecanego wszystkich nieszczęśliwych, cierpiących w jarzmie haniebnego niewolnictwa.Oto i przystań miasteczka Amgerstberg.Prowadząc pod rękę miss Schmit, która dlawiększego bezpieczeństwa dotrzymała zbiegom towarzystwa, Jerzy machinalnie zszedł naląd.Wzruszenie przesłoniło mu oczy mgłą.Za nim szła Eliza w męskim przebraniu,prowadząc Harry ego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]