[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Son padre 57 powiedział sucho.Lucia patrzyła na Jezierskiego uważnie.Rumieniec niezszedł jeszcze z jej policzków.Jezierski usiadł na ławeczce.Z głębi ogródka wyszła dziesię-cioletnia może dziewczynka, o takich samych skośnych oczach. Sorella 58 powiedziała Lucia. Paola.Jezierski wyciągnął kluczyk i począł otwierać ananasy.Carpinetti szepnął coś do ucha Lu-cii.Ta znikła pospiesznie w sieni.Jezierski podsunął czekoladę Paoli, pózniej jej matce.PaniCarpinetti ułamała pół tabliczki łapczywym ruchem.Lucia wróciła z karafką i szklankami.Wrubinowym płynie załamywał się świetliście zabłąkany między liśćmi promień słońca.Luciastąpała cicho, jak gdyby się skradała.Lekko grały mięśnie smukłych łydek; przykrótka su-kienka odsłaniała zgięcie pod kolanem.Jezierski podniósł oczy i spotkał zimne spojrzeniepana Carpinetti.Chwycił szybko następną tabliczkę czekolady i podsunął matce Lucii.Taznowu ułamała połowę.Lucia zaczerwieniła się po szyję i opuściła oczy.Jezierski wyciągnąłdo niej czekoladę. Grazie  powiedziała cicho i potrząsnęła przecząco głową.Ręka Jezierskiego zawisła wpowietrzu. Vi piace Italia, maresciallo?59  zapytał Carpinetti. Si, si  ucieszył się Jezierski. Italia molto bella!I znowu zerknął na Lucie.Siedziała teraz sztywno, z opuszczonymi oczyma. E la Polonia.bella?  pytał surowo Carpinetti. Polonia mia patria! Perche non ritornare Polonia?60  zapytał Carpinetti nie spuszczając zeń zimnych oczu. Comunisti  odparł Jezierski i wypił wino. Bolszewicy. Polacchi buoni chrisriani  powiedziała pani Carpinetti patrząc łapczywie na ananasy.Andare chiesa.Americani, Inglesi non andare chiesa.61Jezierski podsunął jej ananas.Carpinetti skrzywił się, W drzwiach stanął młodzieniec wgranatowej koszuli.54Nie! Wszystko dla pani! Jeść!55Ja chcieć jeść z wami56Dziękuję, panie plutonowy, dziękuję! Proszę, niech pan siada.57Jestem ojciec.58Siostra.59Podobają się panu Włochy?60Dlaczego nie wrócić do Polski?61Chodzić do kościoła.Amerykanie, Anglicy nie chodzić do kościoła.109  Fratello 62  wyjaśniła skwapliwie Lucia. Bruno.Chłopak wyciągnął rękę z wyrazemznudzenia.Za nim wszedł do ogrodu dwudziestoparoletni mężczyzna w jaskrawej, kraciastejkoszuli. Amico63  przedstawiła Lucia spuszczając oczy. Salvatore.Tamten podał Jezierskiemu rękę nie patrząc.Dłoń jego była twarda i nieprzyjazna.Byłśniady, o wielkich, czarnych oczach i włosach lśniących od oliwy.Obaj usiedli na ławce.Za-padło milczenie.Jezierski poruszył się niespokojnie i chwycił ostatnią tabliczkę czekolady.Paola udziubała kawałek, pani Carpinetti wyciągnęła pospiesznie rękę, ale spotkawszy wzrokmęża ułamała niewielką cząstkę.Salvatore skinął przecząco głową.Jezierski usiłował pod-chwycić spojrzenie Lucii.Ciągle patrzyła w ziemię.Salvatore zagwizdał cicho.Carpinettiwypił łyk wina. Voi.in Polonia.soldato?64  zapytał.Jezierski zaprzeczył żywo ruchem rąk. No, no! Non amare guerra!  zawołał i marszczył czoło w poszukiwaniu słów. Io.lavorare terra!65I dotknął stwardniałej dłoni Carpinettiego.Tamten spojrzał nań ze zdumieniem. Contadino?66  zapytał.Jezierski potwierdził ruchem głowy.Salvatore patrzył nań z bezczelną nonszalancją.Luciawstała nagle i zniknęła w sieni.Oczy Jegierskiego pobiegły za nią. E Odesso.ostra tera.senza padrone?67 zapytał Carpinetti. No, w  zaprzeczył żywo Jezierski. Madre, fratello.68Patrzyli nań uważnie i chmurnie.W bramie znowu zadzwięczały kroki.Do ogródka weszłotrzech młodych ludzi.Witali się poważnie, podając ręce niedbałym gestem.Usiedli na ziemi.Mówili szybko, nie patrząc na Jegierskiego.Salvatore odpowiedział krótkim ostrym zdaniemi wszyscy umilkli.Carpinetti patrzył w szklankę.Na stole walały się papierki po czekoladzie.Jezierski zerwał się nagle. Momento  zawołał i pobiegł do drzwi.Kątem oka podchwycił ironiczne spojrzenie Sa-lvatore.Ogarnął go chłód kamiennych murów.Lucia wychodziła z pokoju. Signorina  szepnął. Domani.cinema.alle sei 69 podniósł obie ręce rozcapierzającsześć palców.Pokręciła przecząco głową. Si!  krzyknął. Lucia!  dobiegi z ogrodu okrzyk pani Carpinetti.Przymrużyła oczy. Va bene!  powiedziała i wybiegła do ogrodu.Jezierski wrócił do pokoju.Jednym moc-nym szarpnięciem wyrwał z futryny haczyk.62Brat63Kolega64Pan.w Polsce.żołnierz?65Nie, Nie lubić wojny!.Ja.pracować na roli.66Gospodarz?67A teraz.pańska ziemia bez gospodarza?68Matka, brat.69Jutro.kino.o szóstej.110 VZnad szarego pudla morrisa sterczała witka anteny.Wóz stał na wąskiej drodze, obudowa-nej murkami na wysokość łydki.W równych rzędach pięły się dokoła tyczek winorośle.Dwumetrowe kaktusy rozcapierzały pryszczate odroślą wielkości półmisków.Z rzadka bie-lały płaskodache domki [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl