[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Muszę przygotowaćkolację - rzuciła cicho i zniknęła za drzwiami.Starałasię nie myśleć o wrażeniu, jakie zrobił na niej ten szaleńczy pocałunek.Czegoś bardziej ekscytującego nieprzeżyła jeszcze nigdy w życiu.Była tak podniecona, żeprzez moment zapragnęła, by Michael wziął ją tam, nadworze, bez względu na panującą temperaturę, gdziekażdy mógłby podziwiać ich jak na dłoni. ROZDZIAA CZWARTYNa nic zdała się robota Michaela, bo w piątek zacząłsypać gęsty śnieg i całe podwórko pokryła grubawarstwa świeżego puchu.Temperatura spadła irozhulał się silny wiatr, wyjący zawzięcie i porywającydo tańca tumany śniegu zmieszane z kryształkamilodu, które siekały twarz niczym ostry piasek napustyni.Emma była znudzona do granic możliwości.Od kil-ku dni ze względu na kiepską pogodę nie chodziła doszkoły.Na dwór także nie mogła wyjść, bo wciąż wia-ło i huczało.Angela, widząc, że mała nie wie, co z sobązrobić, posłała ją na górę, żeby posprzątała pokój, samazaś siadła do komputera i zaczęła regulować rachunki.Emma szybko i niezbyt dokładnie ogarnęła swojerzeczy i ruszyła na poszukiwanie Michaela.Zastukałacicho do jego drzwi i zajrzała do środka, ale nikogotam nie było.Znalazła go w kuchni z głową zanurzonąw szafce pod zlewozmywakiem.Na cały głos przeklinałhydraulików i stare rury.- Z kim rozmawiasz? - zapytała, przykucając obokniego.- Ja? Z nikim. Mała swatka 53- A co robisz? - Przysunęła się bliżej i spróbowałazajrzeć do ciemnego wnętrza szafki.- Uszczelniam rury, bo przeciekają.Obiecałem po-magać twojej mamie.- A czemu rury przeciekają? - Ku rozbawieniu Mi-chaela udało jej się przecisnąć głowę do środka.- Gdybym wiedział, to nie leżałbym tu pod zlewo-zmywakiem i nie mruczał pod nosem słów, którychtwoja mama z całą pewnością by nie pochwaliła.- Jakich słów?- Tego ci nie mogę powiedzieć.Chcesz być moimpomocnikiem?- Twoim pomocnikiem? Serio?- Jak najbardziej serio.Widzisz tę dużą skrzynię napodłodze?- Tę tutaj, metalową?- Właśnie.Wyjmij z niej duży klucz francuski i po-daj mi go.- Ale ja nie wiem, co to jest klucz francuski - jęknęłamała, wpatrując się w skrzynię pełną narzędzi.- Taki śmieszny z odblaskową czerwoną rączkąWiesz, jaki to kolor?- Pewnie, nie jestem przecież dzidziusiem - obruszyła się.- Znam nie tylko kolory, ale też alfabet i umiemczytać.- Brawo! Wez więc ten klucz, tylko ostrożnie, najlepiej dwoma rączkami, bo jest ciężki, i podaj mi go.- Proszę.- Włożyła mu do wyciągniętej ręki kluczktóry wydobyła ze skrzyni.- Dzięki, skarbie, świetnie się spisałaś. Sharon De Vita54- Michael, ile jest jeszcze godzin do świąt?- Słucham? - spytał zdziwiony, wychylając się z szaf-ki.- Ile godzin? Zapewne całe mnóstwo.Trzeba by topoliczyć.- Nie był pewien, czy uda mu się szybkodokonać takiego przeliczenia.Wcale mu nie zależałona tym, by Em zorientowała się, że kiepsko u niego zmatematyką, a szczególnie z liczeniem w pamięci.-Dlaczego nie dni albo tygodni? - Nagle zaświtała muw głowie pewna myśl.- A macie gdzieś kalendarz?- Tak, stoi na lodówce.Mama kupiła go, żeby zazna-czać w nim wszystkie ważne rzeczy do zrobienia.Za-gląda do niego każdego ranka.A po co ci kalendarz?- Przynieś mi go, to ci wytłumaczę.Emma uwinęła się w mig.- Wez też jakąś kredkę, najlepiej czerwoną.- Masz.- Wyciągnęła do niego rękę z kalendarzem.- Nie, ty się tym zajmiesz.Usiądz sobie wygodnie iznajdz dzisiejszy dzień.- Dziś jest niedziela, prawda?- Prawda.- Michael wsunął się z powrotem pod szafkęi zaklął pod nosem, gdy uderzył się głową o rurę.- Powiedziałeś brzydkie słowo! - zachichotała Em,zasłaniając ręką buzię.- Wiem, przepraszam.- Wyjrzał i puścił do niejoczko.- Tylko nie mów mamie.Nie chcę mieć kło-potów.Mała znowu się zaśmiała.Najwyrazniej uznała, żedorosły mężczyzna, który obawia się jej mamy, to bar-dzo zabawna postać.- Dobra, nic nie powiem. Mała swatka 55- Super! Masz już ten dzień? Pamiętaj, niedziela,czwarty lub piąty grudnia.- Odkąd tu trafił, straciłpoczucie czasu.Jeden dzień zdawał się przechodzić wdrugi, nie wywołując poczucia winy z powodu od-łożonych na potem spraw, których nie zdążyło się zała-twić.Dziwne, jak łatwo przyzwyczaić się do takiego ży-cia.Wszystkie jego codzienne troski pozostały gdzieśdaleko, a niepokój i rozdrażnienie, które w Chicago nieopuszczały go na krok, znikły bez śladu, zmieniając sięw spokój i pełną harmonię.- Mam! - zapiszczała radośnie Em.- Mam! Piątygrudnia!- Zwietnie, kruszyno.-1 co teraz?- Teraz musisz policzyć, ile dni zostało do BożegoNarodzenia.- Ale jak?- To bardzo proste.Boże Narodzenie jest dwudzie-stego czwartego grudnia.Znajdz ten dzień.- Widzę! - Uradowana i przejęta kiwnęła głowąUwielbiała wprost święta Bożego Narodzenia, bardziejniż cokolwiek na świecie.- Widzę! Widzę! Mama zrobiła tu duże czerwone kółko! - zapiszczała.- Doskonale.Wystarczy tylko policzyć dni pomiędzypiątym a dwudziestym czwartym grudnia.- Policzyć?- Tak, po prostu policzyć.- Raz, dwa, trzy.- zaczęła liczyć na głos.- Dwadzieścia! - krzyknęła triumfalnie po chwili.- Dwadzieścia! 56 Sharon De Vita- No widzisz, jakie to proste.A teraz kolejne zadanie.Na dzisiejszym dniu postaw kredką duży krzyżyk.- Ale dlaczego?- %7łebyś widziała, gdy tylko rzucisz okiem na kalen-darz, że do świąt jest o jeden dzień mniej.Jak będzieszrobić tak codziennie, to łatwiej ci będzie przeczekaćten okres.- Fajny pomysł! Rano będę stawiać krzyżyk i liczyćdni do świąt [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl