[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Pamiętaj o nas,tesoro dodała. Na zawsze przy moim sercu. Dotknęłam piersi tam, gdzieukryłam perłę.Graziella nie była w stanic wydobyć z siebie ani słowa.Otworzyłam ciężką bramę.Zaczęło padać, naciągnęłam kaptur nagłowę.Kiedy brama zamykała się, usłyszałam jeszcze cichy głosGrazielli: Pisz do nas i opowiedz, jak tam wszystko wygląda.Ruszyłam wdól.Siostra Graziella wciąż tęskniła za światem.Po dziewięciu latach.Kiedy się dowiedziała, że jej mąż miał kochankę? Jakie to ukradkowespojrzenie sprawiło, że zrozumiała? Jak wyglądała ta straszna chwila,kiedy nagle poskładała części układanki: dziwne zachowania, wymijająceodpowiedzi, przelotne spojrzenie, zapomniany liścik? Czy patrzyła muprosto w twarz? Czy pierwszy posiłek potem, jak zrozumiała, co siędzieje, przygotowała równie troskliwie, jak wszystkie poprzednie? Czyon uwielbiał połysk jej włosów i czy płakała, kiedy siostry je obcinały?Czy mnie również czekają tak bolesne rozstania? Czy jeśli pamiętać będęjej słowa i będę dość uważna, zostaną mi oszczędzone czyoszczędzone mi będzie życie w kontemplacji i poświęceniu pośródnieustających aktów pokory?Przez całą drogę do kościoła trzymałam podarunek Graziellizaciśnięty w dłoni jak bezcenną relikwię.54PITROPowóz przejechał z turkotem, przez most Zwiętego Anioła, gdzieszpaler osiemnastu szubienic wiódł do fortecy i więzienia.Kiedy zacząłsię proces, miałam osiemnaście lat.Teraz właśnie skończyłamdziewiętnaście.Zawinęłam kolczyk w chusteczkę i schowałam podobiciem mojej skrzyni z wyprawą.Ojciec przechadzał się nerwowo przedkościołem. Gdzieżeś ty była? spytał. Poszłam pożegnać się z siostrami.Wszystko w porządku.Przecieżsię nie spózniłam.Zdjęłam płaszcz i dałam go Porzii do trzymania.Ojciec ujął mniemocno pod ramię i ruszyliśmy przez mroczną nawę do małej bocznejkapliczki oświetlonej czterema świecami.Podczas mszy czułam się tak, jakbym była tylko widzemprzyglądającym się z zewnątrz jakiejś jarmarcznej ceremonii.Naglepoczułam, że tęsknię za matką, za jej delikatną dłonią gładzącą mnie powłosach, za jej smutnymi piosenkami.Na pewno uspokoiłaby ją myśl otym, że wyszłam za mąż.Porzia uśmiechała się do mnie, żeby dodać miodwagi, a ja starałam się utrzymać na twarzy stosowny wyraz radości,szczęścia i wdzięczności.Jednak w kamiennym kościele było tak zimno,że nie mogłam powstrzymać drżenia.55Aacińskie slowa wypowiadane przez księdza przelatywały obok mniew mgławicy niskich dzwięków i miałam odczucie, że to wszystko dziejesię ukradkiem.Powtarzałam ślubowania i próbowałam myśleć owypowiadanych słowach, ale kiedy ksiądz powiedział aż po kres moichdni", uświadomiłam sobie, że przecież Graziella wymówiła kiedyś tesame słowa.Trudno mi było je powtórzyć.Patrzyłam wtedy prosto wtwarz Pierantonia, tak jak mówiła Graziella.Był poważny, ale nie miał wsobie delikatności Michała Anioła odzianego w czerwone lucco i zaglą-dającego w głębię mojej duszy.Kiedy było już po wszystkim, Porzia zarzuciła mi płaszcz na ramiona. Będzie mi ciebie brakować powiedziała cicho. Czuję się tak, jakby moje dotychczasowe życie skończyło się raz nazawsze wyszeptałam. Teraz zaczyna się dla ciebie nowe życie.Nie martw się.Pierantonio to dobry człowiek odparła również szeptem. W Bogu nadzieja.Krople deszczu kapały mi za kołnierz, ale wciąż nie mogłam sięzdecydować , by wsiąść do powozu, na którym znajdowała się jużskrzynia z wyprawą.Ojciec zniecierpliwionym ruchem uniósł ręce.A japo prostu czekałam na jakiś czuły gest z jego strony. Wsiadaj, wsiadaj powiedział i wsunął do mojej dłoni małyniebieski woreczek.Było w nim coś ciężkiego.Schowałam go w fałdach spódnicy i wsiadłam do powozu.Zobaczyłam zmarszczki wokół jego oczu i zrozumiałam, że to dla niegotrudna chwila.56 Napiszę do Michelangela Buonarrotiego Młodszego o tobie.Pamiętaj, żeby złożyć mu wizytę. Zatrzasnął drzwiczki powozu i otoruszyliśmy wraz z Pierantoniem do Florencji.Myślałam z ulgą o tym, żetam przynajmniej wolna będę od hańby.Mąż i żona.Powtarzałam sobie te słowa, kiedy powóz wyjeżdżałprzez Porta del Popolo na via Flaminia.Mogliśmy podziwiać wiejskikrajobraz, wozy zaprzęgnięte w woły i kałuże
[ Pobierz całość w formacie PDF ]