[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Odkąd83RS sprowadził się do Sleepy Valley, z całego serca zapragnął, by jakaś częśćniego została tu, nawet po jego śmierci.To, że Lesley kochała ten stary dom prawie tak mocno jak on sam, wdużym stopniu wpłynęło na jego decyzję.Tak samo ważne wydało mu się,że instynktownie odnalazła ów punkt widokowy, który tak bardzo lubiłajego babka.Wszystko to sprawiło, iż Zane miał wrażenie, że Bóg, w swejnieskończonej dobroci, dał mu ostatnią szansę i postawił na jego drodzewspaniałą kobietę.Tymczasem, gdy wreszcie przyszedł moment oświadczyn, zabrakłomu słów.To, co miało być takie proste, okazało się niesłychanie trudne.Powód tego był jeden.Proponując Lesley małżeństwo, był w stosunku doniej nie w porządku.Wiedział, że może zginąć w walce z Schuylerem.Było to nawetwielce prawdopodobne, zważywszy jego stan fizyczny.Wtedy Lesleybędzie musiała samotnie wychowywać ich dziecko.Oczywiście, jakoniesłychanie bogata wdowa, ale bezpieczeństwo finansowe to jeszcze niewszystko.Natomiast, jeśli nawet on wyjdzie z tego niebezpiecznegospotkania cało, nigdy nie będzie dość atrakcyjny jako mąż tak pięknejkobiety.Zawsze już będzie kulał, a żadna operacja plastyczna nieprzywróci jego twarzy dawnego wyglądu.Lesley odjechała tuż po tym, jak żaglówka przybiła do brzegu,obiecując, iż w ciągu najbliższych kilku dni da odpowiedz.Zane patrzyłdługo za oddalającym się samochodem.Z jednej strony, pragnął jej jeszczebardziej niż kiedykolwiek dotąd, z drugiej jednak zdawał sobie sprawę, żejest obrzydliwym egoistą.84RS Pierwszą czynnością, jaką następnego ranka wykonała Candy, byłozatelefonowanie do sklepu.Oznajmiła, że jest chora i nie ma siły przyjśćdo pracy.Nie zmogła jej wprawdzie grypa, ale coś zdecydowaniegorszego, było jej mianowicie okropnie wstyd z powodu zachowania wdomu Carla.Na myśl o swej żywiołowej reakcji na jego pieszczotyrumieniła się aż po korzonki włosów.Chciała zrzucić całą winę na niego,ale sumienie nie pozwoliło jej zapomnieć, że to, co się stało, miało jejpełne przyzwolenie.Ubrała się w stare dżinsy oraz wypłowiałą koszulkę bawełnianą,który to strój doskonale oddawał jej obecny stan ducha.Poszła do kuchni,by przygotować sobie coś na śniadanie, postanawiając, że musi przestaćrozmyślać o Carlu, co oczywiście było niemożliwe.Nie potrafiłazrozumieć, jak mogła do tego wszystkiego dopuścić.Przecież teraz niebędzie w stanie spojrzeć mu w oczy.Zresztą nie tylko jemu, swemuodbiciu w lustrze również.Postanowiła, iż najlepiej będzie, jeśli już nigdywięcej nie zobaczy się z Carlem, dzięki czemu łatwo przyjdzie jejzapomnieć o całym wydarzeniu.Filiżanka mocnej herbaty oraz tosty do tego stopnia poprawiły jejnastrój, iż zdecydowała, że zajrzy jednak tego dnia do sklepu.Już miałazacząć się przebierać, gdy zadzwięczał dzwonek.Bez namysłu otworzyładrzwi, zamiast sprawdzić najpierw, kto za nimi stoi.A był to Carl, tensam, którego nie chciała już nigdy w życiu oglądać.Miała zamiar zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale on przewidującowsunął nogę za próg.- O co chodzi, Candy? - zapytał, uśmiechając się ironicznie.-Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że nie cieszysz się z mojego widoku.85RS - Zostaw mnie w spokoju - burknęła, próbując ze wszystkich siłzamknąć przed nim drzwi.Niestety, bez skutku.- Musimy porozmawiać - oznajmił.- Nie mam ci nic do powiedzenia.- Czuła, jak jej oczy napełniają sięłzami.Była na siebie za to wściekła, bo ostatnią rzeczą, jaką pragnęła muokazać, była słabość.- Idz sobie, bo zadzwonię po policję.- Nie zrobisz tego.- Roześmiał się.-I obydwoje wiemy dlaczego.- Nie mam ci nic do powiedzenia - powtórzyła, prostując się dumnie.Wciąż jednak nie miała dość odwagi, by spojrzeć mu w oczy.- Pozwól mi wejść.Ależ on ma tupet, pomyślała na wpół z podziwem.- Nie ma mowy - burknęła.- Doskonale.Skoro tego chcesz, będę tu stał na werandzie, a wszyscytwoi sąsiedzi dowiedzą się, że wczoraj rozgorzała w nas taka namiętność,że mało nie puściliśmy z dymem domku gościnnego Zane'a.Przerażona, złapała go za łokieć i czym prędzej wciągnęła do domu.- Dobrze.Mów, co masz do powiedzenia, a potem się wynoś -syknęła.- Myślałem, że będziesz na tyle uprzejma, że zaproponujesz mikawę.- Co to, to nie - zaperzyła się.Carl rozejrzał się po niewielkim salonie, po czym zerknął w stronękuchni.- Aadne mieszkanko - ocenił, sadowiąc się wygodnie na sofie.86RS Chcąc nie chcąc, Candy usiadła na fotelu na wprost niego.Postanowiła, że grzecznie wysłucha, co on ma do powiedzenia, a potemtylko będzie się modlić, żeby już nigdy więcej nie musiała go oglądać.- Jak się czujesz? - zapytał Carl, przerywając niezręczną ciszę.W jego głosie pobrzmiewała autentyczna troska, co zaskoczyłoCandy, która nie podejrzewała go o tak subtelne uczucia.- Wstąpiłem dziś do sklepu i powiedziano mi, że jesteś chora -wyjaśnił.- Ależ czuję się fantastycznie - odparła z przekąsem.Nie miałazamiaru dać się złapać na ten jego troskliwy ton.- Obszedłem się z tobą wczoraj w mało delikatny sposób - przyznał.-Nie zamierzałem.- Proszę - zakryła uszy dłońmi.- Nie chcę o tym rozmawiać.- Ale właśnie po to tu przyszedłem.- Nie rozumiesz?! - krzyknęła, a jej oczy ciskały błyskawice.- To niepowinno było w ogóle się wydarzyć.Nie wiem, czemu do tego doszło.Niejestem taka.I nie biorą pigułki.- W tym momencie głos odmówił jejposłuszeństwa.- Nie chcę cię więcej widzieć - podjęła po chwili.- Mamyna siebie zły wpływ.- Nie zgadzam się.- Proszę cię, Carl - westchnęła ciężko.- Zrób to dla mnie.Obiecuję,że już nigdy o nic cię nie poproszę.- Dlaczego tak naprawdę nie chcesz mnie widzieć? Ton jego głosuwyraznie świadczył o tym, że zabolały go jej słowa.87RS - Mamy na siebie zły wpływ.Balansujemy na krawędzi miłości inienawiści - wyliczyła.- Jaka mogłaby być przyszłość naszegoewentualnego związku?Po jej policzkach potoczyły się łzy, które szybko otarła wierzchemdłoni.- Moim zdaniem wszystko między nami jest w idealnym porządku -oznajmił.- W idealnym porządku? - powtórzyła, nie wierząc własnym uszom.- Jasne.Przekonaliśmy się przecież, że pod względem fizycznymjesteśmy doskonale dobrani.- I to ci wystarczy? Przytaknął, uśmiechając się szeroko.Sięgnęła po leżącą nieopodal ozdobną poduszkę i cisnęła nią wCarla.Następnie ni z tego, ni z owego rozszlochała się histerycznie.- Wynoś się z mojego domu - nakazała, zrywając się na równe nogi.- Ale dlaczego? - Wydawał się naprawdę zdumiony.- Bo mnie seks nie interesuje!- Mogę ci bez trudu udowodnić, że to nieprawda - odparł z nieznośnąpewnością siebie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl