[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.To Amelia dała jej mądrość i siłę.Była nie tylko zmarłą przed tysiącem lat kobietą, alei matką, którą Winifreda ledwie znała, i córką, której nigdy nie urodziła, i siostrami pochowany-mi na kościelnym cmentarzu.Teraz, klęcząc samotnie w kaplicy w nikłym blasku świecy, musia-ła się z nią po\egnać.Czuła się tak, jakby stanęła na krawędzi wielkiej, przera\ającej otchłani. Ojcze  rzekła do Edmana, gdy ju\ się otrząsnęła po usłyszeniu szokującej wieści.Mieszkam w klasztorze od ponad czterech dziesięcioleci.Nie mam innego domu.Właśnie tutajświęta Amelia obdarowała mnie talentem malarskim.Jak mogłabym wyjechać? Rozdzielonaz Amelią, stracę swój dar. Nonsens  odparł opat. Twój dar pochodzi od Boga.Poza tym mo\esz przecie\ od czasudo czasu odwiedzać świętą Amelię w katedrze.Odwiedzać od czasu do czasu.Zginę  pomyślała.Teraz jej serce było rozdarte.Od dzieciństwa uczono ją słuchać ojca, mę\a, księdza, Kościo-ła.Czasami jednak czuła, \e ma więcej rozsądku i podejmuje lepsze decyzje ni\ niejeden mę\-czyzna.Jak chocia\by w millenijną noc: poprzednik ojca Edmana kazał jej udać się wrazz siostrami do opactwa Portminster  na modły i dla bezpieczeństwa.Winifreda jednak miałaprzeczucie, \e we własnym klasztorze są bezpieczniejsze, i zlekcewa\yła polecenie opata.Tym-czasem dzień przed Nowym Rokiem w Portminsterze wybuchła panika i kilka osób odniosło po-wa\ne rany, bo opat nie zapanował nad sytuacją.Nieprzytomny z przera\enia jeszcze bardziejnastraszył łatwowiernych ludzi.Tak to, dzięki nieposłuszeństwu Winifredy, siostry i rezydentkiocalały.Co jednak miała począć w tej sytuacji? Skierowała wzrok na relikwiarz na ołtarzu, majaczą-cy w blasku świecy.Obowiązek zajmowania się sześćdziesięcioma siostrami, rezydentkamii uczennicami, a tak\e zaspokajanie fizycznych i duchowych potrzeb wielu pielgrzymów byłyniczym w porównaniu z odpowiedzialnością, przed którą stanęło teraz jej malejące stadko.Winifreda czuła rozgoryczenie: tak naprawdę nie chodziło o zamknięcie wiekowego klaszto-ru.Niewielkie pieniądze wystarczyłyby, \eby Zwięta Amelia znów stała się samowystarczalna.Opat jednak chciał, aby Winifreda nauczyła młodsze siostry malowania iluminacji. Niech Agnes i Edith pozwolą odpocząć zmęczonym dłoniom i cieszą się spokojemu schyłku \ycia.Niech młode ręce przejmą od nich ten cię\ar  powiedział.Winifreda sprzeciwiła się.Siostry uwielbiają swoją pracę.Pozbawione jej stracą sens \ycia.Opat jednak nie chciał jej słuchać.Przeorysza czuła się stara i zniszczona, bezu\yteczna jak złamana igła.Doświadczenie nicnie znaczyło; liczyła się tylko młodość.I tak jak odgarnia się na bok zgniłe liście, \eby mogła wyrosnąć nowa roślinność, tak i ona wraz z towarzyszkami musiała odejść.Po raz pierwszy od dziesiątek lat Winifreda była bezsilna.Ten kochany, skromny klasztor,którzy przetrwał trzy wieki burz, powodzi, po\arów i nawet najazd wikingów, miał teraz zniknąćz powierzchni ziemi przez jakąś drzazgę!Nagle ogarnął ją lęk, \e bluzni  w końcu w nowym klasztorze znajdowała się nie byle jakadrzazga  zło\yła więc ręce do modlitwy i zapłakała: Zwięta Amelio, nigdy cię o nic nie prosiłam. Była to prawda.Inni przychodzili do świętejpo przysługi, zdrowie i odpowiedz na pytania, ale matka Winifreda, opiekująca się świętą odczterdziestu lat, wznosiła do niej tylko modły dziękczynne.Teraz jednak miała prośbę.Nie cho-dziło o nic materialnego, nie szukała ucieczki przed fizycznym bólem, miłosnej porady ani mę\a.Zale\ało jej tylko na wskazówce. Powiedz mi, co mam począć.Zapomniała o powściągliwości i opanowaniu. Błagam, pomó\ mi!  wykrzyknęła i zrobiła coś nieoczekiwanego: podbiegła do ołtarzai objęła srebrny relikwiarz.Uświadomiwszy sobie z przera\eniem, co uczyniła  relikwiarza dotykano jedynie miotełkądo kurzu  szybko odsunęła się od ołtarza, mamrocząc przeprosiny i raz za razem czyniąc znakkrzy\a.Wtem nastąpiła na rąbek habitu.Straciła równowagę i chcąc się czegoś przytrzymać, bezzastanowienia złapała za obrus le\ący na ołtarzu.Przewracając się, ściągnęła wszystko  kwiaty,świece i relikwiarz.Runęła na kamienie i uderzyła się w głowę tak mocno, \e na moment ją zamroczyło.Pochwili doszła do siebie.Le\ała na wznak na schodkach ołtarza i patrzyła na rusztowanie nadgłową, czując straszliwy ból w czaszce.Próbowała się poruszyć, ale jej prawą rękę przygwozdziłjakiś cię\ar.Relikwiarz.Pękł i się otworzył.Kości świętej le\ały odsłonięte po raz pierwszy od niemal trzystu lat.Winifreda zerwała się na równe nogi, szepcząc  Matko Boska , i patrzyła z przera\eniem nazbezczeszczoną relikwię.Jej serce biło jak oszalałe, nie wiedziała, co począć.Czy sprofanowała umiłowaną świętą?Czy istniał specjalny rytuał, który nale\ało odprawić? Opat.Musiała natychmiast zawiadomićopata.Coś jednak ją powstrzymywało.Stłumiła impuls, który nakazywał jej ucieczkę z kaplicy,powoli uklękła i ze zdumieniem wpatrywała się w delikatne kości na schodach.Wyglądały jakmuszle albo jak kamyki ze strumienia  kruche i bezbronne, tu palec, tam szczupła kość ramie-nia.Szkielet był cały, choć ju\ rozsypywał się w pył.Czaszka nadal łączyła się z szyją, szyjaz obojczykiem.śebra zapadły się dawno temu, miednica była w tysiącu kawałków.Ale to szyjaprzyciągnęła uwagę Winifredy  pomiędzy kostkami kryło się tu coś dziwnego. Pochylona, zmru\yła oczy w półmroku kaplicy.U podstawy czaszki, tam, gdzie łączyły siędwa kręgi.Oczy przeoryszy rozszerzyły się ze zdumienia.Wstała i chwyciła zapaloną świecę.Wstrzy-mała oddech, patrząc, jak płomień oświetla blade kości, między którymi coś błysnęło.Zmarszczyła brwi.Kości nie migoczą.Jeszcze bardziej przybli\yła świecę i zajrzała w szczelinę między dwoma kręgami.W kaplicyhulał przeciąg, płomień tańczył.Znów coś zalśniło, niczym iskierka podczas krzesania ognia [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl