[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wszakżewidział był wieś szlachecką z jej życiem.Czyż nie należało tej całej Nawłociz jej Chłodkami posłać do luftu? Czyż nie należało tego Leńca z jego panemBarwickim i panią Barwicką?.Tu przyłączyła się inna sfera uczuwania rzeczy-wistości.Ręka chwyt ała nie lancet, lecz jakiś wschodni przyrząd rozprawy.* * *254 W tym czasie do wspólnego mieszkania Buławnika i Baryki przychodził czę-sto kolega Antoni Lulek.Był to student prawa na jednym ze starszych kursówuniwersytetu.Lulek był chorowity, słaby, nikły blondyn.Na wojnie bolszewic-kiej nie był z powodu złego stanu zdrowia.Lulek był nadzwyczajnie oczyta-ny i świetny dialektyk.Gdyby nie anemia i astma, które mu  głos odbierały ,mógłby przegadać dziesięciu najtęższych gadułów.Czasami zresztą  nie gadał ,to znaczy nie odzywał się zupełnie ani słowem.Z głową, a raczej z brodą pod-partą na chudej i suchej pięści, siedział wówczas i przenikliwymi niebieskimioczami patrzał na przeciwnika  (w studenckich pokojach schodzą się, pijązimną herbatę, palą cudze papierosy i gadają zawsze  przeciwnicy ).Lulek byłto już jegomość starszy.Z niejednego pieca chleb jadał.W czasie wojny świato-wej terał się po różnych kryminałach rosyjskich i niemieckich.Paka  zabrałaznaczny okres jego życia.W pace, a raczej w pakach, mając wiele czasu, Lulekuczył się obcych języków, a posiadłszy angielski (licho), francuski i niemiecki(wcale dobrze), wciąż coś tłumaczył. Pracował naukowo , jak mówiło się o tymwśród kolegów.Nikt jednak tych naukowości Lulka na oczy nie widział.Zawszemiało coś być wydane przez pewne ideowe zespoły i kółka, i nie dochodziło doskutku, oczywista rzecz, wskutek braku pieniędzy, które nie nosiły w tej sferzeinnej nazwy, tylko do znudzenia nazwę floty.Lulek lubił rozmowy z Baryką, a nie lubił z Buławnikiem.Buławnik byłto umysł jasny (cokolwiek zanadto jasny), racjonalistycznie prostolinijny, nieznoszący mgły i tajemnicy, którymi Lulek lubił się otaczać.Jeżeli Buławnikzbyt kategorycznie, w sposób  medyczny udowodnił swe twierdzenie, Lulek255 wypływał na rozlewne wody zastrzeżeń i przyczynków naukowych, puszczałsię na wywody niełatwe do doścignięcia i gubił ślady za sobą.Jednakże Lulekpotrzebując od czasu do czasu pomocy materialnej, kredytu krótkoterminowe-go, zjawiał się w jamie Buławnika.Ostatni był dobrze usposobiony dla tegoklienta.O swój, a raczej o ojcowski grosz dbał, co się zowie, ale nie było wy-padku, żeby odmówił Lulkowi  pożyczki , która mogła być  co tu ukrywać? zasiłkiem.Tymczasem Lulek był fenomenalnie punktualny.Oddawał długiw terminie oznaczonym.Tak się te rzeczy złożyły, że Lulek rozmawiał z Bary-ką o rzeczach oderwanych, naukowych, teoretycznych, tajnych, a z Buławnikiemo pieniądzach.Gdy Buławnik wtrącał się do rozmowy, zaczynał spierać się,mędrkować i dowodzić, Lulek odcinał się raz, dwa, potem przycichał, a wresz-cie popadał w milczenie, w astmę, która mu głos odbierała.Zimnymi swymioczyma  przypatrując się wywodom przeciwnika kamieniał na długo.Zmiechbezgłośny Lulka gorszy był stokroć dla Buławnika od jego słownych wywodów.O czymże to Lulek dyskutował z Baryką? Otóż przeważnie o jego przejściachbakińskich i moskiewskich.Lulek nigdy nie widział Rosji, nie znał ani Moskwy,ani żadnej tam Tuły, a jednak był poinformowany o sprawach rosyjskich, jakbytam właśnie spędził całe życie.Wszystko to z książek, pism i pisemek.Fenome-nalna pamięć pozwalała mu mieć na zawołanie cytaty ze wszystkich dekretówwszystkich najcudaczniej zwanych władz bolszewickich, daty, cyfry, dosłowneteksty rozporządzeń, brzmienie ustaw, dokładne formuły przemówień wodzówi dokładne teksty opozycyjnych zaprzeczeń.Wiedza Lulka obracała się w gra-nicach nakreślonych przez te właśnie doktryny, ujęte w ramy tych właśnie prawi wyjaśnień.Nadto Lulek był nie lada (tak zwanym)  psychologiem.Umiał orientowaćsię w nawale faktów przytoczonych przez młokosa, umiał wyczuć naturę jegouniesień oraz siłę rzeczywistą zwątpień i rozczarowań.W te właśnie miejsca, w te obolałe okolice umiał we właściwej chwili pchnąćdługim puginałem szyderstwa i zjadliwej drwiny.Baryka znalazł się pod urokiemi niepostrzeżenie, z wolna przechodził pod władzę duchową Lulka.Nadszedł czas, że Cezary poczynił  psychologowi pewne zwierzenia co do256 Nawłoci i Leńca.Nie powiedział, oczywiście, wszystkiego, ale o tym i owymnapomknął.Tamten słuchał z nadzwyczajną uwagą, podparłszy nagą brodę nagąpięścią.Nie wtrącał się do tych spraw radą żadną ani uwagą, ale widać było, żeprzywiązuje do półspowiedzi młodzieńca pewne znaczenie.Dla Baryki potrze-ba wyznania była koniecznością duszy.Jakżeby pragnął powiedzieć wszystko,wszystko! Zrzucić z serca kamienie, które je uciskały, dokonać spowiedzi, którąmu swego czasu proponował ksiądz Anastazy! Lecz nie można było z Lulkiempopadać w romanse tego rodzaju, gdyż on czego innego w tych aferach poszuki-wał.Chodziło mu o zgorzknienie Baryki, o jego przejście do stanu odrazy i co to owijać w bawełnę!  do stanu zemsty.W tym celu Lulek używał pewnychskrótów.Mówił o szlachcie, o klasie próżniaczej i przeżytej  nie  szlachta , nie  bur-żuazja czy tam inaczej, lecz   nawłoć [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl