[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Poczuła kwaśny oddech strażnika.Próbowała się wyrwać,ale przyciągnął ją bliżej.- Posłuchaj, paniusiu, tu wszystko kosztuje.- Popatrzył na jej drogi strój, na ukrytepod suknią piersi.- Chyba że chcesz zapłacić w inny sposób.- Ile?Głos był swobodny, ale pewny, zdecydowany.Zamknęła oczy.Garrick Farne! Notak, mogła się go tu spodziewać.Znowu zaczęli się bawić w kotka i w myszkę, tyle żejak zwykle to on był kotem.Pewnie chodziło mu o to, by Southern nie trzezwiał ani namoment, przez co z nikim nie zdoła sensownie się porozumieć.Sądziła też, że książęsłyszał jej rozmowę z Southernem.Zapłacił więcej niż sześć szylingów i przemienił sięw szpiega.Tyle że nie wyglądał na niego, był zbyt elegancki.Miał na sobie poranny surdut,nienagannie skrojone bryczesy i lśniące buty.Pewnie rankiem odbył konną przejażdżkę,by dać upust swojej energii.Gdy ich oczy spotkały się, Garrick zareagował uśmiechem.Nie był to jednak miły uśmiech i Merryn poczuła się bardzo niepewnie.Pomyślała, żeksiążę dla dania nauczki z radością zostawiłby ją na jakiś czas w więzieniu.- Dziesięć szylingów, Wasza Wysokość - odparł strażnik.- Przed chwilą było sześć - zauważyła Merryn.- W dodatku nie mam tyle pienię-dzy.- Za co pani tu siedzi? - Garrick popatrzył na nią z ironią.- Za włamania?- Nie jestem więzniarką! - oburzyła się.- Dziwne.Z pani skłonnościami do przestępstw.- W teatralnym zdumieniu po-kręcił głową.Merryn cała poczerwieniała.RLT - Chcę stąd wyjść.Garrick wyjął portfel i ponownie spojrzał na strażnika.- Dwanaście szylingów, Wasza Wysokość - oznajmił, właściwie oceniając jegopozycję.- Proszę uwierzyć, to okazja.- Nie sądzę - mruknął Garrick, a Merryn poczerwieniała jeszcze bardziej.- Wła-ściwie to wy powinniście mi zapłacić, żeby się jej stąd pozbyć.- Proszę mu nie płacić - warknęła Merryn.- Nie chcę mieć długów u Waszej Ksią-żęcej Mości.- Wiem, już pani o tym wspominała.- Włożył portfel do wewnętrznej kieszenisurduta.- Jak sobie pani życzy.Strażnik uśmiechnął się nieprzyjemnie i znowu przyciągnął ją do krat.- No, paniusiu, pora znalezć pustą celę, aż ktoś w końcu panią wykupi.- Chwileczkę - krzyknęła przerażona w stronę Garricka.Książę zatrzymał się, alenie odwrócił.- Bardzo proszę.W końcu popatrzył na nią z lekkim uśmiechem.- Będzie pani błagać, żebym panią stąd zabrał, lady Merryn.- Nie! - Z trudem przełknęła ślinę.- Ale będę bardzo wdzięczna.- Urwała, wie-dząc, że Garrick doskonale się bawi.Najchętniej wymierzyłaby mu siarczysty policzek.- Dobrze.- Ponownie wyjął portfel i zapłacił strażnikowi, który zdradzał pewneoznaki rozczarowania.- Odprowadzę panią na Tavistock Street.- Garrick podał jej ramię.- Nie, wolę.- To nie było pytanie - powiedział, prowadząc ją korytarzem.- Proszę to potrakto-wać jak rozkaz.Dotarli na pierwszy podest galerii.- Zwrócę panu pieniądze - rzuciła Garrick popatrzył na nią z góry.- Ciekawe, w jaki sposób? Mówiła pani, że nie ma pieniędzy.To było trudne pytanie.Co prawda Tom zapłacił jej ostatnio, ale wydała te pienią-dze na  Clarissę" Samuela Richardsona.Książka jej się nie spodobała i teraz żałowała, żeRLT ją kupiła.Nie mogła też prosić Garricka o odliczenie tej kwoty od trzydziestu tysięcy,które jej ofiarował, gdyż odmówiła przyjęcia darowizny.Książę czekał chwilę, a następnie poprowadził ją w dół.- Nie będę nalegał na zwrot tej sumy - mruknął.Merryn ponownie się zatrzymała.- Pożyczę pieniądze od Joanny - rzekła gniewnie.- Albo Aleksa.Czy kogoś inne-go.Nawet od lichwiarzy.Zrobię wszystko, by nie być pana dłużniczką!- Wszystko? - Garrick przyparł ją do muru.Poczuła przez suknię zimne kamienie.Następnie wziął ją pod brodę dłonią w rękawiczce i pocałował.Tym razem nie dała się aż tak zaskoczyć, była przygotowana [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl