[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Nadal wszystko w porządku?- Uhm.- Więc.- Tak?- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić z niańkiem? Wybuchnęłamśmiechem.- Oczywiście! 37Przykre przebudzenieByło wpół do dziewiątej następnego rana, gdy obudziły mnie odgłosymocowania się Petera i Dylana w salonie.Odwróciłam się iprzypomniałam sobie, że Peter opuścił mój pokój zaledwie przeddwiema godzinami.Kochaliśmy się przez całą noc jak dwojenastolatków, głodnych kradzionych chwil, aż do świtu, gdy Peterprzeniósł się do małego studia nad garażem.Byłam zdumiona, że możeutrzymać się na nogach.Moje ciało przypominało spaghetti.Aóżkowyglądało tak, jakby zaatakowało je stado dzikich psów.Uchyliłamdrzwi, żeby posłuchać, co się dzieje.- Tu, w górach, w których się wychowałem, dopiero ci dokopię namoim nowym snowboardzie, smarkaczu.- To nie fair! Jezdziłem na snowboardzie zeszłej wiosny tylko przeztydzień! - zawołał Dylan, śmiejąc się, lecz jednocześnie zawodząc.- I jeśli dopisze nam szczęście, będziemy mieli niezły nar-narpow-pow.- Co znaczy  nar-nar pow-pow"? - zapytał Dylan.Peter pochylił sięnad nim.- Posłuchaj, Dylan.Jeśli chcesz jezdzić ze mną na snowboardzie,musisz podłapać slang. Nar-nar pow-pow" znaczy jazdę wsuperdzień.Na przykład, gdy w nocy napadały tony świeżego śniegu imasz wrażenie, jakbyś przez całą drogę sunął po puchu.A kiedy uda ci się zrobić kilka świetnych zwrotów,mówię do ciebie:  Sick line, doktorze".- Co to znaczy  sick line"?- Aadny zjazd w śniegu.- Ale dlaczego  doktorze"?- Nie wiem, tak mówią do siebie snowboardziści.- O rany! Cool.- A kiedy już skończymy, będziesz jezdził, skręcał i skakał tak jak ja.- Tak myślisz?- Ja to wiem.Spędziliśmy więc całą sobotę na stoku i, o dziwo, Peter i ja, przynaszym zmęczeniu, nie wpadliśmy na żadne drzewo ani się niezabiliśmy.Po południu podrzuciliśmy dzieci do szkółki narciarskiej ipojezdziliśmy trochę sami.Całowaliśmy się na wyciągu z beztroskimzapamiętaniem; Peter obejmował mnie w pasie i jechał tuż za mną,wykrzykując instrukcje i śmiejąc się ze mnie, kiedy pierwszy razniezgrabnie pokonałam muldę wielkości volkswagena.Było cudownie,zarówno z powodu ryzyka złamania nogi, jak i serca.Wieczorem, gdy dzieci już zasnęły kamiennym snem, znowukochaliśmy się szaleńczo.Zmialiśmy się.Oglądaliśmy telewizję.Jedliśmy ciastka i pili wino.Potem znowu się kochaliśmy, tak i siak, nawszelkie sposoby, aż do utraty sił.Obudziło mnie walenie do drzwi frontowych.Wpół do ósmej wniedzielny ranek.To musiała być jakaś pomyłka.Głośne, dudniąceuderzenia dłonią w rękawicy.Przykryłam głowę poduszką, mającnadzieję, że natręt zrozumie swój błąd.Ale nie.Walenie nie ustawało,doszło do niego pukanie w okna przy drzwiach.- Cholera! - Zwlokłam się z łóżka, narzuciłam szlafrok i ogarnęłamspojrzeniem kieliszki z resztkami wina, pustą butelkę oraz mojeubrania, porozrzucane po całej podłodze.Seks można było wyczuć namilę.Byłam niewyspana i wściekła na tego dupka, który najwyrazniejpomylił nasz domek z jakimś innym.Zerknęłam przez jedno z witrażowych okienek wokół drzwi.O mój Boże! Phiłlip.Tu, w Aspen!Pobiegłam z powrotem do pokoju, żeby ukryć w łazience drugikieliszek od wina i sprawdzić, czy Peter zabrał swoje bokserki.Przerzuciłam pościel, ale nie byłam pewna, czy rzeczywiście gdzieśich nie ma.Nałożyłam trochę kremu na ręce, żeby zamaskować wońseksu, którym pachniało całe moje ciało, dłonie, usta.Nie miałamczasu przemyć twarzy, więc wklepałam w policzki tonik.Po razpierwszy w ciągu dziesięciu lat małżeństwa spałam z innymmężczyzną.Ale zastanowiwszy się, stwierdziłam, że zdecydowanie nie żałujętego, ani nie mam poczucia winy.Wzięłam się więc w garść i otworzyłam drzwi.- Cześć, Phillipie.- Witaj, Jamie.- Wejdz.Lekko pocałował mnie w policzek i wszedł do przedpokoju, ciągnącwalizkę na kółkach.Rzucił płaszcz na kanapę [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl