[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rachael przyniosła kubek wody z dystrybutora stojącego w rogu.Wmilczeniu czekali, aż się pozbiera.Molly podniosła głowę i spojrzała prosto w oczy Jacka.- Na pewno już wiesz, co się wydarzyło.- Na chwilę zamknęła oczy, i kolejna łzaspłynęła jej po policzku.Otworzyła oczy, dłonią wytarła policzki.Odetchnęła głęboko.- Dziśpo południu, kiedy tylko weszłam do jego pokoju, Tim poprosił mnie, żebym przyniosła mujego pistolet.Od lat leżał w stoliku nocnym, na szczęście nigdy nie musiał go użyć.Patrzyłamna niego, przerażona tym, co zamierzał powiedzieć, ale kiedy zapytałam go, po co mu tenpistolet, spojrzał na mnie jak na idiotkę.Powiedział, że właśnie ktoś próbował go zabić igdyby nie siostra Louise, to jego szczątki spoczywałyby już w pięknej, srebrnej urnie.Twierdził, że sam chce się bronić i jeśli naprawdę mi na nim zależy, powinnam przynieść mubroń.Kiedy nadal nie chciałam tego zrobić, wzruszył ramionami, spojrzał na mnie ipowiedział, że może byłoby lepiej, gdyby ten facet wrócił i jeszcze raz spróbował.Przecież itak skończy jako warzywo, więc dlaczego nie oszczędzić mu upokorzenia i nie zaprosić gotutaj, może nawet narysować mu na czole punkt, w który ma strzelić.To i tak bez znaczenia,bo dla niego nie było już nadziei na poprawę.Klepnęłam go po ramieniu i nazwałam idiotą.Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, takmu powiedziałam, nie wiadomo, kiedy medycyna wynajdzie nowy lek, żeby mu pomóc.Posłuchał mnie, a przynajmniej tak mi się wydawało.Potem spojrzał na mnie i powiedział: Przynieś i pistolet, Molly, pozwól mi samemu osiebie zadbać.Nie chcę czuć się bezradny.W końcu się zgodziłam.Pojechałam do domu i wróciłam jakąś godzinę pózniej.Patrzyłam, jak sprawdza broń, po czym chowa ją pod poduszkę i uśmiecha się do mnie. Dziękuję, mała, teraz czuję się lepiej powiedział.Przez chwilę milczał.Potem mówił onaszej rodzinie, swoich rodzicach, naszych dzieciach, jego pacjentach, mówił o rzeczachzłych, bolesnych, ale kiedy wyszłam, pomyślałam, że wydawał się bardziej zrównoważony,bardziej jak dawny Tim, pogodny i zabawny.Gwałtownie otarła łzy.- Och, Jack, nikt go nie dopadł, nikt go nie zamordował.Zrobił to sam i to japrzyniosłam mu broń, żeby mógł to zrobić.Jej słowa odbiły się głośnym echem w pustym pomieszczeniu.W końcu Jackpowiedział:- Molly, jeszcze wrócimy do tego.Powiedziałaś, że znów był taki, jak dawny Tim.Myślałaś o czymś szczególnym, co mogło być katalizatorem jego samobójstwa?Podniosła bladą twarz, łzy pociekły jej po policzkach.- Tak, właśnie zdałam sobie sprawę, że to byłam ja.Ja go do tego popchnęłam, Jack -powiedziała.Miała zamglone oczy i łkała.- Ja go do tego popchnęłam.- Opowiedz mi o tym.Jack wiedział, że Savich i Sherlock weszli do pokoju.Nic nie mówili, stanęli podścianą.- Tim zaczął mówić o swoich pacjentach - ciągnęła Molly.- Tych samych, o którychopowiadał Arturowi Dolanowi, swojemu przyjacielowi i partnerowi z kortu, wiecie, temubiednemu człowiekowi, który został zamordowany przez tego szaleńca w New Jersey.- Tak, wiem.- Tim powiedział: Molly, ja nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że niepowinienem tego mówić.To wszystko po prostu wyszło z moich ust, wszystko, każdy poufnyszczegół i wyśpiewałem wszystko, szczęśliwy jak skowronek.Pogwałciłem cały kodeksetyczny, którego przestrzegałem przez całe moje życie zawodowe.Zawiodłem zaufaniemoich pacjentów.Popatrz, co się stało z Jeanem Davidem, ukochanym synem Pierre'a, Molly, oboje zEstelle ubóstwiali Jeana Davida.Był ich jedynym dzieckiem, oddaliby za niego życie, a ja bawiłem się, mówiącArturowi - co podsłuchał barman - o tym, co zrobił Jean David.A teraz Jean David utonął, a Pierre szaleje z bólu i żalu nienawidzi mnie.Jeśli toPierre próbował mnie zabić, mam nadzieję, że osiągnie cel.Zmusiłem go do tego.Odpowiadam za tę tragedię, Molly, nikt inny, tylko ja.Zamilkł i patrzył tępo przed siebie, jak gdyby był sam, jakby nic już go nieobchodziło.Molly spojrzała na swoje drżące dłonie i ścisnęła je mocno razem.Jack położył swoją dłoń na jej dłoniach.Po chwili mówiła dalej.- Powiedziałam Timowi, że to nie on postanowił zdradzić swój kraj.Tylko pokręciłgłową, a jego głos był taki.pogodzony.Powiedział do mnie: Tak, Molly, to prawda, ale nieo to chodzi.Moja choroba - może być tylko gorzej, wiesz to równie dobrze jak ja, ale mnieprawdopodobnie ominie to, co najgorsze, bo będę nieświadomy rzeczywistości, tego, co sięze mną dzieje.Nie będę poznawał własnych dzieci, ciebie i nie będę wiedział, że na zawszejesteś moją żoną i moją miłością, nie będę pamiętał wszystkiego, co przeżyłem, bólu, radości,nawet tego, że nic nie pamiętam.Nie mogę znieść myśli, że przejdę przez to, Molly,ponieważ wciąż mam świadomość.Nie mogę znieść myśli, że nie będę mieć jakiejkolwiekrównowagi w umyśle, nawet nie będę zdawał sobie sprawy z tego, że to, co mówię, możekogoś zniszczyć.Rozpoznałam ten wyraz jego twarzy.Powiedział: Wiesz, że opowiedziałem tujednemu z lekarzy o twoim romansie z Arturem sprzed lat? Nie pamiętałem, że to wszystkomówiłem, ale lekarz mi o tym powiedział.Dziękuję Bogu, że zostawił mi momentyświadomości, tak, że mogę pamiętać całą krzywdę, którą wyrządziłem, i zdecydować, co ztym zrobić.Tak naprawdę przespałam się z Arturem parę razy, wieki temu - powiedziała Molly doJacka zdławionym głosem.- Nawet nie wiedziałam, że Tim o tym wiedział.Nigdy mu o tymnie mówiłam
[ Pobierz całość w formacie PDF ]