[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- PowiedziaÅ‚ to lekceważąco.- Nie, myli siÄ™ pan.Oni.- SÄ… skoÅ„czeni.GeneraÅ‚ Czang Kaj-szek wysÅ‚aÅ‚ do Junchow elitarnÄ…jednostkÄ™ Kuomintangu, żeby siÄ™ pozbyć tych wszy.WiÄ™c nasze soiréesÄ… bezpieczne, nie musi siÄ™ pani o to martwić.- Nie martwiÄ™ siÄ™.Ale siÄ™ martwiÅ‚a.Nagle w sali balowej rozlegÅ‚y siÄ™ dzwiÄ™ki quickstepa, muzyki peÅ‚nejżycia i energii.Pod wpÅ‚ywem impulsu Lidia spytaÅ‚a:- Ma pan ochotÄ™ zataÅ„czyć?- Z paniÄ…?- Tak.- Tutaj?- Tak.MiaÅ‚ taki wyraz twarzy, jakby go poprosiÅ‚a, żeby wskoczyÅ‚ na mio-dowy wózek.- Raczej nie.Jest pani zbyt mÅ‚oda.PoczuÅ‚a siÄ™ dotkniÄ™ta.- A może to pan jest za stary? - odcięła siÄ™ i znów zaczęła taÅ„czyćsama, nie zwracajÄ…c uwagi na jego obecność.KrÄ™ciÅ‚a siÄ™ w koÅ‚o, zirytowana, że Aleksy Sierow nie okazaÅ‚ dośćwychowania, żeby sobie pójść.Przymknęła oczy i nie patrzyÅ‚a na nie-go, wypierajÄ…c go z myÅ›li i pozwalajÄ…c siÄ™ wziąć w ramiona Changowi.PÅ‚ynęła w delikatnym powiewie wiatru z jednego koÅ„ca tarasu na dru-gi, jej ciaÅ‚o koÅ‚ysaÅ‚o siÄ™ i obracaÅ‚o w rytm muzyki, który zdawaÅ‚ siÄ™kierować pulsem jej krwi.Jej oddech przyspieszyÅ‚, skóra staÅ‚a siÄ™ takwrażliwa, że czuÅ‚a każde muÅ›niÄ™cie wieczornej mgieÅ‚ki i każde drgniÄ™-cie skrzydeÅ‚ ćmy lecÄ…cej w stronÄ™ Å›wiatÅ‚a.- Ja tiebia iskata, Aleksy.Lidia zatrzymaÅ‚a siÄ™, choć jej umysÅ‚ wirowaÅ‚ dalej.KoÅ‚o AleksegoSierowa staÅ‚a mÅ‚oda kobieta, w jednej i drugiej rÄ™ce trzymaÅ‚a kieliszekRLTz czerwonym winem i mówiÅ‚a coÅ›, czego Lidia nie rozumiaÅ‚a.Prosteblond wÅ‚osy miaÅ‚a uczesane w gÅ‚adkÄ… czapeczkÄ™ koloru kukurydzy.NosiÅ‚a nowoczesnÄ… sukienkÄ™, takÄ…, która koÅ„czyÅ‚a siÄ™ tuż za kolanami,jak suknia Lidii, ale naszytÄ… setkami jaskrawoniebieskich koralików.To byÅ‚a sukienka z paryskiego domu mody.PodkreÅ›laÅ‚a bÅ‚Ä™kit jej oczu,które przez krótkÄ… chwilÄ™ wpatrywaÅ‚y siÄ™ z zaskoczeniem w LidiÄ™.Taskinęła grzecznie gÅ‚owÄ… i minęła ich, zadzierajÄ…c wysoko podbródek.Szeptali coÅ› do siebie po rosyjsku, ale kiedy wchodziÅ‚a do sali balowejusÅ‚yszaÅ‚a, jak Aleksy Sierow, specjalnie przechodzÄ…c na angielski, po-wiedziaÅ‚:- Ta dziewczyna jest jak jej ojciec.On też miaÅ‚ temperament.RazwidziaÅ‚em, jak cisnÄ…Å‚ do ognia skrzypce, ponieważ nie mógÅ‚ z nich wy-dobyć okreÅ›lonego dzwiÄ™ku.LidiÄ™ paliÅ‚y uszy.Ale szÅ‚a dalej.*Chang An Lo obserwowaÅ‚ jÄ….Z wilgotnej ciemnoÅ›ci rozÅ‚ożystejwierzby pÅ‚aczÄ…cej.PatrzyÅ‚, jak na tarasie porusza siÄ™ niczym dÅ‚ugoogo-niasta jaskółka, która krÄ™ci siÄ™ i nurkuje w powietrzu dla samej radoÅ›ciruchu.Powietrze wokół niej zdawaÅ‚o siÄ™ wibrować, a jej wÅ‚osy rozpala-Å‚y noc.Niemal czul ich żar i sÅ‚yszaÅ‚ trzask pÅ‚omieni.OddychaÅ‚ cicho, czujÄ…c ostre, przenikliwe ostrze gniewu twardniejÄ…-ce gdzieÅ› w gÅ‚Ä™binach duszy.Taniec i muzyka byÅ‚y dla niego obce, alepostÄ™powanie Lidii Iwanowej caÅ‚kiem jasne.PrężyÅ‚a siÄ™ jak mÅ‚oda,marcujÄ…ca siÄ™ kotka w obecnoÅ›ci kocura, gibka i uwodzicielska.Czeka-Å‚a na awanse, gÅ‚adziÅ‚a swe ciaÅ‚o, mruczÄ…c i prężąc grzbiet.Mężczyzna udawaÅ‚ niezainteresowanego, jego postać w smudze pa-dajÄ…cego z okna żółtego Å›wiatÅ‚a zdawaÅ‚a siÄ™ miÄ™kka i pozbawiona ko-Å›ci, ale nie odszedÅ‚.Oczy wbiÅ‚ w taÅ„czÄ…cÄ… dziewczynÄ™ w taki sposób,że Chang miaÅ‚ ochotÄ™ zatopić w jego piersi włóczniÄ™ do Å‚owienia ryb ipatrzeć, jak siÄ™ wije.Nie tylko Czarne Węże podkradaÅ‚y siÄ™ do niej.RÄ™ce mężczyzny bez koÅ›ci zapomniaÅ‚y o cygarze, a jego na wpółRLTprzymkniÄ™te oczy obserwowaÅ‚y każde wdziÄ™czne wygiÄ™cie jej bioder.Wciąż tam tkwiÅ‚.Podobnie jak cieÅ„.Ten przy stopniach prowadzÄ…cych na taras, mie-szajÄ…cy siÄ™ z cieniem beczki na wodÄ™, ciemniejsza czerÅ„ na tle czerni.Ten, którego oddech wkrótce siÄ™ skoÅ„czy.BÅ‚ysk z okna wydobyÅ‚ blaskostrza shuriken w uniesionej rÄ™ce.Chang wyciÄ…gnÄ…Å‚ swój nóż.CzuwaÅ‚ nad niÄ….RLT25-Mamo, czy to prawda, że mój ojciec graÅ‚ na skrzypcach?- Gdzie to usÅ‚yszaÅ‚aÅ›?- Na soirée.Czy to prawda?- Tak.- Dlaczego mi nigdy nie powiedziaÅ‚aÅ›?- Ponieważ graÅ‚ fatalnie.- Czy kiedyÅ› wrzuciÅ‚ w gniewie skrzypce do ognia? Walentyna roze-Å›miaÅ‚a siÄ™ cicho do siebie.- O tak, nie raz.- WiÄ™c miaÅ‚ temperament?- Da.Tak.- Jestem do niego podobna?Walentyna wróciÅ‚a do malowania paznokci.Nowa fryzura opadÅ‚a jejna policzek, zasÅ‚aniajÄ…c twarz przed czujnym wzrokiem Lidii.- Zawsze kiedy na ciebie patrzÄ™, widzÄ™ jego.*- Wstawaj.- Nie.- Kochanie, doprowadzasz mnie do szaÅ‚u.Leżysz w łóżku od tygo-dnia.- I co z tego?- Nie rozumiem ciÄ™.Zwykle tak ci siÄ™ spieszy, żeby wyjść i coÅ› ro-bić, a teraz.Och, doczeÅ„ka, mam ochotÄ™ ciÄ™ udusić, naprawdÄ™.To, że semestr siÄ™ skoÅ„czyÅ‚ i że przyniosÅ‚aÅ› sobie górÄ™ książek, nieoznacza, że masz czytać przez resztÄ™ życia!- Dlaczego nie? LubiÄ™ czytać.- Nie bÄ…dz podÅ‚a.Co to za tomiszcze?- Wojna i pokój.RLT- Och, gospodi! Na litość boskÄ…, czytaj Shakespeare'a czy Dickensa,czy nawet tÄ™ imperialistycznÄ… Å›winiÄ™ Kiplinga, ale proszÄ™, nie ToÅ‚stoja.Nie Rosjan.- LubiÄ™ Rosjan.- Nie bÄ…dz niemÄ…dra.Nic nie wiesz o Rosjanach-- WÅ‚aÅ›nie.WiÄ™c czas, żebym siÄ™ czegoÅ› dowiedziaÅ‚a, nie uważasz?- Nie, nie uważam.Czas, żebyÅ› wstaÅ‚a z łóżka i poszÅ‚a do Polly na tociasto Å›liwkowe jej matki, które zawsze tak wychwalasz.Idz.Rusz siÄ™.- Nie.- Tak.- Nie.- Musisz.- Dlaczego tak ci zależy, żebym wyszÅ‚a? Bo chcesz wskoczyć dołóżka z Antoine'em?- Lidia!- Czy może z Alfredem?- Lidio, zrobiÅ‚aÅ› siÄ™ niegrzeczna i impertynencka.ChcÄ™ tylko, żebyÅ›siÄ™ zachowywaÅ‚a normalnie, to wszystko.- Co to znaczy normalnie, mamo?- Poza tym skoÅ„czyÅ‚am z Antoine'em.- Biedaczek.- Phi, zasÅ‚ugiwaÅ‚ tylko na to.- A co z Alfredem? ZdecydowaÅ‚aÅ› już, na co zasÅ‚uguje ten Anglik?- Alfred to bardzo uprzejmy i wspaniaÅ‚omyÅ›lny czÅ‚owiek, a przypo-minam ci, że Bóg powiedziaÅ‚, że tylko cisi posiÄ…dÄ… na wÅ‚asność ziemiÄ™.- MyÅ›laÅ‚am, że nie wierzysz w Boga.- To bez znaczenia.No już, mów.Dlaczego siedzisz w tej Å›mier-dzÄ…cej norze i nie chcesz nigdzie iść?- Ponieważ nie chcÄ™.- JesteÅ› dziwaczna, Lidio Iwanowa.Wiesz co? Każda dziewczyna,która wyleguje siÄ™ przez caÅ‚y dzieÅ„ w łóżku z biaÅ‚ym królikiem na pier-si i czyta książkÄ™ o wojnie, jest dziwaczna.- Lepiej żebym byÅ‚a dziwaczna niż martwa
[ Pobierz całość w formacie PDF ]