[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Ach tak, ten, który w końcu wrócił do domu.Wszyscy już sądzili, że nie żyje.Był bli-ski śmierci, biedaczysko.Podobno przybył we właściwym czasie.Gdyby zwlekał jeszcze zedwa dni, umarłby bolesną śmiercią.Ale niejedno w jego ciele się popsuło.Miejmy nadzieję, żeFinowie nie mieli racji w tym, co widzieli.- To znaczy w czym? - dopytywała się Amalie.Mika sięgnął po kawałek ryby.- Wszystko jedno.- Musisz mi to powiedzieć.Pokręcił głową.L RT - Nie, tu nie ma nic do powiedzenia.Ale twój mąż może się teraz znajdować w niebez-pieczeństwie.Amalie nie mogła wydusić z siebie słowa.Bała się.Czarownik naprawdę ją wystraszył.Ale czy zrobił to celowo, czy też może w jego słowach kryła się prawda?- Mogę was zaprowadzić do pana Hamnesa - oświadczył.Amalie zerwała się na równe nogi.- Jadę tam od razu.Znam drogę.Puściła się biegiem i poleciła robotnikom dosiąść koni.Sama czym prędzej wskoczyła nasiodło.Cała się trzęsła i była bliska płaczu.Ole był w niebezpieczeństwie! Wiedziała, że przednią wiele godzin jazdy.Czy uda im się dotrzeć w porę?Popatrzyła na bratową, która również dosiadła już konia.- Do Szwecji daleko.Powinnaś raczej jechać do domu - stwierdziła.Tannel pokręciła głową.- Nie, muszę ci towarzyszyć.Nie mogę pozwolić, żebyś jechała tak daleko z obcym.- Przecież będą ze mną robotnicy - przypomniała jej Amalie.- To bez znaczenia.Pojadę z tobą i więcej o tym nie dyskutujmy.Już podjęłam decyzję.- Przecież jesteś w ciąży i.- Tak jak ty.- Tannel uśmiechnęła się chytrze.Przecież ona nie może tego wiedzieć, pomyślała Amalie, i nagle poczuła ogarniające jąprzygnębienie.Wystraszyła się, że to rzeczywiście może być prawda.Czy będzie miała siłę naurodzenie kolejnego dziecka?- Nie możesz tak myśleć - powiedziała Tannel.- Jego też będziesz kochała.- Jego?Kiwnęła głową.Amalie spojrzała w bok i zobaczyła Mikę wyjeżdżającego z lasu na czarnym wierzchow-cu o lśniącej sierści.Ten widok wprost pozbawił ją tchu.Fin tak pięknie wyglądał w siodle,plecy miał proste, włosy rozwiewał mu wiatr, a z oczu biła duma.- Jedzmy.- Tannel uśmiechnęła się.- Musimy się śpieszyć i mocno spinać konie.- Ty nie możesz jechać tak szybko - zaprotestowała Amalie, ale bratowa tylko prychnęłai pogoniła konia.Amalie ruszyła za nią, a za nimi mężczyzni.Gdy Mika się roześmiał, odwróciła głowę.L RT Puścił do niej oko, więc też wyprostowała się w siodle.Teraz musiała się skupić naCzarnej.Jechali coraz prędzej.Konie pędziły po wąskich ścieżkach i rozległych polanach.Amaliezauważyła w błocie ślady wilka, w pewnej chwili polanę przeciął lis.Ptaki świergotały, słońce świeciło.Dzień byłby przepiękny, gdyby nie lęk, który staleściskał jej serce.Ole, powtarzała w myślach, musisz dostrzec niebezpieczeństwo.Zachowaj czujność!Rozdział 12Edna zbiegła po schodach do holu i wypadła na dziedziniec.Rozsadzała ją radość.Pogo-da była piękna, a ona miała się spotkać ze Slime-Perem.Bardzo go lubiła, był taki miły i tylemiał jej do powiedzenia.Lubiła słuchać opowieści o mieszkańcach wioski, którzy kupowali odniego gorzałkę, i o tym, jak ją pędził w lesie.Za sobą miała już odwiedziny u Marte, która poinformowała ją, że Erik i Vigdis u niejmieszkają.Akurat tego dnia byli jednak poza domem.Edna nie zabawiła tam długo.Nie chciałaspotkać się z Erikiem, chociaż, wyjeżdżając z Kongsvinger, taki właśnie miała zamiar.Zatrzymała się, widząc mężczyznę na koniu, i o mało nie zemdlała, gdy zorientowała się,że to Ulrik.Przeklęła pod nosem, jednak ruszyła byłemu kochankowi na spotkanie.Wstrzymał konia przed nią i zeskoczył na ziemię.- Edno! Dlaczego mnie porzuciłaś? - zawołał, przyciągając ją do siebie, lecz ona pozosta-ła obojętna na jego czułe powitanie.Cofnął się.- Nie cieszysz się, że znów mnie widzisz? -spytał.Odchrząknęła.Nie potrafiła powiedzieć, co w tej chwili czuje, ale jej serce wcale nie za-biło mocniej na jego widok, nie pojawił się też ten przyjemny dreszcz, który przenikał ją wobecności Slime-Pera.Nie miała już dla Ulrika żadnych uczuć.- Chcę, żebyś wrócił, skąd przyjechałeś.Do niczego nie jesteś mi potrzebny - oświadczy-ła zgodnie z prawdą.Zmarszczył brwi.- Ach, tak? A ja mam ci coś do przekazania.Ingrid jest tutaj, w Fińskim Lesie, a twojerodzone dziecko przeniosło się z dużego miasta.Mieszka w KirkenSr.I co ty na to? - Popatrzyłna nią wyczekująco.L RT Edna aż jęknęła.- To nieprawda!- Ależ oczywiście, że prawda.Nie przyjechałem z tak daleka, żeby cię oszukiwać - za-pewnił zirytowany.- Nie wiem, co mam na to powiedzieć.Krew się w Ednie burzyła.Czy kłamał po to, by do niego wróciła? Ingrid miałaby tu byćprzez cały czas? Wbiła w Ulrika twarde spojrzenie.- Gdzie wobec tego jest Ingrid?- To wyjawię ci dopiero, kiedy zgodzisz się wrócić ze mną do Kongsvinger.- Nie chcę tam wracać.Czułam się u ciebie jak w więzieniu.A poza tym nie kocham cię.Cały czas było mi smutno.- Postąpiła krok bliżej.- Musisz mi powiedzieć, gdzie są moje dzie-ci!- Nie mogę.- Pokręcił głową.- Musisz jechać ze mną.Kocham cię.Próbowała dojrzeć coś w jego oczach, sprawdzić, czy mówi prawdę, ale nic z nich niewyczytała.- Za bardzo lubisz piękne kobiety.Nasze małżeństwo nigdy nie byłoby szczęśliwe i samdobrze o tym wiesz.Przyciągnął ją mocno do siebie.- Nie pojmuję, jak możesz rezygnować z bogactwa? Większość kobiet nie posiadałabysię z radości.Edna oparła dłonie na jego piersiach i uwolniła się z niechcianych objęć.- Nie dotykaj mnie więcej! - ostrzegła.- I nie zatrzymuj mnie dłużej, bo idę się z kimśspotkać.- Któż to taki? - Popatrzył na nią drwiąco.- Nie twoja sprawa - warknęła zirytowana.Spróbowała przejść obok niego, ale mocnoprzytrzymał ją za ramię.- Nie możesz ode mnie odejść! Starała się na niego nie patrzeć.- Owszem, mogę.Puść mnie, bo inaczej wezwę robotników, którzy pracują na polu.Za-raz przybiegną mi na pomoc.Ulrik obejrzał się i zmarszczył czoło.- Dobrze, odjadę, ale dziwi mnie, że nie chcesz się dowiedzieć, gdzie są twoje dzieci.L RT - Sama je znajdę.Teraz, kiedy już wiem, że są niedaleko, to nie będzie trudne.Dziękujęza informację - powiedziała.Wreszcie udało jej się go wyminąć.- Czy Ole Hamnes jest w domu? - zawołał za nią.- Nie, pojechał do Szwecji - rzuciła przez ramię.Pobiegła przez pole na skraj lasu i tam się zatrzymała.Rozejrzała się, szukając wzrokiemUlrika, ale najwyrazniej odjechał.Odetchnęła z ulgą.Ten mężczyzna budził w niej jedynie po-gardę.Miała nadzieję, że już na zawsze zostawi ją w spokoju.Już miała pobiec dalej, gdy nagle znieruchomiała.W jej stronę szła uśmiechnięta Marte [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lo2chrzanow.htw.pl